Aleteia logoAleteia logoAleteia
wtorek 06/12/2022 |
Św. Mikołaja
Aleteia logo
Wiedziałeś o tym?
separateurCreated with Sketch.

Jak twarz św. Andrzeja Boboli wyłoniła się po trzech wiekach z obrazu. Niezwykła historia pewnego portretu

Obraz Andrzeja Boboli z XVIII wieku, wystawiony w muzeum w sanktuarium przy ul. Rakowieckiej w Warszawie

Marek BAZAK/East News

Joanna Operacz - 16.11.22

Najbardziej prawdopodobna wersja jest taka, że obraz został namalowany około 1711 roku, gdy rozpoczynał się proces beatyfikacyjny Andrzeja Boboli. Tę datę sugerują również wyniki specjalistycznych badań.

W muzeum św. Andrzeja Boboli w Warszawie wisi odnaleziony niedawno obraz tego męczennika, namalowany na początku XVIII wieku. Św. Andrzej, zamęczony przez kozaków w 1657 roku, zapewne wyglądał właśnie tak, jak został tam przedstawiony. Z portretem wiąże się kilka niezwykłych historii.

Relikwie w srebrnej trumnie

W Narodowym Sanktuarium św. Andrzeja Boboli przy ulicy Rakowieckiej w Warszawie można zobaczyć integralne relikwie męczennika, czyli jego ciało zachowane od rozkładu. Szczątki ubrane w szaty kapłańskie są wystawione w srebrno-szklanej trumnie przed głównym ołtarzem.

Na niższej kondygnacji świątyni, na lewo od wejścia, znajduje się muzeum poświęcone patronowi świątyni. Wśród wielu ciekawych eksponatów (np. kserokopii dokumentów napisanych własnoręcznie przez Andrzeja Bobolę, obrazów z różnych czasów, ulotek wydanych z okazji kanonizacji w 1938 roku) znajduje się szczególna pamiątka – najstarszy portret męczennika.

List ze Śląska

Jezuita o. Aleksander Jacyniak, twórca muzeum, trafił na ślad obrazu na początku XXI wieku, przeglądając dokumenty parafialne. Znalazł tam list od pewnego małżeństwa ze Śląska, które w latach 80. chciało sprzedać stary (jak się wydawało, XIX-wieczny) obraz św. Andrzeja Boboli. Autorzy listu trafili na kiepski moment, bo kościół na Rakowieckiej był wówczas w budowie i ojcowie nie myśleli o innych inwestycjach. 20 lat później o. Jacyniak postanowił sprawdzić, co się stało z obrazem. „Były to jeszcze czasy książek telefonicznych, więc znalazłem numer telefonu do tych państwa. Okazało się, że nadal mają obraz św. Andrzeja, a nawet chętnie go sprzedadzą, bo niedługo ich córka wychodzi za mąż i mają wydatki związane z weselem” – opowiada o. Jacyniak. Bardzo się ucieszyli, bo chcieli, żeby obraz zawisł w godnym miejscu.

Obraz leżał przez wiele lat zwinięty w rulon i był bardzo zniszczony. Po przywiezieniu go do Warszawy ojciec poprosił kilku konserwatorów sztuki o wycenę renowacji, ale kwoty okazały się spore. Kiedy myślał, co z tym fantem zrobić, zgłosiła się do niego ceniona pani konserwator sztuki.

Powiedziała, że zawdzięcza św. Andrzejowi cud uratowania życia i zdrowia po poważnym wypadku i chciałaby zrobić coś w podzięce. „Ustaliliśmy, że wyliczy koszty materiałów i profesjonalnej dokumentacji fotograficznej, a ja przekażę jej tę sumę. Natomiast cały wkład jej pracy miał być darem dla św. Andrzeja” – opowiada o. Jacyniak.

Po kilku dniach przedstawiła kosztorys: 1500 zł. Jeszcze tego samego dnia do o. Jacyniaka zgłosił się mężczyzna z prowadzonej przez niego wspólnoty i powiedział, że chciałby przekazać pewną kwotę, a ojciec na pewno będzie wiedział, co z nią zrobić. I wręczył mu 1500 zł.

Starszy o wiek

Po oczyszczeniu obrazu coraz bardziej uwidaczniały się przemalowania i odsłonił się napis na odwrocie: Renovata 1855. Skoro obraz był poddany renowacji w połowie XIX wieku, musiał powstać co najmniej kilkadziesiąt lat wcześniej. Poza tym badanie płótna wykazało, że pochodzi ono z drugiej połowy XVII wieku.

Najbardziej prawdopodobna wersja jest taka, że obraz został namalowany około 1711 roku, gdy rozpoczynał się proces beatyfikacyjny Andrzeja Boboli. Tę datę sugerują również wyniki specjalistycznych badań ocalałych fragmentów pierwotnej sygnatury malowidła. Byłby to więc najstarszy znany wizerunek tego świętego.

Obraz Andrzeja Boboli z XVIII wieku, wystawiony w muzeum w sanktuarium przy ul. Rakowieckiej w Warszawie

Twarz męczennika

Jeszcze ciekawsze jest to, że Andrzej zapewne wyglądał tak, jak został przedstawiony na obrazie. Jak to możliwe, skoro sportretowano go kilkadziesiąt lat po śmierci?

Kiedy w 1702 roku Andrzej Bobola ukazał się swojemu współbratu w Pińsku i zażądał odnalezienia trumny ze swoim ciałem, po zdjęciu wieka okazało się, że zwłoki nie uległy rozkładowi. Gdyby nie to, że były pokryte grubą warstwą kurzu, można by pomyśleć, że pogrzeb odbył się poprzedniego dnia. Widać było straszne ślady tortur, a krew na ranach była czerwona, jakby świeżo skrzepła.

Także w 1730 roku (czyli sześćdziesiąt trzy lata po śmierci św. Andrzeja) komisja biskupia, w skład której wchodzili specjalnie sprowadzeni uznani lekarze, zanotowała, że ciało „zachowało ścisłą spójnię i łączność członków, elastyczność i ciągliwość skóry i mięśni”. Opisano wówczas efekty bestialskiego znęcania się nad zakonnikiem, m.in.: skórę zdartą z kilku miejsc, wykłute oko, obcięte wargi i nos, brak palca wskazującego lewej dłoni itd. Dzisiaj relikwie są zmumifikowane, ale nadal widać niektóre z tych śladów.

XVIII-wieczny malarz, co zrozumiałe, pominął te naturalistyczne szczegóły. Z jego dzieła patrzy na nas święty Andrzej Bobola taki, jaki zapewne był za życia.

Tekst to skrót rozdziału książki „Boży Wojownik. Opowieść o św. Andrzeju Boboli”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Esprit.

Wiesz już, na co przeznaczysz adwentową jałmużnę?

Pomóż nam, tak jak inni Czytelnicy, szerzyć dobro i wiarę w Internecie. Wystarczy, że każdy wpłaci tylko 12 złotych, byśmy mogli dalej tworzyć darmowe treści, które podnoszą Cię na duchu.

Złóż adwentową jałmużnę
Tags:
ciekawostkiświęcisztuka
Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia ukazuje się w siedmiu językach: angielskim, francuskim, włoskim, hiszpańskim, portugalskim, polskim i słoweńskim.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Modlitwa dnia
Dziś świętujemy...





Tu możesz poprosić zakonników o modlitwę. Wyślij swoją intencję!


Top 10
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail