separateurCreated with Sketch.

Cud św. Szarbela w Neapolu. „Widzieli. Mogą to potwierdzić”

St. Maron Monastery in Annaya, where St. Charbel lived and where his tomb is located

whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Redakcja - publikacja 07.08.25
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
W neapolitańskim kościele olej św. Szarbela cudownie się rozmnożył. Świadków było ponad pięciuset.

„Zwyczajna” Msza

To miał być zwykły dzień modlitwy. Czwartek, 24 lipca. W kalendarzu liturgicznym – wspomnienie św. Szarbela, libańskiego pustelnika. W kościele San Ferdinando di Palazzo w Neapolu zebrało się pół tysiąca wiernych, wielu z nich chorych, cierpiących, którzy przyszli prosić przez wstawiennictwo maronickiego mnicha o uzdrowienia.

Msza przebiegła zgodnie z rytmem. Dopiero po jej zakończeniu wydarzyło się coś, co zburzyło porządek. Proboszcz, ks. Pasquale Silvestri, przystąpił do udzielania błogosławieństwa olejem św. Szarbela – przysłanym z Rzymu przez maronicką kurię. I choć buteleczka z oliwą wyraźnie się opróżniała, to starczyło dla każdego. A potem… napełniła się ponownie.

„To wydarzyło się w moich rękach”

„To nie są opowieści z dziecięcej książeczki do nabożeństwa” – mówił Silvestri w oficjalnym piśmie z 27 lipca. „To zdarzyło się naprawdę i zdarzyło się w moich rękach”.

Gdy ostatni wierny został namaszczony, prezbiter zamknął ampułkę i odruchowo włożył ją z powrotem do specjalnego pojemnika. Wtedy poczuł, że coś się nie zgadza. Waga naczynia była inna. Zaglądnął do środka – i zobaczył, że naczynie jest wypełnione olejem. Pokazał to wiernym w kościele „Widzieli. Mogą to potwierdzić” – zapewnia.

Cud? A może przypomnienie?

Św. Szarbel nie przyszedł, by wywołać sensację – ale by upomnieć się o wiarę.

„Ludzie potrzebują znaku” – mówił Silvestri. I ten znak został dany. Nie dla zabawy. Nie jako przedstawienie. Ale jako przypomnienie, że nie jesteśmy sami wobec cierpienia, choroby, śmierci. Olej św. Szarbela – prosty, pachnący cedrem z jego libańskich gór – mówi jedno: Bóg jeszcze nie przestał działać. Cud w Neapolu wydarza się w czasie, gdy Europa coraz częściej proponuje chorym wyjście „humanitarne”: eutanazję. Rzecz jasna, wszystko w imię troski o chorego. Ale św. Szarbel zdaje się mieć na ten temat inne zdanie.

Zamiast wygodnej zgody na „dobrą śmierć” przynosi oliwę, modlitwę, uzdrowienie. Nie obiecuje życia bez bólu – ale przypomina, że cierpienie nie jest pozbawione sensu, gdy przeżywane jest z wiarą. 

Źródło: catholicnewsagency.com, www.napolitoday.it

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.