separateurCreated with Sketch.

Lekarz padł na kolana, błagając o uzdrowienie. Pierwszy cud za pontyfikatu papieża Leona

Spanish priest Valera Parra
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Redakcja - publikacja 23.07.25
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Watykan zatwierdził cud uzdrowienia noworodka w USA. To pierwszy cud uznany za pontyfikatu papieża Leona XIV i istotny krok ku beatyfikacji hiszpańskiego księdza.

Pierwszy cud za pontyfikatu Leona

Papież Leon XIV, pierwszy amerykański papież w historii Kościoła, zatwierdził cud, który miał miejsce w 2007 roku w szpitalu w stanie Rhode Island. Było to niewytłumaczalne z medycznego punktu widzenia ocalenie wcześniaka – chłopca imieniem Tyquan Hall – którego serce niespodziewanie zaczęło bić po godzinie bezskutecznej reanimacji.

To nie tylko pierwszy zatwierdzony cud za pontyfikatu Leona XIV, ale również przełom w trwającym od lat procesie beatyfikacyjnym hiszpańskiego prezbitera – księdza Salvadora Valera Parry, zmarłego w 1889 roku. Choć przez dekady pozostawał postacią lokalnego kultu w południowej Hiszpanii, dziś jego imię zna już niemal cały katolicki świat.

Lekarz padł na kolana

Mały Tyquan urodził się w stanie krytycznym przez cesarskie cięcie. Nie oddychał, był siny, niedotleniony, a jego serce biło tak słabo, że lekarze – po długiej resuscytacji – uznali, że nic więcej nie da się zrobić. Pielęgniarka stwierdziła zgon. Wtedy jeden z obecnych lekarzy, dr Juan Sanchez, pochodzący z Hiszpanii, zrobił coś, czego nikt się nie spodziewał – zamiast odejść do rodziny z tragiczną informacją, padł na kolana i zaczął się modlić. Nie do świętego Jana Pawła II, nie do Ojca Pio, ale do mało znanego wówczas księdza ze swojej rodzinnej miejscowości: Salvadora Valera Parry.

Minuty później wydarzyło się coś, co trudno wytłumaczyć: serce chłopca zaczęło bić. Samoczynnie. Bez dalszej interwencji lekarzy. Dziecko trafiło na OIOM, gdzie lekarze obawiali się ciężkich uszkodzeń mózgu. Ale te… nigdy się nie pojawiły. Tyquan wrócił do zdrowia, rozwijał się normalnie, dziś żyje jak każdy nastolatek – uprawia sport, chodzi do szkoły i, jak podaje diecezja, „prowadzi zwyczajne życie”.

Po latach starannego badania dokumentacji medycznej, zeznań świadków oraz modlitwy, Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych uznała zdarzenie za cud. Papież Leon XIV zatwierdził dekret w czerwcu, dając zielone światło dla beatyfikacji Sługi Bożego Salvadora Valera Parry.

Ks. Salvador Valera Parra

Salvador Valera Parra urodził się w 1816 roku w Huércal-Overa, w Andaluzji. Pochodził z rolniczej, głęboko wierzącej rodziny. Już jako nastolatek rozpoczął naukę w seminarium. Został księdzem w wieku 24 lat. Choć mógł zrobić karierę w większych miastach, przez większość życia duszpasterzował w swojej rodzinnej parafii. Pomagał ludziom w czasie epidemii, uczestniczył w gaszeniu zamieszek w pobliskiej Kartagenie, angażował się społecznie. Cieszył się opinią człowieka prostego, oddanego i – mimo czasem porywczego charakteru – pełnego łagodności. Po śmierci jego ciało złożono w głównym ołtarzu parafialnego kościoła. Lokalna społeczność nigdy nie zapomniała o „swoim księdzu”.

SALVADOR VALERA PARRA

Teraz Kościół powszechny ma szansę go poznać. Bo, jak powiedział kanclerz diecezji Providence, ks. Timothy Reilly: „To przypomnienie o sile modlitwy i wstawiennictwie świętych. Bóg naprawdę jest blisko nas.”

Beatyfikacja może nastąpić już w przyszłym roku. A chłopiec, który przeżył, stanie się żywym świadkiem nie tylko mocy modlitwy, ale i tego, że świętość potrafi przetrwać nawet ponad sto lat – czekając cierpliwie na moment, w którym znów przypomni światu, że dla Boga nie ma nic niemożliwego.

Źródło: Stacja7, dailymail.co.uk, dipalme.org

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.