Epidemia samotności wśród mężczyzn odnosi się do rosnącej i niepokojącej rzeczywistości: coraz więcej mężczyzn twierdzi, że czuje się odizolowanych, niewidzialnych lub emocjonalnie odłączonych. Badania socjologiczne przeprowadzone w ciągu ostatniej dekady ujawniają gwałtowny spadek liczby bliskich przyjaźni wśród mężczyzn, mniejszą liczbę stałych powierników i malejące wsparcie społeczne.
Według badania przeprowadzonego w maju 2021 r. przez Survey Center on American Life tylko 48% mężczyzn twierdzi, że jest zadowolonych z przyjaźni. Nie chodzi tylko o samotność – chodzi o brak znaczących relacji. Według badania przeprowadzonego w maju 2021 r. przez Survey Center on American Life tylko 48% mężczyzn stwierdziło, że jest zadowolonych ze swoich przyjaźni. Nie chodzi tu tylko o samotność — chodzi o brak znaczących relacji.
Musimy zadać sobie pytanie: czy samotność jest po prostu czymś, co mężczyźni są skazani znosić, czy też może jest wynikiem modelu kulturowego, który od początku ich zawodzi? Od pokoleń wielu mężczyzn kształtowanych jest przez ideały, które cenią niezależność, stoicyzm i mit człowieka, który sam doszedł do wszystkiego. Nie są to tylko cechy osobowości – to strategie przetrwania w świecie, który często zniechęca do emocjonalnej szczerości i wzajemnej zależności.
Model ten może wydawać się silny na zewnątrz, ale po cichu podważa więzi, które nas podtrzymują: przyjaźń, wrażliwość, duchowe więzi. Nie chodzi o to, że mężczyźni dobrowolnie wybierają izolację. Raczej ścieżki prowadzące do głębszych relacji są często zasłaniane, odrzucane jako słabość lub przedstawiane jako niezgodne z byciem „prawdziwym mężczyzną”.
W rzeczywistości to te modele należy poddać w wątpliwość, a nie mężczyzn, którzy zostali przez nie ukształtowani. Jeśli chcemy zobaczyć zmianę, nie osiągniemy jej poprzez obwinianie tych, którzy zmagają się z trudnościami, ale poprzez ponowne wyobrażenie sobie, jak może wyglądać męska siła: pokorna, otwarta i zakorzeniona w wspólnocie.
Oczekiwania kulturowe dotyczące męskości często zniechęcają do okazywania wrażliwości, co prowadzi mężczyzn do tłumienia potrzeb emocjonalnych lub unikania szukania pomocy. Skutkiem tego jest ukryta epidemia, która dotyka nie tylko zdrowie psychiczne, ale także małżeństwa, miejsca pracy i życie duchowe. W miarę pogłębiania się tego cichego kryzysu Kościół ma okazję zaproponować inną narrację – opartą na wspólnocie, celu i radykalnym towarzyszeniu Chrystusowi.
W całej historii niektórzy święci – wcale nie żyjący w izolacji – doświadczali głębokiej samotności. Nie wybrali jej jednak dla samej siebie. Często w bolesny sposób odkryli, że nawet w opuszczeniu i ciszy Chrystus nie odwraca się od nich. Ich życie świadczy nie tylko o przetrwaniu, ale także o świętej wspólnocie w bólu.
1. Św. Jan od Krzyża: Kiedy Bóg wydaje się nieobecny
Uwięziony przez swoich braci karmelitów za dążenie do reform, Jan spędził dziewięć miesięcy w izolatce — prawie nie karmiony, regularnie bity i odcięty od świata. To właśnie tam, w niemal całkowitej izolacji, napisał wersety, które stały się jego Pieśnią duchową i Ciemną Nocą duszy.
Jego doświadczenie nie było tylko emocjonalną rozpaczą; było to przejmujące spotkanie z pozorną nieobecnością Boga. Jednak w tej ciemności Jan odkrył nowy rodzaj intymności – taki, który nie opierał się na uczuciach, ale na ukrytej wierności Boga. Dla współczesnych mężczyzn, których samotność wydaje się pustką, życie Jana pokazuje, że pustka może stać się miejscem spotkania – nie oznaką porażki, ale początkiem czegoś wiecznego.
2. Sługa Boży Walter Ciszek SJ: Wiara za drutami kolczastymi
Amerykański misjonarz jezuicki w Związku Radzieckim, Walter Ciszek, został aresztowany przez KGB i spędził ponad 20 lat w radzieckich więzieniach i obozach pracy. Większość tego czasu spędził w izolacji. Pozbawiony wolności, niezrozumiany przez współwięźniów i pozbawiony sakramentów przez długi czas, walczył zarówno z fizyczną, jak i duchową pustką.
Jednak pomimo tego wszystkiego Ciszek trzymał się jednej prawdy: „Bóg jest we wszystkim”. Jego wspomnienia, zatytułowane „He Leadeth Me” („On mnie prowadzi”), świadczą o przemieniającej mocy poddania się. Dzisiejszym mężczyznom, którzy czują się uwięzieni przez okoliczności życia – czy to porażkę, uzależnienie, czy cichą rozpacz – Ciszek oferuje następujące pocieszenie: żadna cela nie jest zbyt ciemna, by Chrystus nie mógł do niej wejść.
3. Św. Marcin de Porres: Miłość na marginesie
Urodzony w XVI wieku w Limie jako syn hiszpańskiego szlachcica i byłej niewolnicy, Marcin de Porres od urodzenia żył na marginesie społeczeństwa. Nawet w swojej wspólnocie religijnej spotykał się z uprzedzeniami rasowymi i początkowo wolno mu było wykonywać tylko najprostsze prace w klasztorze dominikanów.
Chociaż otoczony był ludźmi, wczesne życie Marcina naznaczone było wykluczeniem i niesprawiedliwością. Nie popadł jednak w gorycz. Wybrał miłość – nie głośną ani krzykliwą, ale niezachwianą i hojną. Opiekował się chorymi, dzielił się jedzeniem z głodnymi i spędzał długie godziny na modlitwie. Zasłynął nie dzięki protestom, ale dzięki pokojowi.
Dla mężczyzn, którzy zostali odsunięci na bok lub niezrozumiani – zwłaszcza przez systemy, które powinny były chronić ich godność – cicha siła i radosna służba Martina stanowią potężne świadectwo: można być niewidzialnym i nadal być świętym.
Święci ci nie unikali samotności – znosili ją. Nie dlatego, że byli z natury odporni, ale dlatego, że ufali Obecności głębszej niż izolacja. Dla dzisiejszych mężczyzn zmagających się w milczeniu ich życie stanowi święte zapewnienie: nie jesteś sam, nawet w swojej samotności.










