separateurCreated with Sketch.

Młoda i dumna gospodyni: „Rolnictwo to zawód, który daje szczęście”

Mateja Kopar
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Urška Kolenc - publikacja 27.09.25
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
„Byłam uparta i chciałam zrealizować to, co sobie postanowiłam. Nie było najłatwiej” – mówi o swojej drodze dumna gospodyni Mateja.

Mateja Kopar jest młodą kobietą, która właśnie przejęła odpowiedzialność za gospodarstwo rolne w wiosce Gabrje, w gminie Sevnica (Słowenia) . Na urozmaiconym terenie hoduje kilka sztuk bydła, a główną gałęzią jej działalności jest chów kurcząt. Niespełna dwadzieścia hektarów powierzchni stanowią las, pastwiska, łąki i pola, a na pamiątkę po zmarłym ojcu uprawia także winnicę.

Podkreśla, że interesuje ją bardzo wiele rzeczy – co jest dobrym punktem wyjścia do pracy w rolnictwie – ale sprawia też, że jej dzień jest zawsze wypełniony po brzegi. Lubi książki, naturę i historię, które często łączy z podróżami. W wieku trzydziestu lat zrobiła prawo jazdy na motocykl, choć przyznaje, że już od dawna na nim nie jeździła. Gdy pogoda dopisuje, wzywa ją praca na gospodarstwie – wykonywana z wielką radością.

Mateja Kopar

„Byłam wychowana do pracy ze sprzętami”

Kiedy poczuła pani pragnienie, by przejąć rodzinne gospodarstwo? Czy prace na roli cieszyły panią już wcześniej?

Rodzice nie mieli syna, tylko mnie i siostrę, dlatego wychowywano mnie do pracy ze sprzętem i ciągnikami. Poza tym ojciec miał ciężarówkę, którą często trzeba było naprawiać – i przy tym uczyłam się podstaw mechaniki. Starsza siostra nie interesowała się rolnictwem, wybrała inną drogę.

Dorastałam więc przy pracach gospodarskich, a jednocześnie dobrze radziłam sobie w szkole. Dlatego próbowano mnie ukierunkować na inne zawody, w których mogłabym lepiej zarabiać. Początkowo myślałam o budowie maszyn, ostatecznie jednak zdecydowałam się na studia z agronomii. Na uczelni zdobyłam solidne podstawy teoretyczne, a dopiero w praktyce, na własnym podwórku, nauczyłam się, jak je stosować. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że rolnictwo tak bardzo mnie wciągnie. To przyszło stopniowo.

Pierwsze decyzje i wizja gospodarstwa

Jakie były pani pomysły i marzenia związane z rolnictwem?

Nasze gospodarstwo było niewielkie i samowystarczalne. Ja jednak chciałam żyć z rolnictwa, dlatego rozpoczęłam hodowlę kurcząt. Zgłosiłam się do konkursu dla młodych rolników przejmujących gospodarstwa, dzięki czemu otrzymałam wsparcie finansowe, a także zobowiązałam się do pracy na miejscu.

W tym czasie przygotowałam również wizję swojego gospodarstwa. Łączenie etatowej pracy z popołudniową działalnością w gospodarstwie sprawia, że człowiek jest rozdarty i trudno mu zbudować silne fundamenty. A prowadzenie małego gospodarstwa i tak nie jest łatwe, dlatego wielu młodych rolników szuka dodatkowych źródeł finansowania. Ja również prowadzę dodatkową działalność, która stabilizuje sytuację finansową.

Mateja Kopar

Kobieta na czele gospodarstwa

Kobieta jako głowa gospodarstwa – to wciąż rzadkość. Czy spotkała się pani z uprzedzeniami lub lekceważeniem?

Mój ojciec, już świętej pamięci, pochodził z ubogiej rodziny i wszystko, co miał, zbudował sam – ciężką pracą i wyrzeczeniami. Dlatego trudno mu było oddać gospodarstwo i miał z tym kłopot. Kiedy chciałam zmienić coś, co wcześniej zrobił, bardzo to przeżywał.

Kiedy zdecydowałam się przejąć gospodarstwo, pomogła mi psychoterapia – uporządkowałam w sobie wiele spraw, przepracowałam urazy z dzieciństwa i zbudowałam nowe relacje z rodzicami.

Na początku, jako kobieta na gospodarstwie, czułam ogromną presję, że nie mogę popełnić żadnego błędu, zwłaszcza gdy prowadziłam traktor i obserwowali mnie mężczyźni. Dziś nie przejmuję się tym tak bardzo, zwłaszcza że widzę, iż oni też robią błędy. 😊

Kobieca perspektywa daje wielką przewagę: potrafisz dostrzegać szczegóły, robić kilka rzeczy naraz, ogarniać dom, gotować, a jednocześnie radzić sobie na podwórku ze sprzętami. Nie uważam tego za słabość.

Z tym, jak to jest być kobietą „gospodarzem”, wiąże się anegdota Matei:

– Jakiś czas temu zepsuła mi się przetrząsarka i musiałam pojechać po część do specjalistycznej firmy. Poszedł ze mną znajomy. Kiedy zaczęłam tłumaczyć sprzedawcy, czego potrzebuję, ten odwrócił się do kolegi, który stał kilka metrów dalej, i rozmawiał z nim, a nie ze mną, choć stałam tuż przed nim. To nie pierwszy raz, gdy mi się to przydarzyło.

Są jednak również dobre doświadczenia:

– Bywa, że obsłużą mnie szybciej i chętniej pomogą. Może dlatego, że zawsze uśmiecham się i grzecznie witam – dodaje ze śmiechem.

Różne wizje przyszłości gospodarstwa

Jak udało się pani w rodzinie pogodzić różne pomysły na przyszłość gospodarstwa?

Już wcześniej pomagałam w gospodarstwie, ale nie uczestniczyłam w podejmowaniu decyzji. Ojciec chętnie dzielił się ze mną swoją wizją, zawsze go wspierałam, ale w drugą stronę to nie działało. Moje pomysły nie spotykały się ze zrozumieniem, a ja nie chciałam za bardzo naciskać.

Dlatego hodowlę kurcząt rozpoczęłam równolegle z tym, co prowadzili mama i tata. Oni zajmowali się bydłem po swojemu, a ja wykorzystałam miejsce, które już nie było używane, i uruchomiłam własną gałąź. Byłam dość uparta i chciałam zrealizować to, co sobie postanowiłam. Nie było łatwo.

Kilka lat zajęło, zanim wszyscy przyzwyczaili się do myśli, że zostanę w domu i oficjalnie przejmę gospodarstwo. Ostatecznie udało się dojść do porozumienia. Mama zrozumiała moje pragnienie, a jednocześnie pomyślała o swojej przyszłości: jeśli przejmę gospodarstwo, rodzice będą mieli zapewnione bezpieczeństwo na starość. Umowa chroni bowiem obie strony.

Mateja Kopar

Dwa pokolenia pod jednym dachem

Ojciec wkrótce po przekazaniu gospodarstwa zmarł. Choć chorował długo, jego odejście było dla mnie dużym zaskoczeniem. Już gdy był bardziej schorowany, dawał mi większą swobodę, choć nadal trudno mu było zaakceptować moje decyzje. Bał się, że sobie nie poradzę, nie do końca wierzył w moją wizję.

Dla mnie także nie było to obojętne, ale trzeba znać siebie, swoje pragnienia i potrafić przy nich wytrwać. Ogromne znaczenie ma przy tym komunikacja. Jestem osobą odpowiedzialną i bardzo zależało mi na tym, by dom rodzinny przetrwał, by rodzice mogli w nim mieszkać do końca życia i mieć oparcie – a jednocześnie, bym nie zapomniała o własnych potrzebach.

Dziś na gospodarstwie jestem tylko z mamą. Nigdy nie oczekuję od niej, że coś musi zrobić. Pracuje tyle, ile może i ile chce. Bardzo mi pomaga, ale nie mam wobec niej żadnych wymagań. Jestem wdzięczna już za to, że po całym dniu pracy czeka na mnie obiad albo że zerknie na zwierzęta, gdy mnie nie ma. Najważniejsze są wzajemne zrozumienie i szacunek.

Mateja Kopar

Skąd brała pani najcenniejsze rady?

Nie zwracałam się szczególnie do nikogo – sama torowałam sobie drogę. Nad wszystkim długo się zastanawiałam i dopiero potem podejmowałam decyzje. Nadal uważam, że podstawą są książki i solidna wiedza – bez tego nie da się działać. Zdobywałam ją etapami, w różnych dziedzinach.

Ojciec nauczył mnie wiele o naprawach maszyn. Dużo dały mi rozmowy z innymi młodymi rolnikami, a także z przyjaciółmi spoza wsi – bo przypominali mi, co mam, i pokazywali inne spojrzenie na trudności. Wiele nauczyły mnie też poprzednie prace: jako zarządczyni majątku, technolog, ogrodniczka czy doradczyni w sklepie rolniczym.

W sprawach technicznych rolnicy chętnie wymieniają się doświadczeniami. Bardzo wiele zawdzięczam także Związkowi Słoweńskiej Młodzieży Wiejskiej (ZSPM). Podczas organizowanych tam wydarzeń spotykają się najbardziej zmotywowani rolnicy z całej Słowenii – można się od nich naprawdę dużo dowiedzieć. Sama chętnie odwiedzam inne gospodarstwa i rozmawiam o rolnictwie. My, rolnicy, jesteśmy „pozytywnie zakręceni” na punkcie swojej branży i bardzo lubimy o niej dyskutować – w takim gronie czujemy się najlepiej zrozumiani.

Największe wyzwania

Na rolnictwo nakładanych jest wiele obowiązków – trzeba troszczyć się o finanse, dokumentację, technologię, dobrostan zwierząt, promocję, sprzedaż… Jest ogrom obszarów, w których rolnik musi się orientować. Największym wyzwaniem jest umiejętne łączenie wszystkiego.

Do tego dochodzi fakt, że interesuję się wieloma innymi rzeczami i mój grafik jest naprawdę napięty. Trzeba jednak pamiętać o czasie dla siebie, o zdrowiu i odpoczynku – a rolnicy często o tym zapominają, choć jest to konieczne, bo inaczej grozi wypalenie.

Ministerstwo przeznacza wprawdzie środki dla młodych rolników, którzy przejmują gospodarstwa, ale ich liczba i tak spada. Rzeczywistość wokół staje się coraz trudniejsza i mniej przyjazna. Od strony finansowej sytuacja jest niestabilna – trudno samemu kształtować ceny. Na półkach pełno jest importowanej żywności, która nie powstaje według naszych standardów, a konsumenci nie są tego świadomi i dlatego nasza żywność wydaje im się droga.

Rolnicy są mocno kontrolowani, obowiązują nas restrykcyjne przepisy, a produkujemy żywność naprawdę bezpieczną i zdrową. Wokół jest jednak dużo błędnych informacji i negatywnego nastawienia do rolników. Obawiam się, że w Słowenii na dłuższą metę rolnictwo będzie coraz bardziej zaniedbywane. To trudne decyzje, które mają wpływ na kolejne pokolenia.

Problemem jest również to, że wielu młodych rolników ma duże trudności w znalezieniu partnera i założeniu rodziny, ponieważ zawód rolnika nie jest już atrakcyjny. Jeśli oboje partnerzy nie są zaangażowani, trudno na dłuższą metę budować dobre relacje rodzinne. A rodzina i więzi partnerskie są niezwykle ważne. Na gospodarstwie jeszcze bardziej – bo w istocie razem prowadzi się przedsiębiorstwo. Zdarza się jednak, że jedna strona nie chce angażować się w prace rolnicze ani nie rozumie decyzji i priorytetów drugiej. To bardzo obciąża dynamikę życia rodzinnego.

Mateja Kopar

Radości płynące z pracy

Myślę, że rolnicy mają w sobie coś szczególnego – ziemia i zwierzęta są nam po prostu wpisane w krew. Z wyjątkiem biurokracji, rolnictwo to zawód, który daje człowiekowi szczęście. Pod koniec dnia widzisz, że coś zrobiłaś, i ma to realny efekt. Jesteśmy w ciągłym kontakcie z naturą, a przy tym dużo się ruszamy. Nie brakuje nam też witaminy D. 😊

W tym zawodzie wracamy do podstaw: produkujemy żywność, dbamy o przyrodę, zwierzęta, a w konsekwencji – także o ludzi. Pamiętam słowa księdza Martina Goloba, który podczas mszy dziękczynnej młodzieży wiejskiej pięknie powiedział, że rolnicy troszczą się o stworzenie, które powołał Bóg – i w ten sposób są Mu najbliżsi.

Większość rolników uwielbia prace z traktorem. Zaprzęgasz maszynę, włączasz muzykę albo podcast i pracujesz w spokoju. To pewnego rodzaju medytacja – człowiek ładuje się energią. Oczywiście wszystko zależy od pogody. Gdy uniemożliwia wykonanie najważniejszych prac, rodzi się sporo nerwowości.

Lubię być rolniczką także dlatego, że mogę samodzielnie rozdzielać swój czas. Dzięki temu jestem blisko natury i samej siebie. Oczywiście bywają dni bardzo wymagające, gdy trzeba coś zrobić koniecznie, ale zdarzają się też takie, gdy w ponury, deszczowy dzień można pozwolić sobie na odpoczynek.

Chwile „odłączenia”

Czy udaje się pani choć na jeden dzień „odłączyć” od obowiązków gospodarstwa? Co wtedy robi pani najchętniej?

Trudno całkiem zapomnieć o pracy i troskach, zwłaszcza kiedy jest się gospodarzem. Gdy gospodarstwo jest twoją własnością, czujesz odpowiedzialność, by o wszystko zadbać jak najlepiej. Może uda się na chwilę – gdy idę na koncert, obejrzę serial czy przeczytam książkę.

Najlepsze uczucie mam jednak po zakończonej pracy. Wtedy czuję się doskonale. Nie wybiegam myślami w przyszłość, tylko cieszę się chwilą. Kiedy coś się uda, wieczorem zawsze odczuwam satysfakcję i radość. To dobre samopoczucie obejmuje i ciało, i duszę.

Co może zrobić społeczeństwo?

Jak możemy sprawić, by praca rolnika była bardziej doceniana i by młodzi chętniej się na nią decydowali?

Nie tylko wobec rolników, ale wobec wszystkich zawodów powinna obowiązywać zasada: każdy niech ocenia tylko tę dziedzinę, którą zna albo w której pracuje. Szanujmy wiedzę i pracę innych. Jeśli ktoś ma jeden krzak pomidora na balkonie, to nie oznacza jeszcze, że wie, jak wygląda życie rolnika. Dajmy sobie nawzajem wolność, by robić to, do czego jesteśmy powołani. Pomagajmy sobie i wspierajmy się, a ocen niech będzie jak najmniej.

Nadzieja i optymizm w rolnictwie

W filmie promującym podcast „Młodość na wsi” powiedziała pani, że chce wnieść do rolnictwa nadzieję i optymizm. Jak podejmuje pani to wyzwanie?

Ogromnie dużo mogę wnieść jako wolontariuszka w Związku Słoweńskiej Młodzieży Wiejskiej. Jednym z narzędzi jest właśnie podcast Młodość na wsi. To nieocenione, że możemy dać młodym rolnikom możliwość pokazania swojej pracy. Na początku większość z nich odmawia, twierdząc, że nie są w niczym wyjątkowi, że ich życie nie ma większej wartości. To smutne. Ale gdy dostają szansę, by opowiedzieć o swojej pracy i życiu, zdobywają uznanie i nabierają pewności siebie. Ci młodzi naprawdę żyją rolnictwem i sercem są związani z wsią, podczas gdy wielu już zapomniało, jak piękne jest życie na niej. Reakcje są bardzo pozytywne.

Drugim sposobem jest udział w różnych dyskusjach, debatach i rozmowach, gdzie mogę szerzyć wiedzę i zrozumienie. Obecnie jako przewodnicząca działam w komisji ekspertów ds. rolnictwa w Izbie Rolniczej i Leśnej Słowenii. To małe kroki, które w dłuższej perspektywie będą miały znaczenie.

Rolnicy i specjaliści nie są dostatecznie słuchani przy tworzeniu przepisów i ustaw. To skomplikowany system, w którym gubi się zdrowy rozsądek i logika. Jeśli uda się usunąć z prawa choć największe nonsensy, już to daje powód do radości. Niestety wymaga to więcej energii niż samo prowadzenie gospodarstwa.

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.