separateurCreated with Sketch.

Czerniak z przerzutami. Św. Antoni z Padwy wyprosił mu zdrowie

„POKÓJ I DOBRO niech będzie z Tobą zawsze i wszędzie” – stało się życiowym mottem Adama Białego. Na zdjęciu: w Sanktuarium św. Antoniego w Radecznicy.

whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Dorota Niedźwiecka - publikacja 18.09.25
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Czerwona plama na barku, potem przerzuty. „Czerniak” – diagnoza brzmiała jak wyrok. Lekarze nie dawali Adamowi dużych szans. On jednak wytrwale się modlił i… plamy zaczęły znikać.

Po latach lekarka spojrzała na niego ze wzruszeniem: „To był cud. Miał pan jedną z najbardziej złośliwych odmian nowotworu”.

Początek historii

Był koniec marca 2012 r. Adam Biały, wówczas 48-letni nauczyciel plastyki z Rozkopaczewa pod Lublinem, zauważył na swojej piersi czerwoną plamkę. Swędziała bardzo i z każdym dniem rosła coraz szybciej, dzieląc się i przebarwiając. Gdy podobne plamy pojawiły się na górnej części stopy, poszedł do zaprzyjaźnionej lekarki pierwszego kontaktu. 

– Z wyrazu jej twarzy można było wyczytać, że sprawa jest poważna – mówi dziś Adam Biały. 

W cieniu wyrok

„To bardzo niebezpieczne znamię. Wygląda na czerniaka” – stwierdziła koleżanka- biolog, opowiadająchistorię znajomego, który miał identyczną zmianę i zmarł kilka tygodni wcześniej. Chirurg onkolog, uznawany za jednego z najlepszych specjalistów w okolicy, starając się nie straszyć zbytnio Adama, zalecił jak najszybszą operację. 

– Z reakcji lekarzy odczytywałem, że nie mam wielkich szans – mówi mężczyzna. 

Kilka miesięcy przed chorobą Adam, wcześniej zaangażowany w Odnowę w Duchu Świętym, wstąpił  do III Zakonu Świeckich św. Franciszka z Asyżu. Spotykali się w miejscu wyjątkowym: u bernardynów w sanktuarium św. Antoniego z Padwy w Radecznicy pod Zamościem. To jedyne na świecie miejscu objawień św. Antoniego Padewskiego, które Kościół – po dokładnym zbadaniu – oficjalnie uznał za prawdziwe. 

„Panie Boże, tyle zadań postawiłeś przede mną. Najbliżsi, wspólnota… Nie wierzę, żebyś mógł zmienić zdanie, a ja w dwa miesiące się nie wyrobię – prosił szczerze. –  Nie rozumiem, co się tu dzieje, lecz: Jezu ufam Tobie”. 

„Ufam Tobie” - powtarzał codziennie, tocząc duchową walkę. 

Walka duchowa

– Ten czas stał się dla mnie badaniem, jaki jest stan mojej wiary. Czy dostrzegam Boże oblicze w sobie czy zakopałem wiarę w imię nowoczesności i nieskrępowanego życia? – mówi Adam Biały. Z dnia na dzień starał się przylgnąć do Chrystusa coraz mocniej i jeszcze bardziej Mu zaufać. Czekając na operację, wraz z współbraćmi III Zakonu Świeckich z Radecznicy, modlił się za wstawiennictwem  franciszkańskich świętych, a w nowennie za wstawiennictwem głównego patrona tego miejsca, św. Antoniego Padewskiego, powierzył wszystkie swoje bóle i obawy. 

Proroczy sen

I wtedy zaczęło dziać się coś niezwykłego. Był 27 kwietnia 2012, gdy jechał na spotkanie Marią Vadią, charyzmatyczką, założycielką wspólnoty „Magnificat”, by omówić spotkanie w jego parafii. Jednak wszystko zdawało się w tym przeszkadzać. Po drodze miał wypadek samochodowy, w którym całą winą – w sposób przedziwny i zupełnie niesłuszny – obarczono jego. „Przebaczam” – powiedział, widząc, że to najlepszy sposób reakcji wobec niesprawiedliwych oskarżeń. Musiał pokonać kolejne przeszkody, by w dwa dni później móc na to spotkanie dotrzeć. 

W poprzedzającą je noc miał przedziwny sen. Podczas Mszy św. w sanktuarium w Radecznicy, zaczynał czytać z ambony fragment Pisma Świętego, gdy z otwartego lekcjonarza wyłoniło się jedno słowo: „fly” czyli po angielsku „fruń”. Przeczytał je więc, a zgromadzeni zaczęli śpiewać „Magnificat”. Wszystko wokół stało się złotoprzezroczyste, jakby przepełnione łaską. Gdy obudził się był pewny, że zostanie uzdrowiony. 

„Nie rób z siebie pośmiewiska, zostało ci kilka tygodni życia, a zajmujesz się mówieniem ludziom o Bogu” – diabeł podsuwał mu złe myśli i robił wszystko, by Adam się poddał. On jednak wciąż koncetrował się na słowach: „Jezu, ufam Tobie”. 

Cud 

29 kwietnia podczas spotkania Maria Vadia położyła rękę na miejscu, gdzie znajdował się czerniak i przez chwilę modliła. Adam poczuł ciepło i mrowienie, a następnie ulgę i radość. 

Dzień później, podczas porannej toalety zauważył coś niezwykłego! Czerniak na piersi wyblakł.  Zniknęła też czerwona obwódka i przestało swędzieć.  A na górnej części lewej stopy  zostało tylko kilka największych plam. Lekarz pierwszego kontaktu nie ukrywała radości. 

Lekarz potwierdza: To był cud

– Czy czerniak może się cofnąć? - zapytał onkologa podczas wyznaczonej wizyty. 

– Niemożliwe – odparł specjalista, zachęcając do odsłonięcia chorego miejsca. 

– Proszę rozpiąć koszulę niżej, bo nie widzę - ponaglał. 

– Ale to jest właśnie to - odpowiedział Adam, wskazując na wyblakłą plamę.  

Lekarz usiadł. – Ta plama nie kwalifikuje się nawet do leczenia dermatologicznego – szepnął zaskoczony.  

Adam zdecydował się mimo to na wycięcie plamy po raku na piersi, chociaż lekarz mu odradzał, i na przebadanie histopatologiczne tkanki. 

– Chciałem mieć 100% pewność, że zostałem uzdrowiony – mówi. – „Brak komórek nowotworowych w całym organizmie” – wynik był jednoznaczny. Lekarz, który ze mną wtedy rozmawiał, powiedział, że dostałem nowe życie i polecił, abym je dobrze wykorzystał. 

Zaproszenie od Maryi

Część plam na stopie utrzymywała się jeszcze przez jakiś czas. Ostatnie znamię zniknęło dokładnie 15 sierpnia, czyli w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Adam wiedział, że to specjalne zaproszenie od Maryi. 

– W przeszłości zachłysnąłem się nieco protestanckimi nowinkami i zaczęły mnie uwierać tradycyjne modlitwy Kościoła: różaniec czy majowe - mówi Adam. – Gdy plama zniknęła, zrozumiałem, że nie powinienem już dłużej bronić się przed obecnością Maryi w moim życiu, lecz zaufać z całych sił. 

***

– Miał pan jedną z najbardziej złośliwych odmian raka i doświadczył pan cudu – potwierdziła kilka lat później starsza lekarka, wystawiająca mu zaświadczenie do pracy. – Uciekł Pan śmierci między rusztami. 

Dziś Adam z troską posługuje jako przełożony III Zakonu Świeckich w Regionie Lubelskim. Swoim znajomym często opowiada anegdotę o mechaniku i konstruktorze.

– Mechanik potrafi naprawić w aucie tylko niektóre rzeczy, ale to konstruktor, który je zaprojektował, zna samochód od podszewki. Dlatego potrafi zaradzić każdej awarii i wie, czego dokładnie mu potrzeba – mówi. – Tak samo jest z człowiekiem. To Bóg wie najlepiej, czego mu potrzeba. I dlatego warto Mu zaufać i odkrywać Jego wolę. 

– Tego się nauczyłem podczas mojej choroby – dodaje. 

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.