separateurCreated with Sketch.

Nie ugiął się przed Napoleonem. Jego relikwie nosi papież Leon XIV

Giuseppe Bartolomeo Menochio
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Redakcja - publikacja 23.07.25
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
W krzyżu pektoralnym papieża Leona XIV, pośród drogocennych relikwii świętych i błogosławionych, znajdują się szczątki człowieka, którego imię wciąż pozostaje niemal nieznane, mimo iż jego życie jest cichym świadectwem odwagi i niezłomnej wierności Kościołowi.

Giuseppe Bartolomeo Menochio – augustianin, kaznodzieja, biskup. Człowiek, który w czasach zamętu potrafił powiedzieć „nie” potędze cesarza i „tak” Ewangelii.

Biskup, który nie pokłonił się Napoleonowi

Historia Menochia przypomina, że świętość nie musi wiązać się z cudami – często objawia się w odwadze trwania przy prawdzie, gdy wszystko wokół zdaje się rozpadać. W roku 1809, gdy papież Pius VII został uprowadzony przez wojska Napoleona, Menochio – choć mógł zapewnić sobie spokój i bezpieczeństwo – stanowczo odmówił złożenia przysięgi wierności cesarzowi. Był wówczas jednym z nielicznych biskupów, którzy wybrali wierność sumieniu zamiast kompromisu.

Zamieszkał wtedy w okupowanym przez Francuzów pałacu na Kwirynale i tam, w samym sercu okupowanego Rzymu, trwał jako duchowy opiekun wielu wspólnot zakonnych. 

Giuseppe Bartolomeo Menochio

Zakonnik, kaznodzieja, duchowy ojciec

Urodził się w 1741 roku w Carmagnoli w Piemoncie, jako jedno z kilkorga dzieci, z których aż trzej bracia wstąpili do augustianów. Święcenia kapłańskie przyjął mając zaledwie 23 lata, a jego posługa od samego początku naznaczona była gorliwością i pokorą. Ludzie nazywali go „świętym kaznodzieją” – nie z powodu wielkich słów, ale dlatego, że głosił z serca i żył tym, co mówił. Był człowiekiem surowej modlitwy i pokuty, wierzącym, że prawdziwa przemiana zaczyna się od skruszonego serca.

Jego misja prowadziła go przez katedry i kaplice, ale również przez wygnanie – w 1796 roku został wyrzucony przez wojska francuskie z Reggio Emilia, gdzie pełnił funkcję biskupa pomocniczego. Wrócił do swojej rodzinnej prowincji, gdzie z powodu braku księży służył jako duszpasterz z pełnym oddaniem.

Człowiek, który nie stracił odwagi

W roku 1800 Pius VII mianował go zakrystianinem papieskim (dziś byłby to papieski ceremoniarz) i swoim spowiednikiem. Zaufanie, jakim obdarzył go papież, nie było bezpodstawne – Menochio okazał się nie tylko wiernym kapłanem, ale i mężem stanu, gotowym zaryzykować wszystko w imię wierności. Towarzyszył papieżowi w historycznej podróży do Paryża na koronację Napoleona, ale gdy ten sam cesarz uwięził Ojca Świętego, Menochio pozostał w Wiecznym Mieście, jakby chciał powiedzieć: Kościół nie zostanie opuszczony.

Pracował nieustannie na rzecz duchowej odbudowy zakonu augustiańskiego, który – jak wiele wspólnot zakonnych – ucierpiał pod napoleońskim reżimem. Wśród jego bliskich znajomych był bł. Stefan Bellisini, który przyprowadzał nowicjuszy do Menochia jak do mistrza duchowego.

Dziedzictwo zapomniane, ale żywe

Zmarł 25 marca 1823 roku – w święto Zwiastowania Pańskiego, jakby Bóg sam chciał podkreślić, że jego życie było odpowiedzią na wezwanie: nie bój się, zaufaj. Jego doczesne szczątki spoczywają dziś w kościele św. Augustyna w Rzymie, wśród cichych murów, które kiedyś słyszały szepty jego modlitwy.

W 1991 roku św. Jan Paweł II ogłosił heroiczność jego cnót. Czy świat usłyszy jeszcze jego imię? A może to właśnie tak miało być – by był świętym ukrytym, który teraz, w pektorale papieża, przypomina światu, że prawdziwa odwaga to czasem tylko jedno ciche, ale niezłomne „nie”.

Źródło: eldebate.com, vaticannews.va, midwestaugustinians.org, YouTube

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.