W lipcu para przeszła pieszo od Bergamo do Pawii, idąc śladami św. Marcina, ale to nie jest początek ich pielgrzymki. Od dziesięciu lat Virginia i Krzysztof, para emerytów z regionu Loary, podążają śladami św. Marcina – dosłownie i w przenośni. Małżeństwo, które ma sześcioro dzieci i trzynaścioro wnucząt, pragnie przekazać tę pasję do drogi, pojmowanej nie tylko jako wysiłek fizyczny, lecz jako akt wiary i braterstwa. Spotkanie.
„Jestem pielgrzymem św. Marcina… i nie planuję odbywać żadnych innych dróg” – wyznaje Krzysztof, 69-letni. Od dziesięciu lat wraz z żoną Virginią przemierza ścieżki wytyczone przez tego świętego, o którym dawniej wiedzieli prawie nic, poza jednym legendarnym gestem: podzieleniem się płaszczem z ubogim w Amiens. Gest ten stał się dla nich drogowskazem.
Wszystko zaczęło się od odkrycia fresku w kościele św. Marcina w Le Cellier, a następnie wystawy poświęconej biskupowi Tours. Z tego pierwszego spotkania wizualnego narodziła się prawdziwa duchowa pasja. Krzysztof zaczął czytać, poznawać, medytować. „Nie był teologiem. Był także człowiekiem modlitwy, który pisał swoje życie na prostej podstawie: Ewangelii w czynach” – tłumaczy emeryt, poruszony życiem tego świętego.
Krzysztof stopniowo odkrywa istnienie Via Sancti Martini, dużego szlaku oznaczonego jako „Europejski Szlak Kulturowy”, otwartego dwadzieścia lat temu. Droga ta liczy 2 500 km, ciągnie się ze wschodu na zachód, odtwarzając podróże niestrudzonego wędrowca – św. Marcina – przez kultury, narody i serca. Krzysztof, który marzył, by na emeryturze pójść drogą do Santiago de Compostela, postanowił zacząć od dróg św. Marcina. Od tej pory nie chce słyszeć o żadnym innym szlaku.
Wspólna droga dzielenia się
Dla Virginii ta przygoda nie była jednak oczywista od początku. „To nie było coś dla mnie, te wielkie wędrówki” – przyznaje. Ale widząc, jak jej mąż wyrusza sam, zdecydowała się iść u jego boku, choć nie bez obaw. „Musiałam nauczyć się odpuszczać… Bałam się niepewności co do miejsc, w których będziemy nocować, i obawiałam się, że nie zdołam za nim nadążyć, bo idzie szybciej ode mnie! Ale z biegiem drogi odkryłam, że wszystko się układa. Jest w tym jakby obecność Boga, który nam towarzyszy”.
Życie jest trochę archetypem drogi: w małżeństwie trzeba się nieustannie dostosowywać do drugiego, iść na kompromisy, uczyć się przebaczać.
Wspólna droga wzmocniła również ich małżeństwo. „Życie jest trochę archetypem drogi: w małżeństwie trzeba się nieustannie dostosowywać do drugiego, iść na kompromisy, uczyć się przebaczać. Marsz umacnia nas w tym wzajemnym dostrajaniu się, które musimy podejmować w naszym małżeństwie” – mówi Virginia. Marsz pozwala także oczyścić się wewnętrznie, skupić na tym, co najważniejsze. „Łatwiej się modli. Odmawiamy jutrznię, psalmy…” – dodaje Krzysztof.
Od dziesięciu lat przeplatają więc krótsze i dłuższe wędrówki. Tego lata, w lipcu, przeszli pieszo trasę od Bergamo do Pawii w kierunku Szombathely, idąc śladami św. Marcina, który wrócił na Węgry, do miejsca swojego urodzenia, aby zaproponować rodzicom chrzest. „Przemierzyliśmy 300 km, przechodząc przez wspaniałe krajobrazy Brescii i Padwy, ale także przez gęsto zaludnione obszary miejskie. To nie zawsze widok z pocztówki… Ale to także część drogi. Nie kontempluje się jedynie Stworzenia, ale także to, co człowiek jest zdolny stworzyć, jak wspaniałe kościoły czy freski, które odkryliśmy w Weronie” – opisuje Krzysztof.
Śladami świętego – na drodze i w życiu
Jeśli krajobrazy na trasie są zachwycające, to spotkania również. „Ludzie łatwo się zwierzają na drodze. Wiedzą, że prawdopodobnie nigdy nas już nie zobaczą. To pozwala mówić prawdę” – zauważa Virginia. Tak właśnie pewnego dnia poznali parę, która straciła dziecko. Aby podziękować im za gościnę, Krzysztof i Virginia postanowili zamówić Mszę Świętą za niego. „To nasze donativo (dobrowolna ofiara, którą pielgrzymi często zostawiają w schroniskach, przytułkach lub stowarzyszeniach przyjmujących ich na drogach pielgrzymkowych – przyp. red.), dar, który ma sens”.
Krzysztof i Virginia, pielgrzymi św. Marcina

Małżeństwo, które ma sześcioro dzieci i trzynaścioro wnucząt, pragnie przekazać tę pasję do drogi, pojmowanej nie tylko jako wysiłek fizyczny, lecz jako akt wiary i braterstwa. Krzysztof, dawniej zawodowo związany z dziedzictwem kulturowym, jest dziś wiceprezesem Via Sancti Martini France, należącej do europejskiej sieci o tej samej nazwie. Stowarzyszenie działa na rzecz promocji tych szlaków i pomaga pielgrzymom wyruszyć w duchu dzielenia się. „Współpracujemy z diecezjami, parafiami, władzami lokalnymi i stowarzyszeniami, aby promować dziedzictwo martinowskie” – dodaje Krzysztof, precyzując, że idąc tymi ścieżkami, wzrasta się także w wierze chrześcijańskiej. I dopowiada: „Święty Marcin był ewangelizatorem. Zachęca nas, byśmy czynili podobnie, poprzez drobne działania: objaśnić fresk pielgrzymowi, mówić o Bogu więźniom, być wolontariuszem dla najuboższych, towarzyszyć młodym, którzy proszą o chrzest…”.
Od Nantes do Tours, od Padwy do Francji, Krzysztof i Virginia przeszli już blisko 3 000 kilometrów. I nie zamierzają na tym poprzestać. Wiele dróg wciąż na nich czeka!










