separateurCreated with Sketch.

Ciche lekcje Roberta Redforda na temat życia, rodziny i łaski

Robert-Redford-acteur-americain

Robert Redford.

whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Cerith Gardiner - Redakcja - publikacja 22.09.25
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Nie chciał grać scen łóżkowych z Barbarą Streisand, modlił się za papieża... Robert Redford i jego ukryte życie.

Robert Redford, który zmarł w wieku 89 lat, zapisał się w pamięci nie tylko jako jeden z najbardziej ukochanych aktorów Hollywood, lecz także jako człowiek, który po cichu żył wartościami głęboko poruszającymi ludzkiego ducha.

Jego kariera filmowa była olśniewająca: od „Butch Cassidy i Sundance Kid” po „Żądło” i „Pożegnanie z Afryką” stał się gwiazdą rozpoznawalną na całym świecie. A jednak Redford nigdy nie pozwolił, by sława go zdefiniowała. „Część mnie nie ufała temu” – przyznał kiedyś w rozmowie z Esquire.

Zamiast tego szukał prostoty – wycofał się w góry Utah, gdzie znalazł „mnóstwo przestrzeni do wędrówek” i zbudował dom z dala od blasku Hollywood.

Życie zakorzenione w rodzinie

Pomimo wyróżnień i nagród, za swoje największe osiągnięcie uważał ojcostwo. Jako ojciec czworga dzieci i dziadek siedmiorga wnucząt często powtarzał: „Dzieci… to najlepsza rzecz w moim życiu” – jak przytacza InStyle.

Jego życie rodzinne nie było jednak wolne od tragedii. Redford i jego pierwsza żona, Lola, stracili swojego pierworodnego syna Scotta kilka miesięcy po narodzinach. Dekady później przyszło mu zmierzyć się z bólem utraty syna Jamesa, który zmarł na raka. Takie ciosy mogłyby złamać każdego rodzica, a jednak Redford niósł je z cichą siłą, nie szukając współczucia, lecz opierając się na miłości pozostałych dzieci i wnuków.

W późniejszych latach często podkreślał, że rodzina pozostaje jego oparciem. Radował się obecnością córek i z zachwytem obserwował dorastanie wnuków. Drugiej żonie, artystce Sibylle Szaggars, przypisywał „całkiem nowe życie”, odnajdując w ich związku towarzyszenie i wspólny cel. Jak pisał People, ich praca nad projektami ochrony środowiska – łącząca jej wizję artystyczną z jego zaangażowaniem w ochronę środowiska – dodawała mu sił.

Wierność wbrew trendom Hollywood

Jednym z najbardziej pamiętnych filmów w jego karierze był melodramat „Tacy byliśmy” z 1973 r., który przyniósł cztery nominacje do Oscara i dwie statuetki .

Obok Redforda wystąpiła w nim Barbra Streisand. Choć na ekranie ich miłość rozpalała widzów, w rzeczywistości relacje między aktorami były dalekie od romantycznych. W książce „The Way They Were” Robert Hofler opisuje, że Streisand miała być wręcz „zaślepiona” urodą Redforda i sugerować dążenie, by romans filmowy przerodził się w rzeczywisty.

Redford był wtedy szczęśliwym mężem i ojcem. Pragnął zachować relację wyłącznie zawodową. Był świadomy, że Streisand miała reputację aktorki, która nawiązywała romanse z wieloma swoimi ekranowymi partnerami. Aby chronić siebie i zachować ściśle profesjonalny charakter relacji na planie, Redford założył dwa suspensoria do sceny łóżkowej ze Streisand, która z kolei miała na sobie bikini. Podczas kręcenia całego filmu Redford ograniczał do minimum kontakty ze Streisand, mimo jej nacisków.

Spotkanie na Watykanie

Wiara także miała dyskretne miejsce w jego życiu. Choć nie był tradycyjnie religijny, okazywał głęboki szacunek dla ludzi autentycznie nią żyjących.

W roku 2019 Redford udał się z żoną na wizytę do Watykanu, z pokorą przedstawił się Ojcu Świętemu Franciszkowi i podziękował mu za przywództwo. Papież poprosił go, by się za niego modlił, a Redford prosto odpowiedział: „Modlę się”. Była to krótka wymiana zdań, ale odsłaniająca otwartość aktora na wymiar duchowy.

Hojność ducha

Pomimo wielkiej sławy Redford ucieleśniał pokorę. Opierał się urokowi hollywoodzkiego blichtru, wybierając budowanie wspólnoty twórców poprzez Sundance Institute, które wspierało młodych i niezależnych filmowców. Wierzył, że każdy zasługuje na szansę, by opowiedzieć swoją historię. To świadczyło o jego hojności ducha – tej, która podnosi innych, zamiast kurczowo trzymać się własnego blasku.

Jedną z najbardziej inspirujących jego cech było to, jak przyjmował starość. Zamiast walczyć z czasem, zdawał się widzieć w nim część piękna życia. „Życie jest zasadniczo smutne. Szczęście bywa sporadyczne. Przychodzi chwilami i to wszystko. Trzeba wycisnąć krew z każdej chwili” – mówił kiedyś. Był to jego sposób, by przypominać, że radość jest ulotna, lecz bezcenna, i że każdy etap życia – także ten ostatni – kryje możliwości nadania sensu.

Dziedzictwo nadziei

Historia Roberta Redforda przypomina, że sukces i sława przemijają, ale miłość, rodzina i prawość trwają. Żył z godnością, niósł ból z odwagą i traktował starość jako dar. Podobnie jak postaci, które kreował na ekranie – odważne, niedoskonałe, a zarazem głęboko ludzkie – jego własne życie pozostawia w nas poczucie nadziei. W końcu być może jego największą rolą nie była ta na srebrnym ekranie, lecz sposób, w jaki pokazał nam, jak żyć z pokorą, celem i łaską.

Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj mu świeci. Niech odpoczywa w pokoju.

źródła: "Robert Redford’s quiet lessons on life, family, and grace" oraz "The Way They Were: How Epic Battles and Bruised Egos Brought a Classic Hollywood Love Story to the Screen", Robert Hofler.

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.