separateurCreated with Sketch.

9 miesięcy pieszo do Betlejem. Niezwykła misja hiszpańskiego pielgrzyma

Fernando Gutierrez, peregrinación
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Ingrid Basaldúa Guzmán - publikacja 15.08.25
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Były reporter wojenny Fernando Gutiérrez, przeszedł tysiące kilometrów z Hiszpanii do Betlejem, by zawierzyć Bogu misję ratowania życia dzieci w Kenii.

Pielgrzymka rozpoczęta w Hiszpanii jako znak oddania

Pielgrzymka hiszpańskiego misjonarza była pełna niepowtarzalnych momentów. Od dziewięciu miesięcy przemierzał drogi, pogłębiając swoją relację z Bogiem i ofiarowując Mu każdy wysiłek.

Fernando Gutiérrez, dawniej reporter stref wojennych i były ateista, jest założycielem „Mary’s Children” – misji w Kenii, która od dziesięciu lat ratuje dzieci zagrożone aborcją. Zdecydował się na pielgrzymkę pieszo z Hiszpanii do Betlejem, miejsca narodzin Zbawiciela świata.

„Wierzę, że Bóg chce, byśmy na nowo spojrzeli na Dziecię, które narodziło się w Betlejem i które na zawsze zmieniło bieg historii. Powrót do dziecięctwa zależy od tego, czy skierujemy nasze serca i spojrzenia na to Dziecko, najważniejsze ze wszystkich – na Jezusa” – mówi Fernando w rozmowie z Aleteią.

„W najuboższych rejonach Kenii to niestety normalne, że co tydzień znajdujemy noworodki wyrzucone na śmietnik, martwe. Za tym zawsze stoi dramat młodej matki, zrozpaczonej, samotnej, bez środków, by utrzymać to życie. Za naprawdę niewiele można ocalić wiele istnień, a każde życie jest niepowtarzalne, święte i zasługuje na pełną ochronę” – podkreśla Fernando.

Znak całkowitego oddania

Pielgrzymka rozpoczęła się dziewięć miesięcy temu w Hiszpanii. Misjonarz odwiedzał miejsca szczególnie ważne dla katolików, jako znak całkowitego powierzenia „Mary’s Children” Bogu i Najświętszej Maryi Pannie.

Podróżując przez wiele krajów, odwiedził m.in. sanktuarium w Loyoli, miejsce narodzin św. Ignacego; bazylikę Pilar w Saragossie, gdzie Matka Boża ukazała się apostołowi Jakubowi; grotę w Manresie, gdzie św. Ignacy spędził miesiące na modlitwie; bazylikę Sagrada Família w Barcelonie, gdzie pobłogosławił go kardynał Omella; klasztor Sióstr z Betlejem „Torrente de Vida”; kościół św. Devoty w Monako; katedrę we Florencji; dom św. Katarzyny ze Sieny oraz bazyliki papieskie w Rzymie, i wiele innych miejsc.

W całej tej drodze Fernando nie idzie sam – towarzyszy mu Bóg:

„W mojej relacji z Bogiem jesteśmy dziś znacznie bliżej niż kiedyś, zwłaszcza odkąd zrozumiałem, że jestem Jego umiłowanym synem i że nic ani nikt nie zdoła mnie oddzielić od Jego miłości”.

Fernando Gutierrez, peregrinación

Pielgrzymka – obraz drogi do Ojca

Fernando czuje, że jego pielgrzymka nie dotyczy tylko fizycznego marszu do Betlejem, ale także duchowej wędrówki do domu Ojca.

„Pan mi to zaproponował, a ja odpowiedziałem Mu „tak”, nie wiedząc, co przygotował dla mnie w tych miesiącach. Tak jest przez wszystkie te lata odkąd rozpoczęła się misja. Bóg jest najlepszym artystą, a my jesteśmy gliną w Jego rękach. On musi wyrabiać i kształtować wiele rzeczy w naszym życiu, abyśmy, kiedy dotrzemy do nieba, byli gotowi tak, jak On nas wymarzył”.

Przygotowanie, nie tylko fizyczne, także duchowe

Fernando przyznaje, że fizycznie nie przygotowywał się specjalnie. W pierwszych miesiącach musiał jednak bardzo dbać o stopy przed każdym etapem drogi i po nim. „Przystosowywałem się do różnych bólów, które pojawiały się po drodze, rozciągałem te części ciała, które tego najbardziej potrzebowały” – mówi. I dodaje: „Duchowo prowadził mnie sam Pan”.

„Modlitwa i sakramenty są centrum moich dni”.

Bez wątpienia modlitwa jest nadprzyrodzoną siłą i głęboką motywacją, która każdego dnia podtrzymuje Fernando w pielgrzymowaniu i w misji „Mary’s Children” w Afryce.

„Jeśli utrzymujemy wzrok utkwiony w Jezusie, wtedy, jak Piotr, kroczymy po wodzie. Tak samo w Kenii, w misji, jak i teraz, na pielgrzymce, modlitwa i sakramenty są centrum moich dni. Kiedy mi ich brakuje albo zaniedbuję modlitwę, wtedy przychodzą niepokoje tego świata: ile mi jeszcze zostało, jak tam dotrę, gdzie przenocuję, kto mi pomoże…”.

Dar Wielkiego Czwartku

Pielgrzymka hiszpańskiego misjonarza była pełna wyjątkowych momentów, ale najważniejszego doświadczył w nocy Wielkiego Czwartku w Wenecji.

„Tej nocy Pan dał mi największy dar, jaki otrzymałem w życiu. Pozwolił mi zrozumieć, co działo się w Getsemani. Sprawił, że bardzo intensywnie odczułem to, co przeżywał, kiedy pocił się krwią za grzechy całej ludzkości. Nie cierpiałem tak jak On, ale cierpiałem z Nim. Wtedy wszystko zrozumiałem. On dawał za mnie wszystko, a ja co Mu dawałem w zamian? Dawałem się w połowie! To mnie zasmuciło, ale nadało nowy sens mojemu życiu”.

Fernando okazuje wielką miłość do Boga także przez to, jak troszczy się o tych, dla których zostawił wszystko – o dzieci i matki w rozpaczy, zagrożone dramatem aborcji. To oni sprawiają, że każdy krok i każde cierpienie stają się wielką radością ku chwale Boga.

„To dzieci nauczyły mnie wszystkiego. Od nikogo nie nauczyłem się tyle, co od nich. Od nikogo. Dzieci uczą kochać, przebaczać i zapominać, śmiać się w trudnych chwilach”.

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.