separateurCreated with Sketch.

Czy katolicy modlą się do tkanek i organów? O nabożeństwie do Najświętszej Krwi

Gwóźdź i Krew Jezusa
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Piotr Krawczyk - publikacja 29.07.25
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Kończący się lipiec jest tradycyjnie poświęcony w Kościele czci do Najświętszej Krwi Jezusa. Czy katolicy modlą się do tkanek?

Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, którą obchodziliśmy w czerwcu, potocznie jest nazywana Bożym Ciałem. Ma to uzasadnienie w historii święta. Od średniowiecza aż do pontyfikatu Pawła VI, święto Bożego Ciała i święto Krwi Pańskiej były osobnymi uroczystościami. Tę drugą obchodzono w lipcu i tradycyjnie miesiąc ten był poświęcony kultowi Przenajświętszej Krwi. 

Kiedy oba święta połączono, aby podkreślić, że Eucharystia to Ciało i Krew, kult krwi zszedł jakby na dalszy plan. Ostatnimi czasy zdaje się jednak przeżywać renesans. Popularne stają się modlitwy przywołujące Pańską krew. Niektóre z nich są formułowane w sposób, który może budzić zdziwienie. Dlaczego, na przykład, rozmawiamy z krwią i wyrażamy wobec niej ufność? Do kogo (czego) właściwie się modlimy? Do Chrystusa, czy do tkanki Jego ciała?

Gramatyczne dziwactwa

„O, Krwi i Wodo, któraś wypłynęła z Najświętszego Serca Jezusowego, jako zdrój miłosierdzia dla nas, ufamy Tobie”. „Krwi Chrystusa, przelana na krzyżu, wybaw nas”. „Bądź pozdrowiona, o święta, drogocenna Krwi Odkupienia, wspieraj nas, odnawiaj tę ziemię i wybaw dusze czyśćcowe.”

To tylko niektóre z wezwań używanych w popularnych modlitwach, których adresatem (sądząc po użytej formie gramatycznej) jest krew. Doprawdy, dziwnie – mógłby ktoś powiedzieć – zachowują się katolicy, którzy nie modlą się do swojego Boga, ale do Jego… płynu ustrojowego. Gramatycznie, trzeba przyznać, sformułowania te są dość osobliwe. Te dotyczące krwi, nie są zresztą jedyne. Wystarczy wspomnieć modlitwy do ran Zbawiciela, Jego głowy, czy powszechny w Kościele kult Serca Jezusowego. Modlitwy tego rodzaju mogą wydawać się problematyczne nie tylko dla kogoś, kto na pobożność katolicką patrzy z zewnątrz. Również chrześcijanin szukający w modlitwie osobowej relacji (czyli modlący się… po chrześcijańsku) może mieć z nimi kłopot. A przecież wielu chrześcijan, dla których osobista więź z Bogiem jest najważniejsza, modli się w ten właśnie sposób. Może więc jest w tym jakiś sens? Zostawmy na boku formy gramatyczne i spróbujmy wniknąć w znaczenie owych modlitw.

Mniejszy kłopot z imieniem

Wiele światła na rozumienie nabożeństwa do Krwi Chrystusa rzuca list apostolski Jana XXIII „Inde a primis”. W dokumencie wydanym w 1960 r. papież zalicza Krew Jezusa do „objawów Boskiego Miłosierdzia Pana”. Wskazuje też na związek nabożeństw do Krwi Chrystusa, Jego Najświętszego Imienia oraz Jezusowego Serca.

Idąc tropem papieskich sugestii, zacznijmy od imienia i sprawdźmy, co na ten temat mówi Biblia. Imię w kulturze biblijnej określa tożsamość osoby, wyraża najbardziej charakterystyczne cechy lub wskazuje na jej misję. Imię „Jezus” znaczy „Bóg zbawia”. Biblia mówi wręcz o zbawieniu „w imieniu”. Przytoczmy znamienny w tej kwestii fragment z Dziejów Apostolskich. Po uzdrowieniu chromego św. Piotr zwraca się do Żydów:

Przełożeni ludu i starsi! Jeżeli przesłuchujecie nas dzisiaj w sprawie dobrodziejstwa, dzięki któremu chory człowiek odzyskał zdrowie, to niech będzie wiadomo wam wszystkim i całemu ludowi Izraela, że w imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka – którego wy ukrzyżowaliście, a którego Bóg wskrzesił z martwych – że dzięki Niemu ten człowiek stanął przed wami zdrowy. On jest kamieniem odrzuconym przez was budujących, tym, który stał się głowicą węgła. I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, przez które moglibyśmy być zbawieni (Dz 4, 8-12).

Zauważmy, że mówiąc o przyczynie zbawienia, Piotr mówi raz o imieniu Chrystusa, a raz o samym Chrystusie. Jest to zrozumiałe, skoro imię oznacza osobę, wobec czego „w imieniu” to tyle, co „w osobie, do której owo imię przynależy”.

Niepoprawne języki miłości

Mówiąc „imię” mamy na myśli osobę. Tę samą zasadę, przez analogię, możemy zastosować do serca, czy krwi. Różnica zdaje się polegać na tym, że imię (w tym przypadku „Bóg zbawia”) wyraża w sposób ogólny misję Jezusa, natomiast serce i krew kierują naszą uwagę ku szczegółom. 

Kiedy pytamy: „W jaki sposób Bóg zbawia?”, staje nam przed oczami Jego miłujące Serce i przelana za nasze życie Krew. Kiedy w litaniach, czy innych modlitwach wymieniamy wszystko, co nam się z Jezusowym Sercem i Krwią kojarzy, kontemplujemy Jego miłość. Przyglądamy się jej od różnych stron, chcemy uświadomić sobie, co Zbawiciel dla nas zrobił i pragniemy Go za to uwielbić. 

Niekiedy stosujemy przy tym osobliwe formy gramatyczne. Cóż, kiedy wyznajemy komuś miłość, poprawność językowa nie musi być najważniejsza, chociaż… znam takich, dla których i ona jest ważna. Tym osobom polecam zastąpienie „Litanii do Krwi Chrystusa” „Modlitwą zanurzenia w Krwi Chrystusa”, a na przykład modlitwy „O Krwi i Wodo” „Dziękczynieniem za przelanie Krwi Przenajdroższej”. Można też swoimi słowami wyrażać miłość, wdzięczność i uwielbienie. Różne są języki miłości. Ważne, żeby odnaleźć sobie najbliższy. 

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.