Kilku wpływowych Tik Tokerów na początku wakacji ogłosiło wyzwanie pt. „flip-phone summer".
Chodzi o to, by zastąpić na czas wakacji swój smartfon telefonem z klapką i postawić na doświadczenia w realnym świecie.
Z początku mnie to zachwyciło. Świetna inicjatywa. Jednak moje własne dzieci z pokolenia Z uświadomiły mi, że nie mam co pałać aż takim entuzjazmem.
„Mamo, ale to jest zwykły Tik Tokowy trend, który przekłada się na to, że oni po prostu kupują sobie takie telefony, a potem za pomocą iPhone nagrywają rolki o tym, jak teraz żyją pełnią życia.” Rzeczywiście, żaden z inicjatorów akcji nie przerwał publikacji na Tik Toku na wakacje. A przecież tak powinno się stać, gdyby naprawdę się odłączyli.
Zetki i alfy - pokolenie idące na łatwiznę
Zarówno pokolenie Zet (urodzone po 2000 roku) jak Alfa (urodzone po 2010) to dzieciaki wychowane praktycznie ze smartfonem w dłoni. Problem polega na tym, że ta technologia – zwłaszcza łatwość znalezienia błyskawiczne rozrywki, kontaktu z drugą osobą, randkowania, szybkiego kupowania tanich gadżetów wpływa w sposób trwały na ich funkcjonowanie.
Pisaliśmy już o tym na Aletei. Rezultat jest taki, że jeśli coś nie przychodzi szybko i łatwo, mają z tym problem. Przykład? Rozmawiam z dwudziestoletnią dziewczyną. Jest bardzo zestresowana. Pyta, czy można coś zrobić by się szybko zrelaksować. Akurat napisałam artykuł o 10 naukowo potwierdzonych sposobach na szybki relaks, więc je relacjonuję. Opowiadam, że na przykład zrobiono potężne badania pokazujące, że nawet kilka minut słuchania odgłosów natury - jak deszcz, morze, śpiew ptaków pomaga by mózg się wyciszył i odpoczął. Słucha, kiwa głową, mina nietęga. Zastanawiam się o co chodzi. „No bo nic z tego nie wyjdzie, bo ja nie lubię takich odgłosów.” – wyjaśnia.
Dlatego tłumaczę: „To działa niezależnie czy to subiektywnie lubisz, czy nie. To działa na poziomie czysto fizjologicznym.” Na co słyszę: „Nie będę próbować, bo nie lubię.”
I tu jest moim zdaniem pies pogrzebany. Nieustanne korzystanie z urządzeń, które w mgnieniu oka dostarczają to, czego potrzebujemy, sprawia, że przenosimy to oczekiwanie też na inne obszary życia. Po co się męczyć z czymś, czego nie lubię, skoro mogę łatwo znaleźć coś co lubię?
Tyle, że to tak nie działa. Wszystko co wartościowe wymaga wysiłku, wkładu pracy i czasu. Proste i błyskawiczne są rozwiązania tymczasowe, często zagłuszające problem zamiast go rozwiązać – takie jak na przykład – sięganie po media społecznościowe. Coś, co na krótką metę podnosi nastrój przez dopaminowy potop, na długą metę szkodzi układowi nerwowemu.
Stracone pokolenie?
Czy nie uogólniam za bardzo? Przecież nadal widać czasem dzieciaki, które nie są przyspawane do smartfonu? Owszem, ale to jest zaledwie około 0,5% populacji. Dzieci i (o wiele rzadziej) nastolatki, których rodzice stają na przekór trendom i nie dają swoim pociechom nielimitowanego dostępu 24h na dobę do Internetu. Jednak to ma swoje konsekwencje – bycie wykluczonym, uznanym za dziwaka. Nie jesteś na czasie z najnowszymi trendami z Tik Toka? Nie wsadzasz w co drugie zdanie aktualnie popularnych słówek (Tik Tokowe trendy trwają czasem zaledwie po kilka dni, a czasem nawet godzin)? Jesteś dziwny i nie ma o czym z tobą rozmawiać.
Znów przytoczę relację mojego syna, rocznik 2009 – z przełomu pokoleń, który dostał smartfona w 15 roku życia i nadal ma na nim zainstalowane twarde ograniczenia czasu i treści. Był on na kilkudniowym wyjeździe, gdzie jako jeden ze starszych uczestników stanowił tak naprawdę wsparcie dla kardy wychowawczej, a większość stanowiły dzieci 10-letnie. Stwierdził – nigdy więcej. Chłopcy cały czas oglądali Tik Toka, grali w Brawl Stars i porozumiewali się żargonem, przeplatanym wulgaryzmami. A wychowawcy generalnie ignorowali to słownictwo. Wychowawcy stwierdzili, że gdyby mieli jakoś to komentować, to by stracili kontakt z wychowankami, bo to już jest powszechne. Więc tylko od czasu do czasu lekko i z przymrużeniem oka wtrącali zdania typu: „Oj, nie mówcie tak”.
Walczymy z wiatrakami?
Pokolenie Zet już jest na rynku pracy i pracodawcy zauważają z przerażeniem, że młody pracownik jest w stanie nie przyjść do pracy, bo akurat nie miał nastroju na to. A i tak mówimy o pokoleniu, które miało spore doświadczenie życia offline. Alfy to dzieciaki, które w okresie lockdownów były pozamykane przez ponad dwa lata w domach na nauce zdalnej i kwarantannach w okresie rozwojowym, gdy kształtują się nawyki na całe życie. To ludzie dla których normą stało się przebywanie po kilkanaście godzin dziennie online.
Czy jesteście w stanie znaleźć takie inicjatywy wakacyjne dla młodzieży, które wiążą się z realnie egzekwowanym zakazem korzystania ze smartfonów? Ja jestem świadoma tylko dwóch takich inicjatyw. Syn właśnie jest na obozie Skautów Europy, gdzie taki zakaz funkcjonuje. Mówił jednak, że gdy spotkał się z innymi harcerzami to zakaz był pozorny, dzieciaki po prostu szmuglowały drugi smartfon (często za przyzwoleniem rodziców, którzy chcieli mieć z dzieckiem nieustanny kontakt) i nikt już problemu nie drążył.
Iskierki nadziei
Aby odbiec od katastrofalnej wizji przyszłości muszę przyznać, że zdarzają się inicjatywy, które nie są jedynie TikTokową pozą, lecz realnym krokiem ku zdrowiu psychicznemu i odbudowie relacji. Obozy beztelefonowe, jak obozy Skautów Europy, o których wspomniałam, są dziś rzadkością – ale ich uczestnicy zyskują coś, czego nie da się przeżyć online. Realną przyjaźń, doświadczenie wspólnoty, poczucie własnej sprawczości. Oczywiście, taki powrót do rzeczywistości boli – bo odwyk od smartfona boli. Jednak nawet jeśli po powrocie nastąpi ponowne zanurzenie w świat online, nawet kilkutygodniowy detoks pomaga.
Rodzice, którzy mają odwagę stawiać granice, nie są popularni. Dzieci, które nie mają TikToka, często czują się wykluczone. Ale w długofalowej perspektywie właśnie one mają większą szansę na to, by naprawdę być obecne we własnym życiu – a nie tylko oglądać życie innych.
Flip-phone summer jako zjawisko? Może i pomoże niektórym. Ale dla większości to tylko filtr nałożony na stary świat – taki, który nadal dzieje się przez ekran. Prawdziwa rewolucja cyfrowa zaczyna się nie od nagrywania rolki o tym, że „odłączyłem się”, ale od odłączenia się bez słowa.
Nadzieję budzi to, że wielu nastolatków i młodych dorosłych widzi problem. Jednak z reguły czują się bezradni. Sami sobie nie poradzą, potrzebują dorosłych, którzy stworzą ramę, warunki by można było te smartfony naprawdę zastąpić bardziej bezpośrednim kontaktem i prawdziwymi wyzwaniami wymagającymi wytrwałości i wysiłku.
A dorośli często nie tylko tę potrzebę ignorują, lecz sami wymuszają nieustanne bycie online w imię iluzorycznego kontaktu z dzieckiem. Ile razy podczas zajęć słyszałam - „Nie mogę wyciszyć telefonu, bo jak mama zadzwoni i nie odbiorę, będzie wściekła”?
Może jesteś jednak rodzicem, który widzi problem i chce pomóc.
TikTokowy trend, oparty na nostalgii za przeszłością, można potraktować jako pretekst do rozmowy z nastolatkami: może to tylko chwilowa moda, ale czemu by nie spróbować wcielić jej w życie naprawdę? Być może nie wystarczy zamienić iPhone’a na telefon z klapką. Ale może to być pierwszy krok do tego, by znów zacząć naprawdę żyć.












