Wciąż łudzimy się, że masowa migracja nie dotknie Polski tak jak dotknęła Zachód. Nasze doświadczenie państwa wielonarodowego, a także udana integracja z migrantami z Ukrainy czy Białorusi, utwierdza wielu w przekonaniu, że „jakoś to będzie”. Tymczasem świat wokół nas się zmienia – a my, jeśli nie będziemy czujni, możemy powtórzyć błędy innych.
Kto mieszka w Polsce?
Przez lata Polska była raczej krajem tranzytowym, nie celem migracji. Migranci przyjeżdżali tu do pracy, często na krótko. Współpraca z nimi przebiegała spokojnie – i dzięki temu łatwo było nam uwierzyć, że masowa migracja nie musi oznaczać problemów. Jednak skala i charakter obecnych zjawisk są inne.
W ostatnich miesiącach do Polski trafia coraz więcej osób z krajów odległych kulturowo, w tym również nielegalnie. Wciąż nie mamy precyzyjnych danych, ilu cudzoziemców przebywa w Polsce. Tymczasem według różnych szacunków to już nawet 2,5 miliona osób – około 7% społeczeństwa. Czy wiemy, kim są? Czy państwo posiada narzędzia, by rozumieć ich obecność i wpływ?
Wzrost niepokojów
Tragiczne wydarzenia, takie jak śmierć 24-letniej Klaudii K. w Toruniu – brutalnie zaatakowanej przez nielegalnego imigranta z Wenezueli – pokazują, że system zawodzi. To nie tylko dramat jednostki, ale także sygnał, że państwo nie potrafi skutecznie chronić swoich obywateli. A przecież ochrona życia i bezpieczeństwa jest jednym z podstawowych obowiązków władzy publicznej.
Europa Zachodnia już płaci wysoką cenę za politykę masowej imigracji. W krajach takich jak Francja, Niemcy czy Szwecja rośnie przestępczość, napięcia społeczne i kulturowe. Niepokojące dane wskazują na silną nadreprezentację imigrantów w niektórych kategoriach przestępstw. Rośnie polaryzacja, spada zaufanie społeczne, a wspólnota narodowa coraz częściej przestaje być wspólnotą.
Co na to Europa?
W tej sytuacji Unia Europejska wdraża tzw. pakt migracyjny, który zakłada „solidarny” podział migrantów między państwa członkowskie. Zamiast rozwiązywać problemy, ma on de facto eksportować kryzys z krajów, które sobie nie poradziły, do tych, które jeszcze mają szansę uniknąć chaosu.
Dla nas, Polaków, to moment przełomowy. Nie możemy dłużej oceniać zjawiska migracji tylko przez pryzmat własnych dotychczasowych doświadczeń. Musimy wsłuchać się w to, co dzieje się w innych krajach, wyciągać wnioski i budować politykę odpowiedzialną, realistyczną, a przede wszystkim sprawiedliwą – zarówno wobec własnych obywateli, jak i wobec przybyszów.
Kościół zawsze przypominał o obowiązku gościnności, ale także o roztropności. Miłość bliźniego nie może oznaczać rezygnacji z troski o dobro wspólne. Gdy system migracyjny jest dziurawy, a zasady współżycia nie są jasno określone, cierpią wszyscy – i mieszkańcy, i uczciwi migranci.
W obliczu wielkich przemian demograficznych i kulturowych potrzebujemy dziś nie naiwności, ale mądrego rozeznania. Naszym obowiązkiem – jako obywateli, chrześcijan i ludzi sumienia – jest domagać się od państwa działań na rzecz bezpieczeństwa i ładu społecznego. Inaczej zapłacimy cenę, na którą nie jesteśmy przygotowani – także duchowo.










