separateurCreated with Sketch.

Była czarownicą, dziś jest chrześcijanką. Jej świadectwo to prawdziwa rewolucja serca

whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Redakcja - publikacja 25.08.25
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Josée-Anne Sarazin-Côté była gwiazdą New Age i uczyła astrologii. Choroba przewartościowała jej życie. Dziś mówi wprost: „Nie mam nic do sprzedania, chcę tylko, żebyś otworzył serce przed Jezusem”.

Druzgocząca diagnoza

W 2021 roku Josée-Anne mieszkała w Kostaryce z czteroletnią córką i jej ojcem. Wydawało się, że prowadzi spokojne, „hippisowskie” życie. Nagle pojawiła się diagnoza: pierwotnie postępujące stwardnienie rozsiane.

„Miałam trzydzieści trzy lata, małą córeczkę, a nagle ktoś mówi mi: nie wiesz, ile ci zostało, nie wiesz, jak szybko to postąpi i w jakim stanie będziesz żyć” – wspomina. „Miałam w sobie ogrom złości, poczucie niesprawiedliwości. Plan na życie, który był przede mną, po prostu się wymazał”.

Z życia pod znakiem gwiazd

Przez lata Josée-Anne była głęboko zaangażowana w ezoterykę. „Moje życie było rządzone przez gwiazdy. Sprawdzałam znaki, planety, fazy księżyca. Mój dom był pełen kryształów, kart tarota, wyroczni. To był mój codzienny świat i… moja praca. Prowadziłam kursy, pisałam książki, organizowałam warsztaty online” – opowiada.

Miała wokół siebie społeczność tysięcy osób. „Ludzie na to patrzyli i mówili: wow, co za życie. A ja sama w to wierzyłam” – przyznaje.

Gdy dotychczasowe odpowiedzi przestały działać

Diagnoza zburzyła jej dotychczasowy system. „Kiedy lekarz mówi ci: wracaj do Kanady, uporządkuj swoje sprawy, to patrzenie na retrogradację Merkurego naprawdę cię nie pocieszy. Nagle te wszystkie narzędzia, które miały pomagać, okazały się puste” – mówi.

„Słyszałam nawet: może nie zdrowiejesz, bo nie kochasz siebie wystarczająco. To są rzeczy, których nie powinno się mówić. To było dla mnie bardzo bolesne i wtedy zaczęłam się od tego odcinać.”

Przełom podczas medytacji

Josée-Anne pozostała przy medytacji, ale to też nie wystarczało. „Medytowałam trzy, cztery godziny dziennie, bo wtedy czułam spokój. Ale wiesz, w życiu ważne są nie te trzy godziny, tylko pozostałe dwadzieścia jeden” – tłumaczy.

Wtedy stało się coś niezwykłego. „Zaczęłam się modlić, nie wiedząc, do kogo. Aż pewnego dnia usłyszałam głos: Módl się do Jezusa. To było tak dziwne! Nie pochodzę z wierzącej rodziny, ale pomyślałam: co mam do stracenia? Spróbowałam. Moja pierwsza modlitwa była śmieszna: ‘Cześć, Jezusie, tu Josée-Anne’. Ale od razu poczułam pokój, jakiego nigdy wcześniej nie znałam. Wtedy oddałam życie Chrystusowi.”

Wiara w codzienności i krzyżu

Choroba postępowała, pojawiły się drżenia, utrata wzroku, w końcu wózek inwalidzki. Ale dla Josée-Anne nie był to koniec. „Może jeszcze nie rozumiem sensu tego, co się dzieje, ale wiem, że wszystko jest łaską. Jezus jest ze mną. Pomaga mi kochać życie, nawet jeśli wygląda inaczej niż dawniej.”

„Nasza wiara hartuje się w ogniu cierpienia. Kiedy jesteś na dnie, a mimo to chwalisz Boga, to jest potężne” – mówi z przekonaniem.

Zmiana w mediach społecznościowych

Josée-Anne była znana w mediach społecznościowych, ale dziś podchodzi do tego inaczej. „Miałam prawie rok przerwy. Teraz dzielę się bardzo prosto, bez presji, bez planu. Jeśli ktoś chce słuchać, to słucha. To jest moje świadectwo.”

Reakcje ludzi? „To się dokonało w łagodności. Moja choroba była nagła, ale sama zmiana – moje nawrócenie, wycofanie się z dawnych treści – wszystko odbyło się powoli, delikatnie. Ludzie, którzy zostali, są tu, bo chcą.”

„Nie mam nic do sprzedania”

Dziś mówi wprost: „W chrześcijaństwie nie potrzebujesz niczego. Nie sprzedaję ci programu, kryształu ani cudownego produktu. To jest darmowe. Chcę tylko, żebyś otworzył serce przed Panem.”

Odpowiadając na pytanie, co powiedziałaby komuś szukającemu sensu życia, podkreśla: „Trzeba przestać być samemu. Pomagać innym, prosić o pomoc, wyjść z własnego ego. Ja odkryłam, że wierzę w Kogoś większego, kto mnie nigdy nie zostawia. To zmienia wszystko.”

Codzienna wdzięczność i radość

„Tak, mój krzyż jest ciężki. Tak, straciłam wszystko, co miałam. Ale Pan obsypuje mnie błogosławieństwami. Im bardziej oddaję Mu kontrolę, tym jestem szczęśliwsza” – mówi z uśmiechem.

„Mam momenty słabości, płaczę, modlę się godzinami, bo jest ciężko. Ale potem przychodzi pokój. Zawsze wraca.”

Dziś, patrząc na swoją siedmioletnią córkę, mówi: „Chcę, żeby wiedziała, że życie jest piękne i zawsze mamy choć jeden powód, żeby być szczęśliwymi. Uczę ją wiary i widzę, jak ona sama mnie uczy wytrwałości. To cudowne.”

Jak mówi Josée-Anne : „Może w moim życiu nie dzieje się nic szczególnego, ale odkryłam, że to ‘nic szczególnego’ jest czymś najbardziej wyjątkowym”.

Jeśli znasz język francuski, możesz posłuchać wywiadu z Josée-Anne Sarazin-Côté podczas którego składa świadectwo swej wiary

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.