separateurCreated with Sketch.

Papież Franciszek: Można nawet śmiać się z Boga

papież Franciszek
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Redakcja - publikacja 09.07.25
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Poczucie humoru jest ważnym elementem naszego życia. Wzmacnia nadzieję i rozwija naszą wiarę. Przeczytaj, co pisze o tym śp. papież Franciszek.

Poczucie humoru i dowcip są konieczne

Nadzieja przynosi nam uśmiech. Poczucie humoru i dowcip są konieczne, by wytrwale dźwigać nasz krzyż i stawiać czoło trudnościom. Celna definicja pisarza Romaina Gary’ego pasuje tutaj jak ulał. Ironia jest dla niego manifestacją godności i „potwierdzeniem wyższości istoty ludzkiej nad tym, co ją spotyka”.

W dzieciństwie nauczyli nas tego rodzice. W Argentynie mieliśmy wielu świetnych komików, jak choćby Niní Marshall. W 1940 roku władze wyrzuciły ją jednak z radia, a trzy lata później także z kina. Za czasów dyktatury Pedro Pablo Ramíreza musiała nawet wyemigrować. Pepe Biondi był synem neapolitańskich imigrantów urodzonym w barrio Barracas. Ta dzielnica Buenos Aires zawdzięcza swoją nazwę składom, barakom i rzeźniom, które w XVIII wieku zaczęły masowo wyrastać wzdłuż brzegów Río Matanza. Opowiadając o swoim pochodzeniu, wspominał, że jego ojciec zdecydował się wyemigrować do Baires, ponieważ powiedziano mu, że ulice są tam brukowane złotem. Po przyjeździe zdał sobie sprawę, że nie są nawet wyasfaltowane, i chcąc mieć co jeść, musiał sam się o to zatroszczyć. Bardzo wcześnie, by pomóc finansowo rodzinie, Pepe Biondi zaczął występować jako akrobata cyrkowy. Wkrótce, wyróżniając się naiwnym, błazeńskim stylem, dzięki pokazom, filmom i telewizji stał się sławny w całej Ameryce Południowej. Pamiętam również długie kolejki do kin na Mały światek Don Camilla, według satyrycznego arcydzieła Guareschiego z Fernandelem i Gino Cervi („Jestem tak głodny, że zjadłbym nawet biskupa”). Kiedy byłem chłopcem, ten film cieszył się w Buenos Aires wielkim powodzeniem.

Pedagogia zdrowej ironii

Wszyscy w domu uważaliśmy pedagogię radości, zdrowej ironii, żartu za coś ważnego. Przecież Homo sapiens jest również Homo ludens, a umiejętność zabawy i dystans do siebie mają fundamentalne znaczenie w procesie edukacji. Odgrywają ważną rolę również później, kiedy jako dorośli staramy się godnie przeżywać nasze człowieczeństwo. Moja rodzina doświadczyła wielu perturbacji, cierpień, łez, ale nawet w najtrudniejszych chwilach wiedzieliśmy, że uśmiech może dodać nam sił i skierować na właściwą drogę. Wiele nauczył nas przede wszystkim ojciec. Nie udawał, że nic się nie dzieje, nie bagatelizował problemów ani ich nie unikał. Miał natomiast umiejętność wynajdywania powodów do radości, tak potrzebnej, by stawić czoło i przezwyciężać trudności. Chociaż każdy błazen to także postać tragiczna.

Niewiele innych żywych istot potrafi się śmiać. Ale nasz Bóg się uśmiecha, a my zostaliśmy stworzeni na Jego podobieństwo. Powinniśmy więc Go naśladować. Może nawet śmiać się z Boga, żywiąc do Niego uczucie, jakim darzymy naszych ojców, lub kiedy żartujemy z osób, które kochamy.

Pod tym względem nieocenionym przykładem jest żydowska tradycja mądrościowa i literacka.

„Ten, który się śmieje”

Tak samo jak nasi starsi bracia w wierze jesteśmy potomkami Abrahama i Izaaka, którego imię oznacza „Ten, który się śmieje”. Jego historia, co istotne, znajduje się na samym początku dziejów zbawienia, zarówno w pierwszej księdze Tory pisanej (Tanachu), jak i w biblijnej Księdze Rodzaju. Można powiedzieć, że Bóg się roześmiał i stworzył świat…

Wszyscy znamy dzieje Abrahama i Izaaka. Abraham poślubił Sarę. Niestety, kobieta nie mogła mieć dzieci. Oboje byli już bardzo starzy, kiedy Bóg obiecał Abrahamowi, że rok później urodzi mu się syn. W Biblii opisana jest bardzo ludzka reakcja Abrahama na tę obietnicę. Ukląkł z twarzą zwróconą do ziemi i… roześmiał się. Śmiał się, zakrywając twarz, jak robią to dzieci, kiedy nie chcą pokazać swojej radości. Ale czy można oczekiwać innej reakcji? Abraham „pomyślał sobie bowiem: «Czyż człowiekowi stuletniemu może się urodzić syn? Albo czy dziewięćdziesięcioletnia Sara może zostać matką?»” (Rdz 17,17). Krótko mówiąc, nie był pewien, czy naprawdę to się wydarzy. Podobnie zareagowała jego żona. Tym bardziej że, jak napisane jest w Księdze Rodzaju, „Sara nie miewała przypadłości właściwej kobietom” (Rdz 18,11). Jej reakcja zatem nie może nikogo dziwić. Sara „uśmiechnęła się więc do siebie i pomyślała: «Teraz, gdy przekwitłam, mam doznawać rozkoszy, i mój mąż starzec?»” (Rdz 18,12). Bóg jednak nie ma sobie równych, także jeśli chodzi o poczucie humoru. Wszystko więc spełniło się dokładnie tak, jak zapowiedział. W wyznaczonym czasie Sara urodziła syna. Powiedziała wtedy: „Powód do śmiechu dał mi Bóg. Każdy, kto się o tym dowie, śmiać się będzie z mej przyczyny” (Rdz 21,6). Jeśli więc naszym imieniem jest Nadzieja, to nosimy je również dlatego, że jesteśmy potomstwem śmiejącego się Izaaka syna Abrahama. I nie wolno nam marnować tego dziedzictwa.

Dla uczczenia owej nierozerwalnej więzi, szczęśliwego połączenia nadziei i radości, jeszcze przed otwarciem Drzwi Świętych na rozpoczęcie nowego jubileuszu spotkałem się z grupą ponad stu artystów z różnych krajów, występujących w komediach, wideoklipach i w teatrze. Zwrócono uwagę, że była to spora zmiana w stosunku do czasów, kiedy aktorzy i trefnisie byli chowani w niepoświęconej ziemi. Jeśli jednak zdecydowałem przyjąć imię Franciszka, „błazna Pana Boga”, to chyba można się było tego spodziewać. Niedługo potem jeden z artystów dowcipnie zauważył, że miło byłoby rozśmieszyć Pana Boga, ale… przecież On z racji swojej wszechwiedzy potrafi przewidzieć wszystkie żarty i psuje zakończenie. Ten rodzaj humoru jest dobry na serce.

Okładka autobiografii papieża Franciszka „Nadzieja”

Trzeba uniknąć pogrążenia się w melancholii

Życie nieuchronnie niesie ze sobą gorycz, która jest elementem każdej drogi nadziei i nawrócenia. Trzeba za wszelką cenę unikać pogrążenia się w melancholii i nie pozwolić, by zatruwała nam serce. Czasem delektujemy się smutkiem i napawamy niekończącym się bólem. To jak uzależnienie od gorzkich i szkodliwych cukierków, po które wciąż sięgamy. Piękne argentyńskie tango zatytułowane Barranca abajo ostrzega przed stoczeniem się w przepaść. Jeśli damy się ponieść rozpaczy, tak często obecnej we współczesnej masochistycznej świadomości, możemy utonąć w niej bezpowrotnie. Przedłużająca się w nieskończoność żałoba, poszerzająca wciąż spiralę pustki po tych, których już nie ma, także nie zgadza się z życiem w Duchu Świętym. Labirynt, gdzie człowiek zapatrzony tylko w siebie łatwo może się zagubić, uraza i rozgoryczenie, w które popadamy pomni niezaspokojonych roszczeń, choćby i kiedyś uzasadnionych, sprawiają, że wcielamy się w rolę wiecznej ofiary. To nie jest zdrowe i nie pomaga nam żyć po chrześcijańsku. Chrześcijanin pogrążony w smutku jest kiepskim chrześcijaninem. 

Również osoby konsekrowane nie są odporne na takiego rodzaju pokusy. I niestety, zdarza się, że spotykamy konsekrowanych, którzy są zgorzkniali, melancholijni, bardziej autorytarni niż cieszący się autorytetem, przypominający raczej „zatwardziałych starych kawalerów” niż oblubieńców Kościoła, bardziej funkcjonariuszy niż pasterzy. Czasem, zamiast być radośni, są tylko płytcy. To także nie jest właściwe. Ogólnie rzecz biorąc jednak, księża mają często nie tylko poczucie humoru, ale i umiejętność opowiadania dowcipów i zabawnych historyjek.

Papieże z poczuciem humoru

Powszechnie znana jest skłonność do żartów niektórych papieży, a wśród nich Jana XXIII. Ponoć w jednym z przemówień powiedział mniej więcej tak: „Często zdarza mi się w nocy rozważać wiele poważnych problemów. W końcu podejmuję stanowczą decyzję, by rano udać się na rozmowę z papieżem. Budzę się cały spocony i przypominam sobie, że papieżem jestem ja”. Świetnie go rozumiem. Jan Paweł II też nie był pozbawiony poczucia humoru. Podczas sesji przygotowawczych do konklawe, kiedy był jeszcze kardynałem Wojtyłą, inny starszy i dość sztywny hierarcha postanowił upomnieć go, ponieważ jeździł na nartach, wspinał się po górach, jeździł na rowerze, pływał… „Nie sądzę, aby były to zajęcia odpowiednie dla kardynała”, powiedział cichym głosem. Na co przyszły papież odparł: „Ale czy wie eminencja, że w Polsce są to zajęcia powszechne dla co najmniej 50 procent kardynałów?”. W Polsce było wtedy tylko dwóch kardynałów.


Fragment autobiografii papieża Franciszka „Nadzieja”, tłum. Anna T. Kowalewska, wydawnictwo Świat Książki.

Tytuł, lead, śródtytuły i podkreślenia pochodzą od redakcji Aletei.

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.