Aleteia logoAleteia logoAleteia
niedziela 26/05/2024 |
Uroczystość Przenajświętszej Trójcy
Aleteia logo
Styl życia
separateurCreated with Sketch.

Ogrodowe rekolekcje, czyli czego nauczyła mnie pielęgnacja trawnika

Radosny mężczyzna pracuje w ogrodzie

Grusho Anna | Shutterstock

Łukasz Witkiewicz - 17.05.23

Może to jeden z Jego sposobów, żeby do mnie przemówić właśnie podczas tego pracowitego dnia? Może poprzez obcowanie z naturą chciał poukładać mi w głowie to, co się tam do tej pory bezładnie kłębiło?
Pomóż Aletei trwać!
Chcemy nadal tworzyć dla Ciebie wartościowe treści
i docierać z Dobrą Nowiną do wszystkich zakątków internetu.
Wesprzyj nas

Twoje wsparcie jest dla nas bardzo ważne.
RAZEM na pewno DAMY RADĘ!

Wruuummm! Wzzzęęę!… ryczy wertykulator. Maszyna zostawia na trawniku równe prążki nacięć. Już po chwili zbiornik pełen jest zebranego filcu z zalegających źdźbeł, mchu, liści i tego wszystkiego, co nie pozwala trawie pięknie rosnąć. Wyrzucam te zeszłoroczne resztki do „zielonych” odpadów. Nazbierało się już kilka ciężkich worków. Współczuję panom, którzy będą to wrzucać do eko-śmieciary.

Za chwilę zmienię wałek w maszynie i rozpocznę aerację – nakłuwanie trawnika, by do ziemi mogło się dostawać powietrze. A kiedy kończę i grabię to, co nie zebrało urządzenie, zamiast zazielenionej jeszcze przed chwilą murawy zostaje… szarobury ugór z pojedynczymi kępkami najmocniejszej trawy.

Jest 1 maja, św. Józefa Robotnika, a ja zamieniam się w ogrodnika i uczestnika rekolekcji pod chmurką. Biorę się do roboty. Chcę po zimie doprowadzić trawnik do porządku – wymaga to szeregu pracochłonnych czynności. Jest piękny wiosenny dzień, Pan Bóg nie tylko pobłogosławił piękną pogodą, ale też przygotował niespodziankę – garść dobrych myśli i natchnień.

Może to jeden z Jego sposobów, żeby do mnie przemówić właśnie podczas tego pracowitego dnia? Może poprzez obcowanie z naturą chciał poukładać mi w głowie to, co się tam do tej pory bezładnie kłębiło?

Kolejny raz jesteśmy świadkami cudu wiosny, niezwykłego, estetycznego doświadczenia wszechmocy, geniuszu i miłości naszego Stwórcy. Wierzę, że na Bożym świecie wszystko się ze sobą pięknie splata i zjawiska obserwowane w przyrodzie mają swoje analogie w życiu duchowym. 

Dla czytelników po gruntownej, katolickiej formacji moje przemyślenia mogą okazać się trywialne. A jeśli jednak zechcecie przebrnąć przez ten tekst, to być może okaże się, że macie podobne obserwacje albo jeszcze inne refleksje przyszły Wam do głowy podczas majówkowych prac ogrodowych. Podzielcie się nimi w komentarzach!

Wertykulacja, czyli doświadczenia i kryzysy

Jak podają fachowe poradniki ogrodnicze, wertykulacja „to pionowe cięcie darni na głębokość około 5-15 mm (profesjonalne urządzania nawet na 45 mm). Jej celem jest usunięcie obumarłych części roślin, mchu i nadmiaru filcu. Dzięki temu zabiegowi zapewnimy trawie lepszy dostęp wody, światła i tlenu oraz usuniemy chwasty i mech”.

No właśnie, ten mech i filc i chwasty to wszystko, co w naszej duszy niepotrzebne, zagrażające, przygniatające. To, co odbiera wzrost i piękno. Grzechy, złe nawyki, szkodliwe przyzwyczajenia, zachowania nałogowe, zaniedbania. I, mimo że przystępujemy regularnie do spowiedzi (to porównałbym do koszenia trawnika), to czasem potrzebna jest solidna wertykulacja duszy.

Trudne doświadczenia, kryzysy, może nawet porażki wjeżdżają w nasze życie jak rycząca maszyna z ostrym wirującym wałkiem. W ogrodzie wertykulacja zapewnia glebie lepszy dostęp wody, powietrza i światła, a dzięki nacięciu korzeni trawy do wzrostu pobudzone zostają nowe pędy. Jak mówią stare, dobre mądrości, tylko kryzys pobudza do wzrostu i rozwoju.

Aeracja, czyli otwórz się!

Aeracją nazywamy napowietrzanie trawnika, a przede wszystkim korzeni. Zabieg polega na nakłuwaniu darni specjalnymi kolcami. Podłoże zostaje spulchnione, co zapobiega chorobom grzybowym – ten rodzaj pielęgnacji zwiększa odporność trawnika na pokrycie mchem i zachwaszczenie, a dodatkowo podłoże staje się wyrównane i gęste.

A co to oznacza dla życia duchowego? Otwarcie, się na zmiany, na coś więcej niż doświadczamy na co dzień. To ruszenie skorupy, zastałych schematów, nawyków – innymi słowy mówiąc wyjście ze strefy komfortu, tak by do naszego życia wpuścić trochę ożywczego powietrza.

Zmieniam wałek w maszynie – ten ma długie, wystające druty. Uruchamiam urządzenie i metr po metrze nakłuwam darń. Kończę oba zabiegi. Widok jest… wstrząsający! Jeszcze ze dwie godziny temu była tu zielona połać, w sporej części zajęta przez mech. Teraz szarobury ugór!

Nie ma już obumarłych resztek, nie ma połaci mchu, są tylko małe kępki traw. Kiedy po raz pierwszy w życiu skończyłem wertykulację i aerację, byłem przerażony – „co ja zrobiłem, zdemolowałem trawnik!”.

I czasem tak jest, że jak nas coś nieźle w życiu „zaora”, to tracimy nadzieję, doświadczamy pustki. Wydaje się nam, że „nie rokujemy”, że już nic z nas nie będzie. Ale spokojnie. Nad tym wszystkim jest Pan Bóg!

Nawożenie, czyli zasilanie dobrem

Nie lubię pracować w rękawicach roboczych. Ale tym razem je zakładam. Wsypuję do siewnika nawóz i to taki, który ma nie pozwolić rozrastać się mchom.

Turrrlll… przejeżdzam po zmasakrowanym trawniku siewnikiem, zostawiając za sobą równe prążki białego proszku. Taki nawóz porównałbym do naszych szlachetnych starań, a zwłaszcza dobrych uczynków. Nawóz znika w ziemi, pozostaje tam na dłużej, ale karmi nasz wzrost i po jakimś czasie przynosi wspaniałe efekty.

Nawóz (zwłaszcza ten naturalny) nie zawsze pięknie pachnie, ale też kiedy robimy coś dobrego, służymy innym, to wykonujemy jakiś trud, niekiedy przechodząc samych siebie, własne opory i niechęci – z tyłu głowy mamy jednak świadomość, że wyniknie z tego jakiś pożytek.

A przed służbą dobrze założyć rękawice i zakasać rękawy. Wiadomo też, że dobro zwycięża zło, czyli ten niepożądany mech. Po nawiezieniu zaleca się zwilżenie ziemi, co też zaraz robię, ale o regularnym podlewaniu piszę w innym miejscu.

Sianie, czyli przyjmij Słowo Boże

W siewniku lądują nasiona trawy. Dzięki temu prostemu, acz sprytnemu urządzeniu rozrzucam trawę równomiernie i „na krzyż”. Tym razem nie będę się wymądrzał, bo wszystko na temat ziarna i siania powiedział Pan Jezus w „Przypowieści o siewcy” – Mt, 13 1-9. Nic dodać, nic ująć. Kropka.

Ziemia, czyli otulająca miłość Boża

Otwieram worki z ziemią do trawy. Czarna, żyzna, wartościowa. Wrzucam do taczki, jadę z tym na nawiezioną glebę, na której wysiane jest ziarno. Przesypuję ziemię do skrzynki ogrodowej z ażurowym dnem i przesiewam nad zasianą trawą, zwłaszcza tam, gdzie zostały puste powierzchnie po wyrwanym mchu.

Dobroczynna warstwa czarnej ziemi pokrywa coraz większą połać. W skrzynce zostają mi przesiane patyki, kamienie, jakieś pakuły. Czasem warto zauważyć, ile dobra dostajemy na co dzień. Codzienna modlitwa wdzięczności pozwala odsiać to Boże dobro, ze zdarzeń, które nie zawsze są łatwe i pożądane.

Ale Pan Bóg o nas dba. Cały czas otula nas dobrem. Ostatnio miałem wrażenie, że moje życie podlega ciągłej „wertykulacji”. Tak, bo po prostu tego wymaga. Ale zauważyłem też, jak bardzo w tym wszystkim Pan Bóg mnie wspomaga. Nie zostawia mnie, dosypuje odżywczej ziemi. Dokłada swoją warstwę opiekuńczej miłości. Po chwili połacie ziemi nie są już jałowym ugorem. Z rozsypaną czarną ziemią wszystko wygląda o niebo lepiej.

Podlewanie, czyli modlitwa, modlitwa, modlitwa

Rozwijam wąż ogrodowy, nastawiam końcówkę na jeden z trybów – obfite zraszanie. Podlewam zwertykulowany, napowietrzony, nawieziony, dosiany i świeżo pokryty ziemią trawnik. A w ręku mam różaniec. Tę połać trawnika będę podlewał przez dwie dziesiątki. Potem mniejszą – jeden dziesiątek i na końcu trawnik od północnej strony – dwie dziesiątki.

Trawnik wymaga regularnego nawadniania tak jak my modlitwy. Bez tego usychamy, obumieramy, nie ma mowy o wzroście. Na początku – chciał nie chciał – podlewam manualnie, raz dziennie, wieczorem. Już około południa następnego dnia wydaje mi się, że jest wciąż sucho. Ale przyjechali panowie i uruchomili system nawadniania. Teraz podlewa się samo, tyle ile trzeba, codziennie, o stałej porze.

Regularna modlitwa, o stałych porach, choćby-nawet-nie-wiem-co-się-działo, czasem nawykowa, czasem z rozproszeniami, może bez porywów, ale wierna. Bywa, że spadnie deszcz – to jak interwencja Ducha Świętego, przecież w jednej z pieśni śpiewamy „Przyjdź jak deszcz”!

Podobnie także Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami Rz 8, 26

A na koniec

Mija kilka dni. Nic. Tydzień – nic. Widzę czarną ziemię, ziarna trawy. Kurcze, a może coś źle zrobiłem? W sumie powinno być jeszcze piaskowanie, a to pominąłem, bo przegapiłem zakup piachu. (Piaskowanie, to by były chyba drobne umartwienia, ale to… może już w przyszły roku).

Czekam. Spadł deszcz. A potem zrobiło się ciepło. I wreszcie… Jest!

Ziarna wypuszczają pierwsze zielone źdźbła. Na surowym ugorze robi się zielono, coraz gęściej. Wiem już, że będzie dobrze. Dziś 15 maja, św. Zofii, na zieleniejące połacie znów pada ożywczy deszcz. Po „zimnych ogrodnikach” znów zrobi się cieplej. I jeszcze bardziej zielono. Boży cud wiosny trwa.

Tags:
rekolekcjewiara
Modlitwa dnia
Dziś świętujemy...





Top 10
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail