To naiwne pytanie zadaje młody absolwent renomowanej uczelni, który zdaje sobie sprawę, że może szybko zarobić dużo pieniędzy. To prawda, że niektórzy stali się miliarderami w bardzo młodym wieku: w wieku 19 lat, będąc studentem MIT, Amerykanin Alexander Wang założył swój start-up Scale AI; w wieku 28 lat jego majątek szacuje się na 3,6 miliarda dolarów.
Lucy Guo, utalentowana współzałożycielka tego samego start-upu, stała się najmłodszą miliarderką, której majątek szacuje się obecnie na 1,2 miliarda dolarów. Austin Russel miał zaledwie 17 lat, kiedy założył firmę Luminar Technologies, która produkuje LIDAR, technologię umożliwiającą pojazdom „widzenie” otoczenia w 3D poprzez pomiar odległości od otaczających obiektów za pomocą promieni laserowych. Zdecydowanie „wartość” nie zależy od wieku!
Podejście „moralne” do tej kwestii jest dość proste: dotyczy ono tego, „w jaki sposób” pieniądze zostały zarobione oraz tego, w jaki sposób ich właściciel je wykorzystuje, ponieważ sposób i cel nigdy nie mogą być całkowicie od siebie oddzielone. Jeśli chodzi o sposób, zadajmy prowokacyjne pytanie: „Kogo kosztem?”. Analiza marksistowska postrzega bowiem nadwyżkę wytworzoną przez pracowników jako zysk przejęty przez właściciela, co stanowi formę niesprawiedliwości wpisanej w system kapitalistyczny. Możliwa jest jednak inna wizja, zgodnie z którą kapitał i praca uzupełniają się, a nie są strukturalnie przeciwstawne. Ogólnie rzecz biorąc, zysk jest uzasadniony, pod warunkiem że opiera się na sprawiedliwym i – dlaczego nie – hojnym traktowaniu pracowników. To pokazuje, że to, co jest legalne, powinno być uzupełnione kryteriami etycznymi.
Pieniądze, po co?
Jeśli chodzi o sposób wykorzystania zgromadzonego majątku, Andrew Carnegie (1835–1919), amerykański magnat przemysłu stalowego (Carnegie Steel), pozostawił nam poruszającą myśl: „Człowiek, który umiera bogaty, umiera w hańbie!”. W istocie, przekazał 90% swojego majątku na budowę ponad 2500 bibliotek publicznych na całym świecie oraz finansowanie Fundacji Carnegie na rzecz pokoju, nauki i edukacji. Pieniądze zdobyte zgodnie z zasadą „zawsze więcej” tracą sens, gdy ich jedynym celem jest gromadzenie bogactwa. Zgodnie z powiedzeniem są one „dobrym sługą, ale złym panem”: prawdziwym panem pieniędzy jest służba dla dobra wspólnego.
Kolejna kwestia, o której warto wspomnieć w kontekście (szybkiego) zarabiania dużych pieniędzy, dotyczy ogromnej symbolicznej i emocjonalnej mocy pieniądza. Nawet jeśli są one zarobione w uczciwy sposób, mogą wywoływać u innych silne uczucia zazdrości i podejrzliwości, charakterystyczne dla tak zwanych „smutnych pasji”, o których mówi Spinoza. René Girard w jasny sposób pokazuje, że bez etycznych punktów odniesienia łatwo stajemy się więźniami naśladowczego pragnienia: zazdrościmy bogatym, szukamy pretekstów, aby ich skompromitować, a hipokryci powołują się na moralność, aby ukryć swoją niechęć!
Od sensu do bogactwa
W świecie zawodowym chętnie odwołujemy się do trzech podstawowych cnót, które pozwalają nam rozsądnie zarządzać pieniędzmi: po pierwsze uczciwość, która zawsze spełnia kryteria sprawiedliwości, nie tylko prawnej, ale także moralnej, jak w przypadku szefa firmy, który w dowód uznania przyznaje swoim pracownikom więcej niż wymaga tego prawo. Następnie umiarkowanie, cnota regulująca emocje i pragnienia: wychodząc poza zasadę „zawsze więcej”, najbogatsi mogą swobodnie dążyć do służenia innym, co jest prawdziwym przeznaczeniem nadwyżek dóbr.
Powściągliwość jest również piękną cnotą, która wprowadza umiar w osobistym stosunku do pieniędzy, stanowiąc przeciwieństwo chciwości. Wreszcie hojność, która polega na odwadze wydawania dużych sum pieniędzy na szlachetne cele, w piękny i odpowiedni sposób. Cnota ta nie ma na celu popisywania się, które graniczy z absurdem, ale na obiektywną służbę sprawie, która bezsprzecznie służy dobru wszystkich. Jest to bez wątpienia najgłębsze i najbardziej uniwersalne znaczenie korzyści: „czynienie dobra”.










