Aleteia logoAleteia logoAleteia
środa 30/11/2022 |
Św. Andrzeja
Aleteia logo
Styl życia
separateurCreated with Sketch.

Na granicy: Zawiozę uchodźców gdziekolwiek. 1200 km? No problem, ruszamy!

Uchodźcy w Przemyślu

AP/Associated Press/East News

Rafał Matuszewski - 08.04.22

W tym morzu zła, cierpienia i niesprawiedliwości są tacy ludzie jak on. Żołnierz, który walczy po stronie dobra. Żołnierz ochotnik, który zamiast książeczki wojskowej ma... prawo jazdy.

– Where do you want to go? (Gdzie chce pan jechać?) – do mężczyzny z angielskim paszportem, siedzącego w namiocie kierowców na granicy, zwraca się harcerka.

– Anywhere (Gdziekolwiek) – słyszy.

– Anywhere around Przemyśl? (Gdziekolwiek w obrębie Przemyśla?) – upewnia się druhna.

– Anywhere in Poland: Gdańsk, Warszawa, Poznać, Katowice…. Even in Europe: Berlin, Paris, just anywhere… (Gdziekolwiek w Polsce: […], nawet w Europie: […], po prostu gdziekolwiek) – z błogim spokojem i szczerym uśmiechem odpowiada cudzoziemiec.

W namiocie, gdzie rejestrowali się kierowcy, przez te dwa dni kotłowało się non stop. Obce sobie języki przeplatały się, szukając wspólnego mianownika, jakim najczęściej był angielski. Harcerki obsługujące bazy danych chodziły na przerwy na zmianę, tak aby zawsze wszystkie komputery były obstawione. Kierowcy, którzy najczęściej przyjeżdżali z darami na magazyn, później przychodzili się zarejestrować do namiotu, aby w drodze powrotnej kogoś zabrać  i nie „jechać na pusto” – jak sami żartowali. 

1200 km? Nie ma problemu

Pan Anywhere, który zarejestrował się w godzinach rannych, miał w swoim busie 8 wolnych miejsc. Szybko znalazł się dla niego kurs. Sześcioosobowa rodzina potrzebowała dostać się do Rzeszowa. Pojechał. Koło południa pojawił się znów, mówiąc, że już wrócił i jego oferta anywhere (gdziekolwiek) dalej jest aktualna.

Z głośnika krótkofalówki dało się usłyszeć, że potrzebny jest transport dla trzyosobowej rodziny w okolicę Stuttgartu, blisko francuskiej granicy. Jest kierowca, ale do Berlina, a to całkiem inny kierunek. Niestety, po krótkiej rozmowie telefonicznej kierowca nie decyduje się na zrobienie dodatkowych 600 km. Pan Anywhere siedzi spokojnie na krześle w namiocie i sprawdza coś w telefonie. Podchodzę, siadam obok. Mówię, że rodzina potrzebuje dostać się do Stuttgartu. Wiem, że jest ich tylko troje, a jego bus mieści 8 osób, że możemy poczekać, może jeszcze ktoś będzie chciał jechać w tamtą stronę. Wiem, że daleko, niemalże na granicy niemiecko-francuskiej. No i pytam, co on na to.

Widzę tylko lekki uśmiech na twarzy i słyszę krótkie: – OK, I can go (OK, mogę jechać). – But when? (Kiedy?) – pytam. – I can go even now (Choćby zaraz). Pan Anywhere nie zastanawiał się nawet sekundy, nie mrugnął okiem, odpowiadając na moje pytanie. Wstał i poszedł ze mną po rodzinę, którą miał zawieźć ok. 1200 km stąd. Gdy żegnałem się z nim, powiedział jeszcze do mnie: Don’t cross me out. I’ll be back in two days. (Nie wykreślaj mnie, będę z powrotem za dwa dni). Nic mu nie odpowiedziałem, bo mnie zatkało. Tylko się uśmiechnąłem. Gdy się odwróciłem, łzy napłynęły mi do oczu.

Wojna nielogiczna

W tym morzu zła, cierpienia i niesprawiedliwości są tacy ludzie jak mój pan Anywhere. To żołnierz, który walczy po stronie DOBRA. Żołnierz ochotnik, który zamiast książeczki wojskowej ma prawo jazdy. Zamiast karabinu ma swojego wypasionego busa. Który nie liczy, nie przelicza, nie kalkuluje. Który kieruje się sercem. Który nie godzi się na świat taki, jakim jest. Który wie, po co żyje. Oddaje siebie innym. Oddaje swoje siły, swój wolny czas.

Czy to, co robi, jest opłacalne? Z logicznego punktu widzenia nie. Ale czy ta wojna jest logiczna? Czy jakakolwiek wojna ma logiczne wytłumaczenie? Nie, nie ma. Więc trzeba się z nią rozprawić w równie nielogiczny sposób. Tak jak Pan Anywhere. Tak jak setki wolontariuszy, którzy przyjeżdżają do Przemyśla, zarywając noce, studia i prace. Wyciskając z siebie soki podczas wielogodzinnych służb. By po powrocie nad ranem do domów przespać się 3 godziny i wstawać do swojego świata. Do biur, szkół i sklepów, gdzie zmęczenie daje o sobie znać. Ale pocieszają się tym, że to przecież jest nielogiczne i takie właśnie ma być.

Wiesz już, na co przeznaczysz adwentową jałmużnę?

Pomóż nam, tak jak inni Czytelnicy, szerzyć dobro i wiarę w Internecie. Wystarczy, że każdy wpłaci tylko 12 złotych, byśmy mogli dalej tworzyć darmowe treści, które podnoszą Cię na duchu.

Złóż adwentową jałmużnę
Tags:
Ukrainawojna
Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia ukazuje się w siedmiu językach: angielskim, francuskim, włoskim, hiszpańskim, portugalskim, polskim i słoweńskim.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Modlitwa dnia
Dziś świętujemy...





Tu możesz poprosić zakonników o modlitwę. Wyślij swoją intencję!


Top 10
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail