Miha i Nastja są małżeństwem od 14 lat, a rodzinę Hliš tworzy oprócz nich jeszcze ich pięcioro dzieci. To, że jako małżonkowie patrzą dziś w tym samym kierunku, a więź między nimi jest coraz bardziej wartościowa – mimo że, jak mówią, średnio dwa razy dziennie się kłócą – to zasługa również wspólnoty Družina in življenje (DiŽ) - Rodzina i Życie.
Rozmowa, w której małżonkowie w bezpośredni i szczery sposób opowiadają o wzrastaniu ich relacji, powstała z okazji 25-lecia DiŽ i świadczy o wielkiej roli, jaką ta organizacja odgrywa wśród małżeństw. Poprawiła relacje wielu par i dla wielu stała się niezastąpioną towarzyszką.
Aleteia: Jak opisałabyś waszą relację małżeńską – jak się rozwijała i jaka jest dzisiaj?
Nastja: Zaczęło się od typowego zakochania, byliśmy dość młodzi. To była łaska, że zakochaliśmy się tak mocno, że nas to bardzo do siebie przyciągnęło. Nawet gdy później pojawiły się próby, gdy wspominaliśmy tamten czas, żar znów zaczynał się tlić. Wydawało mi się, że chroni nas jakieś błogosławieństwo. Co też jest zasługą ludzi, którzy byli przy nas.
A potem zaczęło się prawdziwe życie, na które, wydaje mi się, nie byłam przygotowana. Co prawda byliśmy na kursie przedmałżeńskim, tam poruszano bardzo poważne tematy, teoretycznie wydawało nam się to proste, dobrze się dogadywaliśmy, zwłaszcza jeśli chodzi o wychowanie dzieci, mieliśmy podobne pomysły.
W rzeczywistości jednak zaczęły się wyzwania zawodowe, urodziły się nam dzieci, chcieliśmy się usamodzielnić. Pierwsze kilka lat spędziliśmy w przedłużonym okresie zakochania, a potem zaczęliśmy się powoli oddalać. Pracowałam, rodziły się dzieci, pojawiły się pierwsze wyzwania rodzicielstwa, nieprzespane noce, depresja poporodowa. Nie zauważyłam, jak głeboko mnie to zmieniło, na gorsze. I nie umieliśmy sobie pomóc nawzajem.
Miha: Ja, po męsku, nie czułem, że coś jest nie tak.
Nastja: W ten sposób cztery lata po ślubie znaleźliśmy się w kryzysie małżeńskim, który trwał trzy do czterech lat. Potem zaszłam w trzecią ciążę i doszłam do punktu zwrotnego. Postawiłam ultimatum - musimy coś zrobić. Takie małżeństwo nie było dla mnie małżeństwem. Pustka. Nie chciałam w tym uczestniczyć. Ale nie wiedzieliśmy, jak moglibyśmy sobie pomóc.
Już wtedy chodziliśmy na spotkania duszpasterstwa małżeństw. Zawsze czułam tam, że inni mają coś, czego my nie mamy. Jakąś więź, której my nie mieliśmy. To mnie bolało. Czego nam brakuje? Na papierze wszystko się „zgadzało”. Wtedy para prowadząca opowiadała, że byli na podstawowym seminarium DiŽ. Zaryzykowaliśmy -mposzliśmy na spotkanie i z ulgą odkryliśmy, że nie jesteśmy sami. Inni też mają problemy.
Odkryłam tam wizję - swojej roli jako żony. Powoli, powoli zaczęliśmy bardziej świadomie pracować nad relacją, pojechaliśmy na jeszcze jeden warsztat. Zaczęliśmy patrzeć w tym samym kierunku. Od tamtej pory jest coraz lepiej. Czuję, że jesteśmy drużyną, że trzymamy się razem. Choć czasem się pokłócimy.
Miha: Średnio dwa razy dziennie. (śmiech)
Ja tego wieczoru, gdy się poznaliśmy, jeszcze się nie zakochałem. Rozgadaliśmy się na temat życia. Bardzo mnie zaintrygowała. Poczułem, że Nastja szuka w życiu czegoś więcej – szczególnie w budowaniu relacji. Potem wkrótce i ja zakochałem się po uszy. Chemia była silna. Nadal uważamy to za błogosławieństwo.
Po drodze przyszedł większy kryzys. Żona postawiła mi ultimatum, żebym coś zrobił. Skąd to teraz?! Mnie się wtedy wydawało, że wszystko jest w porządku. Niestety, nie dostrzegłem cierpienia żony. Ultimatum sprowadziło mnie na ziemię. Ponieważ uporządkowane życie rodzinne wiele dla mnie znaczy, moje męskie ego bardzo ucierpiało – jak to możliwe, że nie wiedziałem o tych problemach?
Na warsztatach nikt nie prawił nam kazań, a ponieważ świadectwa były autentyczne, było to dla mnie wsparciem, zachętą, której z wielką radością później posłuchałem. Zacząłem nad sobą pracować. Odkryłem, że muszę być wobec żony bardziej uważny i współczujący, przynieść jej czasem kwiatka…
Nastja: Przecież wcześniej też przynosiłeś kwiaty.
Miha: Tak, ale z czasem było ich coraz mniej. Wydawało mi się, że już nie trzeba. Stereotypowo – jestem żonaty, już powiedziałem jej, że ją kocham… Wpadłem w swoje wygodne koleiny. Ale zrozumiałem, że o relację trzeba dbać.

Czy możecie powiedzieć bardziej konkretnie, jak wyglądała ta droga przemiany do lepszego małżeństwa u każdego z was?
Nastja: U mnie to było tak, że musiałam porzucić postawę kobiety dominującej, kontrolującej wszystko – także męża. Zaczęłam uczyć się bycia pomocną i pozwalania, by to on podejmował decyzje.
Wcześniej chciałam kontrolować wszystkie dziedziny życia, być systematyczna, planować, krótko mówiąc – być zorganizowana. Zauważyłam jednak, że to zubaża moją kobiecą naturę, autentyczną kobiecość. Przez to stałam się zbyt twarda. Odkryłam, że potrzebuję wsparcia i pomocy. Gdy zaczęłam to odpuszczać, Miha mógł bardziej wyjść na pierwszy plan. Teraz mogę się na nim oprzeć i czuję się przez to odciążona. Mogę uzewnętrznić inne moje atuty, aspekty kobiecości. Nie wiem, czy to jest właściwa rola żony, ale zauważyłam, że tego mi brakowało. Dzięki temu jestem bardziej czuła wobec dzieci, a Miha przejął rolę egzekwującego granice. To mi wróciło życie i odciążyło.
Miha: Ja jestem raczej typem nieogarniętego człowieka. Spotkałem jednak kobietę, żonę, która miała to wszystko bardzo uporządkowane. Na początku się opierałem. Chciałem żyć bardziej swobodnie. Stopniowo zrozumiałem, że pewna dawka organizacji jest przydatna. I że tę organizację również ja muszę wspierać. Podejść z męską energią i dawać poczucie bezpieczeństwa. Być bardziej samodzielny, interesować się sprawami relacji, rodziny.
Ponieważ wyszliśmy sobie naprzeciw, łatwiej nam się rozmawia, szybciej rozwiązujemy nieporozumienia, nie wpadamy błędne koło udowadniania racji, oskarżeń.
W jakich warsztatach DiŽ uczestniczyliście?
Nastja: Po podstawowym seminarium od razu zapisaliśmy się na warsztat „Gdy przychodzą próby”. Ten najbardziej mnie sprowadził na ziemię. Jakby na zapas napełniono mi zbiornik nadziei, duchowego wsparcia. Wtedy otworzyły mi się oczy, co oznacza duchowość w życiu i że jest ona absolutnie konieczna – i to na zapas. Stało się dla mnie jasne, że to sfera, o którą trzeba dbać tak samo jak o wychowanie, finanse czy sprawy materialne. O duchowej rezerwie na trudne czasy wcześniej nigdy nie myślałam.
Na warsztacie podziwiałam pary dające świadectwo, bardzo je szanowałam. Bardzo poważnie potraktowałam to, o czym mówili, co nam doradzali. Na tym zaczęłam budować swoją osobistą wiarę.
Miha: Nastja zaproponowała warsztat DiŽ. Zobaczyłem, że sprawa jest poważna, więc poszedłem. Wcześniej myślałem sobie: po co miałbym iść, przecież wszystko u nas dobrze – kochamy się, mamy wspólne cele (choć potem się okazało, że nie były one najlepiej zgrane). Tam spotkałem ludzi z podobnymi doświadczeniami. Gdy jakiś „prawdziwy facet” z Prekmurja powiedział: „Mnie też żona zaciągnęła i nie wiedziałem, po co mam iść”, mogłem się z nim utożsamić.
Miha, czy te warsztaty „obudziły” również twoją duchowość?
Miha: Przez jakiś czas nadal byłem na tym polu tylko obserwatorem mojej żony. Miałem wierzącą mamę i mocno stojącego na ziemi ojca, który nie przykładał wagi do wiary. To mocno „wdrukowało się” w moją męską duszę. Wiara była czymś „dodatkowym”. Nigdy nie budowałem osobistej wiary. Pismo Święte było dla mnie niezrozumiałe, niczego nie rozumiałem.
A potem zaprosił mnie kolega z grupy małżeńskiej na męskie spotkanie DiŽ. To mnie zainteresowało. Sami faceci, którzy czasem coś przeczytają z Pisma Świętego i odmówią różaniec (chociaż dla mnie to było bardzo nudne). Tam spotkałem „normalnych facetów”, którzy niektórzy się modlili, inni nie. Powiedziałem liderowi Alešowi Čerinowi, że ja przy tym nic nie czuję i że nie mam na to ochoty. Odpowiedział mi: „A co niby miałbyś czuć? Po prostu to robisz – rano wstajesz, coś czytasz, czytasz razem z żoną, tyle. Dyscyplina. Robisz to i obserwujesz, co się dzieje. Nie musi być zmiany od razu, ale to jest dyscyplina”.

Wziąłeś to sobie do serca?
Nie od razu zacząłem coś zmieniać, poszedłem jeszcze na jeden czy dwa spotkania. Aleša nie odważyłem się już więcej prowokować pytaniami. :) Potem sam zacząłem wieczorami czytać codzienne Słowo Boże. Utrzymuję tę rutynę. Staram się.
Postać mojego ojca nadal jest bardzo silna. Wciąż walczę sam ze sobą. Obserwuję ludzi wokół, którzy naprawdę mocno przeżywają wiarę, z radością wznoszą ręce i wielbią Boga. Ja jeszcze nie potrafię. Niestety. Ale trwam.
My, poza tym kryzysem małżeńskim, nie mieliśmy jakichś wielkich prób, dzięki Bogu. Dane nam jest piękne życie. Wiem, że wiara pogłębia się właśnie w próbach, ale boję się o nie prosić. Wolę wytrwać w dyscyplinie i cierpliwie czekać, aż Bóg powoli będzie mi się objawiał. Nie potrzebuję adrenaliny objawień, choć wtedy pewnie odpowiedź byłaby szybka. :)
Grupy małżeńskie to najbardziej regularna forma spotkań w ramach DiŽ – odbywają się co miesiąc. Co wam daje taka grupa małżeńska? Miha, czy trzeba cię stereotypowo tam ciągnąć?
Miha: Nie, nie! :) Teraz jesteśmy w drugiej grupie małżeńskiej, bo w międzyczasie się przeprowadziliśmy. Mnie, jako mężczyznę, zmusza to, żeby wieczorem usiąść z żoną, odpowiedzieć na pytania z materiału, porozmawiać o tym. Podoba mi się to, bo wyrywa mnie z utartych schematów.
Nastja: Dla mnie to przede wszystkim radość. Naprawdę cieszę się na te spotkania. Jestem wdzięczna za wszystkich, którzy tam są i dzielą się swoimi historiami. Ogromnie dużo się uczę tylko z tego. Często się śmiejemy, to naprawdę odprężające. Gdy przechodziliśmy jedną z ostatnich prób, czułam wsparcie tej grupy. Grupa małżeńska wydaje mi się niemal życiowo konieczna.
Miha: Dla mnie to bardzo dużo znaczy, bo to krąg ludzi, do których mogę w każdej chwili zadzwonić, powiedzieć, co mnie trapi, zapytać o radę. Wiele rzeczy sobie nawzajem powierzamy, spotykamy się z podobnymi problemami. Zawsze mogę zapytać: „A jak ty naprawdę się masz?” Szczerze, głęboko.
W DiŽ bardzo podkreślają i zachęcają, że kto coś dobrego otrzymał, niech daje dalej. Kiedy i jak poczuliście, że możecie coś przekazać dalej?
Nastja: Gdy Mojca zadzwoniła i zapytała, czy przyjęlibyśmy prowadzenie grupy małżeńskiej. (śmiech) Mogę powiedzieć, że poczułam się zaszczycona. Wydawało mi się, że jesteśmy jeszcze „zieloni”. Bycie parą prowadzącą to naprawdę minimum, co możemy dać dalej. Jestem wdzięczna, że zetknęliśmy się z DiŽ. To bardzo ubogaciło nasze życie. Nasza relacja jest bardziej „treściwa”, a poznaliśmy cudownych ludzi.
Miha: To są ludzie, którzy cieszą się życiem, którzy są autentyczni, którzy nie grają, którzy żyją w szczerych relacjach, są bezpośredni – powiedzą ci też coś wprost, postawią cię twardo na ziemi. „Byłeś już w grupie małżeńskiej – to kiedy otworzysz nową? Kiedy dasz świadectwo?” Ja bym nie chciał. Mnie dobrze tam, gdzie jestem. Ale dobrze jest, gdy ktoś mnie kopnie w tyłek, żebym nie zgnuśniał.
Nastja: Na warsztacie „Gdy przychodzą próby” świadczyły pary, przy których czułam się taka malutka! Wszyscy mieli bogatą historię życia, wydawali mi się umocnieni, szlachetni. Powiedziałam to jednej parze, a oni natychmiast mnie skorygowali – sprowadzili na ziemię, mówiąc, że nie są wcale lepsi od innych, że wiele przeszli. Poczułam się przyjęta.
Na koniec – jak dokończylibyście zdanie: Drogi DiŽ, z okazji twojej 25. rocznicy jesteśmy nieskończenie wdzięczni za…
Miha: … historie życia, które możemy dzielić między sobą w swobodnej atmosferze, dobrowolnie, oraz za wszystkie seminaria, które są jak poligon życiowy, na którym małżonkowie, każdy w swojej rodzinie, mogą ćwiczyć i testować wiedzę i doświadczenia innych oraz się nimi ubogacać. A męskie marsze są super!
Nastja: … szczerych i otwartych ludzi.
Spotkania Małżeńskie w Polsce
W Polsce odpowiednikiem warsztatów "Rodzina i Życie" są Spotkania Małżeńskie.
Spotkania Małżeńskie to międzynarodowy, katolicki ruch rekolekcyjno‑warsztatowy, założony w Polsce przez Irenę i Jerzego Grzybowskich w latach 70. i uznany przez Stolicę Apostolską w 2009 r. Celem ruchu jest pogłębienie i odnowienie więzi małżeńskiej poprzez intensywny dialog, prowadzony w parach małżeńskich, wspierany przez przeszkolone pary animatorów i kapłanów, podczas zamkniętych weekendowych rekolekcji, które nie mają formuły wykładów, lecz umożliwiają parom autentyczne spotkanie, lepsze zrozumienie siebie, naukę rozwiązywania konfliktów, a przede wszystkim doświadczenie świeżości relacji opartej na psychologii komunikacji i duchowości. Inicjatywa nie tylko wspiera pary w kryzysach, ale także towarzyszy narzeczonym (poprzez „Wieczory dla Zakochanych”) i małżeństwom cywilnym po rozwodzie, tworząc przestrzeń na rozwój miłości i jedności, którą można przenieść również na życie rodzinne i wspólnotowe








![Święty Andrzej Bobola uratował mu życie. Dwa razy! [świadectwo]](https://wp.pl.aleteia.org/wp-content/uploads/sites/9/2025/05/Projekt-bez-nazwy31.jpg?resize=300,150&q=75)




