John i Min są szczęśliwym małżeństwem i mają troje dzieci. Najmłodsza z pociech Hardingów ma obecnie dziewięć lat i przystąpiła niedawno do Pierwszej Komunii Świętej. Dziewczynka miała mieć zespół Downa, ale jest zdrowym dzieckiem. Jak to możliwe? Rodzina ze Stanów Zjednoczonych opowiada o cudzie, jakiego doznali po wizycie w Lourdes.
Min Sun Kim-Harding miała 14 lat, gdy wraz z rodzicami przyjechała z Korei do Stanów Zjednoczonych. Marzyła o tym, aby tu podjąć naukę w szkole średniej, a następnie rozpocząć studia. Po ich ukończeniu dostała dobrą pracę w Waszyngtonie, gdzie poznała swojego męża, Johna Hardinga. Są szczęśliwym małżeństwem, mają troje dzieci. Najstarsza z córek jest studentką pierwszego roku college'u, syn przygotowuje się do rozpoczęcia nauki na uniwersytecie w Providence, zaś najmłodsza córka, Anna Maria Harding, niedawno przystąpiła do Pierwszej Komunii Świętej. Jak mówią jej rodzice, jest cudownym dzieckiem. Zacznijmy jednak ich niezwykłą historię od początku...
Nieplanowana ciąża
Kilka lat temu, kiedy rodzina przebywała jeszcze w Niemczech, Min niespodziewanie zaszła w ciążę. „Mój mąż był w wojsku, a my zamieszkiwaliśmy w Wiesbaden. Nie planowałam mieć trzeciego dziecka. Byłam zadowolona z dwójki dzieci, chłopca i dziewczynki” – opowiada Harding w rozmowie z portalem churchpop.com.
Min miała wtedy ponad 40 lat. Ze względu na jej wiek, lekarz zalecił badania pod kątem zespołu Downa (w Niemczech szacuje się, że wskaźnik aborcji dla dzieci z trisomią wynosi ponad 90 procent. To więcej niż średnia europejska wynosząca 54 procent). Min nie myślała wtedy o wykonaniu testów PAPP-A. Jako praktykujący katolicy, byli gotowi wraz z mężem podjąć się wszystkiego, co Bóg im zesłał. Czas próby miał dopiero nadejść. Kilka dni później Min modliła się na różańcu. W pewnym momencie zadzwonił telefon. Odebrała połączenie. W słuchawce usłyszała znajomy głos lekarki prowadzącej ciążę.
„Nie jest to dobry znak, gdy lekarz bez uprzedzenia dzwoni do ciebie, ponieważ zwykle, informacje, które przekazuje nie są pozytywne” – pomyślała. Nie myliła się. Dr Christina Moisidis-Tesch, zadzwoniła do Harding, aby poinformować ją, że jej dziecko najprawdopodobniej urodzi się z zespołem Downa i że musi wykonać więcej badań. Z powodu silnego stresu, Min nie mogła wypowiedzieć ani jednego słowa. „Nic nie słyszałam, bo byłam w tak dużym szoku” – wspomina.
Harding zadzwoniła z płaczem do swojego męża. John starał się pocieszyć żonę, przypomniał jej, że Bóg i tak ma wszystko pod kontrolą. „Min, nie martw się. Bóg ma kontrolę, po prostu się o to nie martw” – powiedział do swojej żony. „Jeśli taka jest wola Boża, musimy ją zaakceptować” – dodał mężczyzna. Min nie potrafiła się uspokoić. Zadzwoniła do zaprzyjaźnionej lekarki, aby opowiedzieć jej o diagnozie i o tym, że będzie musiała poddać się kolejnym badaniom. Dr Garcia poradziła, aby nie robiła więcej badań, ponieważ niemieccy medycy po wykonaniu testów, będą zalecali aborcję, jeśli tylko uzyskają potwierdzenie zespołu Downa.
Obejrzyj galerię zdjęć z replikami Groty Lourdskiej z całego świata:
„Bóg ma wszystko pod kontrolą”
Nadszedł dzień, kiedy John i Min wybrali się do lekarki prowadzącej ciążę. „Nigdy więcej badań” – oświadczyli. Doktor Christina była zaskoczona, a Min zwróciła się do męża i powiedziała: „John, bez względu na wszystko, zamierzam nadal się modlić”. Harding poprosiła przyjaciół i rodzinę, aby modlili się wraz z nią. Kobieta zapytała męża, czy mógłby ją zabrać do jakiegoś ze świętych miejsc w Europie. „Wierzyłam, że Bóg wysłucha moich modlitw i modlitw innych ludzi. A w międzyczasie powiedziałam mężowi: «Chcę, żebyś zabrał mnie do Lourdes»” – wspomina w rozmowie z churchpop.com Min Sun Kim-Harding.
Małżonkowie z dwójką dzieci pojechali do Francji. Podczas pobytu w sanktuarium Matki Bożej w Lourdes, Min obmyła się cudowną wodą. Siostry zakonne powiedziały jej, aby stanęła twarzą do figury Najświętszej Maryi Panny i modliła się. Min zwróciła się do Matki Bożej i błagała ją o zdrowie dla nienarodzonego dziecka w jej łonie. „Maryjo, jedyne na czym mi zależy, to zdrowe dziecko” – zawołała kobieta. Min codziennie chodziła na mszę św. i piła tyle wody święconej, ile tylko mogła. Po pielgrzymce do Lourdes Min wraz z mężem udali się do Turynu we Włoszech. Harding uklękła przed Całunem Turyńskim i błagała Jezusa o zdrowie dla dziecka.
„Bez względu na wszystko, kocham Boga i ją, i dziękuję za to dziecko”
„Wszystko, o co proszę, to zdrowe dziecko” – powtarzała kobieta. Pobyt rodziny w Europie dobiegł końca. Min wraz z dziećmi zamieszkała w El Paso w Teksasie. Jej mąż, ze względu na pracę, przebywał w tym czasie w Kalifornii. Pewnego dnia Harding zaczęła nagle rodzić. Tak się złożyło, że jej przyjaciółka, którą poznała jeszcze w Niemczech, Carrie Cogbill, zatrzymała się dokładnie w tym samym hotelu, w którym przebywała Min. Harding zadzwoniła do niej po pomoc, a Carrie natychmiast zabrała ją do szpitala wojskowego. Lekarze powiedzieli jej, że nie mają wolnych miejsc. Wezwali więc kolejną karetkę, która zabrała Min do szpitala dziecięcego. Mała Anna przyszła na świat po 12 godzinach. „Spojrzałam na moje dziecko i wyglądało pięknie” – wspomina Harding. John odwrócił się do żony i powiedział: „Min, ona ma Downa. Gdzie umieściłeś wodę z Lourdes?” Kobieta odpowiedziała, że zostawiła butelkę z wodą w hotelu. John przyniósł ją do szpitala. Poszedł na górę na OIOM, gdzie leżała mała Anna. Otworzył inkubator i zapytał, czy wszystko w porządku, a następnie pobłogosławił ją wodą święconą z Lourdes i powiedział: „Bez względu na wszystko, kocham Boga i ją, i dziękuję za to dziecko” – opowiada Min. Następnego dnia lekarz podszedł do Johna i oznajmił mu, że wszelkie oznaki zespołu Downa, które widzieli dzień wcześniej, zniknęły, więc muszą zrobić więcej badań. „Mój mąż po prostu się rozpłakał” –wspomina Harding. Anna była wcześniakiem, więc przez następne dwa miesiące Min zajmowała się córką w szpitalu. Kobieta codziennie kangurowała noworodka, co umożliwiało dziecku prawidłową regulację temperatury ciała.
„Pan wie, co robi”
Kiedy Min przebywała z dziewczynką na OIOM-ie, podeszła do niej kobieta i zapytała, czy pamięta ją z sali porodowej. Była pielęgniarką, która odbierała poród Min. „Wiesz, w dniu, w którym urodziłaś dziecko, ono miało zespół Downa” – podkreśliła pielęgniarka. „Ale potem, kiedy zobaczyłam ją ponownie na OIOM-ie, pomyślałam, że zamienili twoje dziecko” – dodała. Min zapytała kobietę, dlaczego uważa, że Anna miała trisomię. Pielęgniarka wyjaśniła, że po porodzie lekarze przeprowadzili badanie kariotypu oraz przeanalizowali poszczególne części ciała – oczy, uszy, palce u stóp i dłoni. Wszystkie parametry wskazywały na zespół Downa. Min nie zdołała ukryć zaskoczenia. Mówi, że swojej córce nadała imię matki Najświętszej Maryi Panny. Dziecko otrzymało też drugie imię – Maria – na cześć samej Najświętszej Maryi Panny.
Dziewczynka skończyła 9 lat. Codziennie odmawia z mamą różaniec. Śpiewa w parafialnym chórze. W tym roku przystąpiła do Pierwszej Komunii Świętej. Min opowiada, że poczuła się wezwana do tego, aby podzielić się swoją historią. Jest przekonana, że jej świadectwo może pomóc innym, którzy mierzą się z trudnościami lub chorobą swojego dziecka. Są zrozpaczeni i boją się przyszłości. Myślą, że Bóg już nie słucha ich próśb. „On zawsze nas słucha i chociaż nie możemy widzieć szerszego obrazu naszej historii, tak jak On, to zawsze musimy pozostać niezłomni w naszej wierze i ufać, że Pan wie, co robi” – przekonuje Min Sun Kim Harding.
Źródło: churchpop.com








![{"rendered":"[GALERIA] Od Brazylii po Maroko. Poznaj repliki groty z Lourdes na ca\u0142ym \u015bwiecie"}](https://wp.pl.aleteia.org/wp-content/uploads/sites/9/2020/12/Grotte-de-Lourdes-Ile-a-la-Crosse-Saskatchewan-Canada-Shutterstock-Hihatimages.jpg?w=620&h=310&crop=1?resize=620,310&q=75)


