Piwo przez stulecia było napojem klasztornym – bezpieczną alternatywą dla skażonej wody, pożywnym wsparciem w poście i dziełem mnichów. Niektórzy święci naprawdę je cenili – i mieli ku temu dobre powody.
Trunek z klasztoru
Piwo nie zawsze było napojem kojarzonym z biesiadą. Przez wieki miało raczej reputację… postnego. Wbrew współczesnym wyobrażeniom, w średniowiecznych klasztorach uchodziło za „płynny chleb” – wspomagało organizm w czasie postów, dostarczało kalorii i mikroelementów, a przy tym – co ważne – było znacznie bezpieczniejsze niż woda z okolicznych źródeł.
Zawdzięczamy je benedyktynom, cystersom i trapistom, którzy przez wieki udoskonalali sztukę warzenia. Używali przegotowanej wody, wzbogacali receptury ziołami, a z czasem – jak zrobiła to św. Hildegarda z Bingen – zaczęli dodawać do piwa chmiel, który nadawał mu trwałość i charakterystyczną goryczkę.
Ale nie chodziło tylko o smak. Piwo było często jedynym pożywnym i bezpiecznym napojem, zwłaszcza w czasach epidemii. I tak właśnie pojawiają się święci, którzy ten złocisty trunek nie tylko warzyli – ale też szczerze polecali.
Św. Arnulf z Soissons – patron browarników
Święty Arnulf z Soissons był benedyktyńskim mnichem żyjącym na przełomie XI i XII wieku. Jego talent do warzenia piwa był wyjątkowy – potrafił je nie tylko dobrze przygotować, ale i promować. Podczas zarazy zalecał okolicznym mieszkańcom picie piwa zamiast wody. Miał rację: gotowanie wody w procesie warzenia usuwało bakterie, a lekkie stężenie alkoholu dodatkowo chroniło przed infekcjami. Był przekonany, że piwo to „dar zdrowia od Boga”. I wielu do dziś się z nim zgadza.
Z Arnulfem wiąże się też piękna legenda. Gdy piwo warzone w klasztorze nagle zaczęło mieć kiepski smak, mnich udał się nad rzekę i zanurzył w niej pastorał. Woda, dotąd mętna, stała się krystalicznie czysta – a piwo znów nabrało doskonałego smaku. Od tej pory św. Arnulf uchodzi za orędownika dobrego piwa – i patrona browarników.
W belgijskim Soissons do dziś, 15 sierpnia, mieszkańcy modlą się za wstawiennictwem św. Arnulfa. Proszą o to, by ich piwo było smaczne i dobre. Taki „omodlony” napój nie tylko lepiej smakuje – ale może być też powodem do spotkania i wdzięczności.
Św. Arnulf z Metzu: dzban pełen cudów
Z kolei św. Arnulf z Metzu, również francuski duchowny, według podań był nie tylko pustelnikiem i biskupem, ale i… cudotwórcą piwnym. Legenda mówi, że podczas podróży, widząc zmęczonych pielgrzymów z jednym dzbanem piwa na wszystkich, pomodlił się – a puste dzbany zaczęły się napełniać.
Inna opowieść dotyczy jego pogrzebu. Gdy ciało świętego składano do grobu, grabarze – wyczerpani upałem – poczuli na twarzach chłodne krople. Według legendy to aniołowie zraszali ich… piwem. Nawet jeśli z przymrużeniem oka, trudno nie docenić humoru i dystansu naszych przodków.
Święta Hildegarda i tajemnica chmielu
Wbrew stereotypom, nie tylko mężczyźni znali się na piwie. To właśnie św. Hildegarda z Bingen jako pierwsza opisała właściwości chmielu i jego zastosowanie w warzeniu piwa. W jej „Physica” – średniowiecznym zielniku z 1071 roku – znajdziemy wzmiankę o tym, że chmiel „hamuje zepsucie napoju” i działa zdrowotnie na organizm.
Dziś to właśnie dzięki jej spostrzeżeniom piwo ma ten niepowtarzalny, lekko gorzki smak – i jest trwalsze niż jego starożytne odpowiedniki.
Święta Brygida z Kildare i cud przemiany wody w piwo
W Irlandii nazywają ją jedną z „trójcy narodowych świętych” – obok św. Patryka i św. Kolumby. Św. Brygida z Kildare była kobietą odważną, charyzmatyczną, a przy tym bliską ludziom – zwłaszcza ubogim i chorym. I jak wiele kobiet w jej czasach, znała się na warzeniu piwa. Ale nie tylko – wiąże się z nią kilka cudów, które wyraźnie wskazują, że piwo było jej… duchowo bliskie.
O świętej krążą dwie legendy związane z piwem.
Pewnego razu odwiedziła ją grupa spragnionych trędowatych. Brygida zauważyła, że właśnie przygotowywano dla nich kąpiel. Pobłogosławiła wodę – i w jednej chwili zamieniła się ona w beczkę piwa. Innym razem uczyniła to samo dla zmęczonych kapłanów – również kąpielowa woda, z pozoru bezużyteczna, stała się czystym, orzeźwiającym piwem.
Ta niezwykła święta nie tylko czyniła cuda, ale również zostawiła po sobie ślady w poezji. Do dziś zachował się przepiękny irlandzki hymn z X wieku, który przypisuje się właśnie Brygidzie. Mówi w nim o swojej tęsknocie za niebem – pełnym ludzi, śpiewu i… piwa.
Fragment pieśni przypisywanej św. Brygidzie:
Chciałabym dać Bogu jezioro piwa.
Niech niebiescy święci je sączą bez końca.
Z radością usiadłabym z ludźmi i Bogiem,
Tam, nad brzegiem piwnego jeziora.Podawałabym białe czarki pełne miłości
Z sercem szczodrym ponad miarę.
Każda kropla byłaby modlitwą,
A każdy łyk – błogosławieństwem.
Piwo - napój katolicki
Niektórzy mogą się uśmiechnąć, słysząc o piwie w kontekście świętości. Ale prawda jest taka, że Kościół przez wieki potrafił łączyć to, co duchowe, z tym, co codzienne. Święty Benedykt nie rozdzielał modlitwy i pracy – wszystko miało prowadzić do chwały Boga, także rzemiosło i troska o innych. A dobre piwo, warzone z umiarem i pite z wdzięcznością, bywało wyrazem tej postawy.
Dla porządku: święci, o których mowa, nigdy nie zachęcali do nadużywania alkoholu. Wręcz przeciwnie – upominali o umiarze, trzeźwości i rozwadze. Ale potrafili też dostrzec wartość tego, co dobre, naturalne i… wspólne.
Może i dziś warto przypomnieć, że kultura piwa – tej prawdziwej, nieprzesadzonej – może być również kulturą spotkania, rozmowy, odpoczynku i wdzięczności. A to przecież rzeczy, które zdecydowanie służą człowiekowi.










