separateurCreated with Sketch.

Virginia i Krzysztof – 3 000 km śladami św. Marcina

Christophe et Virginie, pèlerins de saint Martin

En juillet, Christophe et Virginie ont marché entre Bergame et Pavie en direction de Szombathely, dans les pas de saint Martin.

whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Anna Ashkova - publikacja 24.08.25
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Na trasie spotykają ludzi, którzy powierzają im swoje historie. Dzielą się modlitwą, zamawiają msze za zmarłych, a przede wszystkim świadczą o Bogu w prostych czynach – tak, jak czynił to św. Marcin.

W lipcu para przeszła pieszo od Bergamo do Pawii, idąc śladami św. Marcina, ale to nie jest początek ich pielgrzymki.  Od dziesięciu lat Virginia i Krzysztof, para emerytów z regionu Loary, podążają śladami św. Marcina – dosłownie i w przenośni. Małżeństwo, które ma sześcioro dzieci i trzynaścioro wnucząt, pragnie przekazać tę pasję do drogi, pojmowanej nie tylko jako wysiłek fizyczny, lecz jako akt wiary i braterstwa. Spotkanie.

„Jestem pielgrzymem św. Marcina… i nie planuję odbywać żadnych innych dróg” – wyznaje Krzysztof, 69-letni. Od dziesięciu lat wraz z żoną Virginią przemierza ścieżki wytyczone przez tego świętego, o którym dawniej wiedzieli prawie nic, poza jednym legendarnym gestem: podzieleniem się płaszczem z ubogim w Amiens. Gest ten stał się dla nich drogowskazem.

Wszystko zaczęło się od odkrycia fresku w kościele św. Marcina w Le Cellier, a następnie wystawy poświęconej biskupowi Tours. Z tego pierwszego spotkania wizualnego narodziła się prawdziwa duchowa pasja. Krzysztof zaczął czytać, poznawać, medytować. „Nie był teologiem. Był także człowiekiem modlitwy, który pisał swoje życie na prostej podstawie: Ewangelii w czynach” – tłumaczy emeryt, poruszony życiem tego świętego.

Krzysztof stopniowo odkrywa istnienie Via Sancti Martini, dużego szlaku oznaczonego jako „Europejski Szlak Kulturowy”, otwartego dwadzieścia lat temu. Droga ta liczy 2 500 km, ciągnie się ze wschodu na zachód, odtwarzając podróże niestrudzonego wędrowca – św. Marcina – przez kultury, narody i serca. Krzysztof, który marzył, by na emeryturze pójść drogą do Santiago de Compostela, postanowił zacząć od dróg św. Marcina. Od tej pory nie chce słyszeć o żadnym innym szlaku.

Wspólna droga dzielenia się

Dla Virginii ta przygoda nie była jednak oczywista od początku. „To nie było coś dla mnie, te wielkie wędrówki” – przyznaje. Ale widząc, jak jej mąż wyrusza sam, zdecydowała się iść u jego boku, choć nie bez obaw. „Musiałam nauczyć się odpuszczać… Bałam się niepewności co do miejsc, w których będziemy nocować, i obawiałam się, że nie zdołam za nim nadążyć, bo idzie szybciej ode mnie! Ale z biegiem drogi odkryłam, że wszystko się układa. Jest w tym jakby obecność Boga, który nam towarzyszy”.

Życie jest trochę archetypem drogi: w małżeństwie trzeba się nieustannie dostosowywać do drugiego, iść na kompromisy, uczyć się przebaczać.

Wspólna droga wzmocniła również ich małżeństwo. „Życie jest trochę archetypem drogi: w małżeństwie trzeba się nieustannie dostosowywać do drugiego, iść na kompromisy, uczyć się przebaczać. Marsz umacnia nas w tym wzajemnym dostrajaniu się, które musimy podejmować w naszym małżeństwie” – mówi Virginia. Marsz pozwala także oczyścić się wewnętrznie, skupić na tym, co najważniejsze. „Łatwiej się modli. Odmawiamy jutrznię, psalmy…” – dodaje Krzysztof.

Od dziesięciu lat przeplatają więc krótsze i dłuższe wędrówki. Tego lata, w lipcu, przeszli pieszo trasę od Bergamo do Pawii w kierunku Szombathely, idąc śladami św. Marcina, który wrócił na Węgry, do miejsca swojego urodzenia, aby zaproponować rodzicom chrzest. „Przemierzyliśmy 300 km, przechodząc przez wspaniałe krajobrazy Brescii i Padwy, ale także przez gęsto zaludnione obszary miejskie. To nie zawsze widok z pocztówki… Ale to także część drogi. Nie kontempluje się jedynie Stworzenia, ale także to, co człowiek jest zdolny stworzyć, jak wspaniałe kościoły czy freski, które odkryliśmy w Weronie” – opisuje Krzysztof.

Śladami świętego – na drodze i w życiu

Jeśli krajobrazy na trasie są zachwycające, to spotkania również. „Ludzie łatwo się zwierzają na drodze. Wiedzą, że prawdopodobnie nigdy nas już nie zobaczą. To pozwala mówić prawdę” – zauważa Virginia. Tak właśnie pewnego dnia poznali parę, która straciła dziecko. Aby podziękować im za gościnę, Krzysztof i Virginia postanowili zamówić Mszę Świętą za niego. „To nasze donativo (dobrowolna ofiara, którą pielgrzymi często zostawiają w schroniskach, przytułkach lub stowarzyszeniach przyjmujących ich na drogach pielgrzymkowych – przyp. red.), dar, który ma sens”.

Krzysztof i Virginia, pielgrzymi św. Marcina

Christophe et Virginie, pèlerins de saint Martin
Przełęcz Mały Święty Bernard, między Sabaudią a Doliną Aosty, to najwyższy punkt Via Sancti Martini w Europie.

Małżeństwo, które ma sześcioro dzieci i trzynaścioro wnucząt, pragnie przekazać tę pasję do drogi, pojmowanej nie tylko jako wysiłek fizyczny, lecz jako akt wiary i braterstwa. Krzysztof, dawniej zawodowo związany z dziedzictwem kulturowym, jest dziś wiceprezesem Via Sancti Martini France, należącej do europejskiej sieci o tej samej nazwie. Stowarzyszenie działa na rzecz promocji tych szlaków i pomaga pielgrzymom wyruszyć w duchu dzielenia się. „Współpracujemy z diecezjami, parafiami, władzami lokalnymi i stowarzyszeniami, aby promować dziedzictwo martinowskie” – dodaje Krzysztof, precyzując, że idąc tymi ścieżkami, wzrasta się także w wierze chrześcijańskiej. I dopowiada: „Święty Marcin był ewangelizatorem. Zachęca nas, byśmy czynili podobnie, poprzez drobne działania: objaśnić fresk pielgrzymowi, mówić o Bogu więźniom, być wolontariuszem dla najuboższych, towarzyszyć młodym, którzy proszą o chrzest…”.

Od Nantes do Tours, od Padwy do Francji, Krzysztof i Virginia przeszli już blisko 3 000 kilometrów. I nie zamierzają na tym poprzestać. Wiele dróg wciąż na nich czeka!

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.