separateurCreated with Sketch.

Od tancerki erotycznej do dziecka Bożego. Niezwykła droga Sayeh Golchin

whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Redakcja - publikacja 11.08.25
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
„Naprawdę poczułam, że należę, że mogę być dzieckiem Bożym pomimo mojej przeszłości, pomimo tego, jak wyglądam dzisiaj”

Zraniona samotnością, szukała miłości w złych miejscach. Odnalazła ją tam, gdzie się nie spodziewała – w Kościele, który stał się jej nową rodziną.

Sayeh Golchin – była tancerka erotyczna z montrealskich klubów – przeszła długą drogę od poczucia odrzucenia i życia w świecie narkotyków do odkrycia Boga. Jej świadectwo jest opowieścią o upadku, poszukiwaniu sensu i niezwykłej łasce, która wszystko zmienia.

Dzieciństwo któremu brakowało ciepła

Sayeh przyszła na świat w Montrealu w rodzinie irańskich imigrantów. Ojciec, uzależniony od alkoholu, był praktycznie nieobecny. Matka – samotna, obciążona problemami finansowymi i emocjonalnymi – nie potrafiła stworzyć domu pełnego ciepła. Dziewczynka od najmłodszych lat spędzała czas u sąsiadów, którzy stali się jej namiastką rodziny. To właśnie z nimi świętowała urodziny i Boże Narodzenie.

Szkoła podstawowa była jeszcze względnie normalnym etapem jej życia, ale w gimnazjum wszystko się zmieniło. Sayeh desperacko szukała akceptacji. „Chciałam, żeby mnie lubili, więc robiłam to, co oni. Palili jointy – ja też. Brali speed – ja też” – wspomina po latach. Za fasadą uśmiechu kryło się poczucie pustki i głód miłości.

Toksyczny związek i wejście w świat nocnych klubów

W wieku siedemnastu lat Sayeh związała się z mężczyzną, który okazał się oszustem i manipulatorem. Zastraszał ją, żyła w ciągłym lęku i izolacji. To on namówił ją, by została tancerką erotyczną w klubach. „Powiedział, że mogę w ten sposób zarobić więcej” – opowiada. Na początku była barmanką, później trafiła na scenę, mimo że wcześniej brzydziła się samą myślą o takim zajęciu.

„Powtarzałam sobie: nigdy nie będę tańczyć lap dance (z bliskim kontaktem ciała) z klientem… A potem zrobiłam to raz, drugi i wpadłam w błędne koło samousprawiedliwień” – przyznaje gorzko. Pracowała w tym świecie prawie dziesięć lat. Dla wielu dziewczyn był to sposób na luksusowe życie. Dla niej – walka o przetrwanie.

"To tak, jakbym nie widziała innych wyborów. To nie znaczy, że nie miałam wyboru i zdejmuję z siebie odpowiedzialność. Chodzi o to, że nie widziałam innych opcji; one dla mnie nie istniały,, albo wydawały się być zbyt odległe od mojej rzeczywistości, abym mogła je wybrać".

Tak mówiła w wywiadzie dla czasopisma „Le Verbe”. Jak sobie z tym radziła? Przez dysocjację.  „Albo musisz brać narkotyki, albo nauczyć się odcinać od własnego ciała. Ja wybrałam to drugie” – tak opisywała swoje doświadczenie.

Ucieczka z branży i złudne duchowe poszukiwania

Na przełomie 2019 i 2020 roku pojawił się impuls do zmiany. W klubie poznała ochroniarza – dobrego człowieka, który spojrzał na nią bez uprzedmiotowienia. „Po raz pierwszy poczułam, że ktoś widzi we mnie osobę, nie tylko ciało” – wspomina. Ten krótki, zdrowy związek stał się początkiem ucieczki z nocnego świata.

Wkrótce jednak nadeszła pandemia. Dla Sayeh okres izolacji oznaczał próbę odnalezienia siebie. Zaczęła interesować się tarotem, astrologią i innymi praktykami New Age. Wydawało jej się, że tam odnajdzie odpowiedzi. „Na początku wszystko wyglądało niewinnie, a nawet pięknie – medytacje, troska o siebie, self-love” – opowiada. „Myślałam, że mogę manifestować rzeczy w swoim życiu, że wszystko zależy ode mnie i mojej energii”.

Z czasem jednak odkryła, że za pozorną troską o rozwój kryje się coś znacznie mroczniejszego. „To było jak picie soku, który w 99% jest zdrowy, ale ma w sobie 1% arszeniku. Myślisz, że cię uleczy, a tymczasem powoli cię zatruwa” – tłumaczy obrazowo. Zamiast pokoju pojawiły się niepokój, bezsenność, paraliż senny i irracjonalne lęki. „Wszystko było skupione na mnie: ja, moje pragnienia, moja energia. To sprawiało wrażenie głębokiej duchowości, ale prowadziło do coraz większej izolacji i chaosu” – wspomina.

Kryzys na dnie i przełomowa modlitwa

W poszukiwaniu ucieczki wyjechała do Meksyku. Tam straciła wszystko – pieniądze, dach nad głową, poczucie bezpieczeństwa. „Byłam w depresji, nie miałam dokąd wrócić. Wtedy, w rozpaczy, powiedziałam: Boże, jeśli istniejesz, przejmij kontrolę nad moim życiem” – opowiada.

Następnego dnia obudziła się z niewytłumaczalnym pokojem w sercu. „Medytowałam godzinami, ale nigdy nie doświadczyłam czegoś takiego. To było jak światło w środku mnie, coś ożyło” – dodaje z prostotą.

„Naprawdę poczułam, że należę, że mogę być dzieckiem Bożym pomimo mojej przeszłości, pomimo tego, jak wyglądam dzisiaj”

Nowe życie w Kościele

Po powrocie do Kanady poszła do kościoła – po raz pierwszy w życiu. Była Wielkanoc. „Nie czułam się gorsza od innych. Zrozumiałam, że ja też mogę być dzieckiem Boga” – mówi z uśmiechem. Niedługo później poprosiła o chrzest. Dziś jej codziennym celem jest zbliżanie się do Chrystusa.

„Nie chcę nigdy powiedzieć: dziś nie potrzebuję Boga. Wszystko, co mam, jest dzięki Niemu” – wyznaje. Jej słowa nabierają szczególnej mocy, gdy dodaje: „Chciałabym krzyczeć na wszystkie strony: Jezus naprawdę odpowiada na pytania, które nosimy w sercu. On oddał życie za ciebie”.

Tekst oparty jest na artykule opublikowanym w kanadyjskim czasopiśmie „Le Verbe”, zatytułowanym „Le chemin de rédemption d’une ex-travailleuse du sexe” i wywiadzie z nią przeprowadzonym przez tę samą redakcję.

Jeśli znasz język francuski zapraszamy do wysłuchania oryginalnego nagrania wywiadu z Sayeh Golchin:

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.