separateurCreated with Sketch.

Życie po Afganistanie: odzyskana wiara zranionego spadochroniarza

Les yeux dans le vide, Mayeul après l'embuscade d'Uzbin.

whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Cécile Séveirac - publikacja 01.11.25
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Mayeul, były spadochroniarz z 8. Pułku Spadochronowego Piechoty Morskiej (RPIMa), jest jednym z ocalałych z śmiertelnej zasadzki w Uzbin, gdzie 18 sierpnia 2008 r. w Afganistanie zginęło dziesięciu francuskich żołnierzy. 40-latek opowiada Aleteii o swoich traumatycznych doświadczeniach związanych z wojną i cierpieniem, które ostatecznie zmieniły jego życie duchowe. „Wiara nie wymazała moich cierpień, ale dała mi siłę, by się podnieść” – wyznaje.

Przekazując darowiznę, pomagasz Aletei kontynuować jej misję. Dzięki Tobie możemy wspólnie budować przyszłość tego wyjątkowego projektu.

Wesprzyj nasPrzekaż darowiznę za pomocą zaledwie 3 kliknięć

Jak Bóg może to akceptować? Ile osób zadaje sobie to pytanie w ciągu swojego życia, w obliczu cierpienia i śmierci: ci, którzy w nic nie wierzą, ci, którzy poszukują, ci, którzy otrzymali wiarę. Mayeul zadawał sobie to pytanie 18 sierpnia 2008 roku.

Uzbin, Afganistan. Pod gradem ognia 22-letni kapral ledwo uniknął śmierci. Jego towarzysze nie mieli tyle szczęścia: dziesięciu z nich zginęło w zaciętej walce z talibami. Niektórzy nie mieli nawet dwudziestu lat. Mayeul natomiast umierał wewnętrznie. „Straciłem wiarę z powodu Uzbin. Ale dzięki temu miejscu odzyskałem ją silniejszą niż kiedykolwiek” – wyznaje 40-letni były spadochroniarz w rozmowie z Aleteia. 

Mayeul urodził się w Saumur, mieście garnizonowym, jako trzecie z sześciorga rodzeństwa. W jego rodzinie nie było wojskowych: matka była gospodynią domową, a ojciec dziennikarzem. Jego miłość do natury i chęć służenia ojczyźnie były jego wspólnymi cechami: wahał się między pracą w Krajowym Urzędzie Leśnym a służbą w armii francuskiej. Ostatecznie jednak wybrał tę drugą opcję. 1 lutego 2005 r., w wieku 19 lat, podpisał pięcioletni kontrakt w 8. Pułku Spadochronowym Piechoty Morskiej (RPIMa) w Castres jako żołnierz szeregowy. W ten sposób wstąpił do czerwonych beretów, jednego z elitarnych pułków armii lądowej.

Po odbyciu szkolenia Mayeul wyruszył na kolejne misje. Kilkakrotnie był wysyłany do Afryki: Gabonu, Demokratycznej Republiki Konga (DRK), Sahelu... Nic jednak nie mogło się równać z tym, co czekało go w dolinie Uzbin, w samym sercu suchych gór Afganistanu. „Między Afryką a Afganistanem jest ogromna różnica. Przechodzimy od misji pokojowych do misji wojennych” – wyjaśnia Mayeul w rozmowie z Aleteia. „Tam wiedzieliśmy, że nasi towarzysze giną w walce”. 

Mayeul w Afganistanie, 2008 r.Za zgodą Mayeula Bessona

W wieku 22 lat Mayeul był taki sam jak jego młodzi koledzy: pełen energii i zapału. „Mieliśmy zagrać w pierwszej lidze. Adrenalina przeważała nad obawami”. Euforia opadła, gdy przed wyjazdem z Francji młody człowiek musiał sporządzić testament. „Nie jest zbyt naturalne, aby w wieku 22 lat spisywać swoje ostatnie życzenia. Było to bardzo stresujące, ale konieczne” – wyznaje Mayeul. Jego przełożeni przygotowali go w ten sposób do trudnej rzeczywistości, nieodłącznie związanej z zawodem żołnierza: śmierć była jedną z możliwości. „Po bardzo intensywnym szkoleniu w Castres, w momencie wyjazdu, dowódca zgromadził nas w pułku. Powiedział nam: „Zrobię wszystko, co w mojej mocy, ale nie mogę obiecać, że wszyscy wrócicie żywi”. Mayeul wyruszył do Kabulu. Francja interweniowała w Afganistanie w ramach operacji Pamir, aby wesprzeć NATO i zapewnić bezpieczeństwo ludności wokół Kabulu w obliczu powstania talibów.

W 8. RPIMA prowadzili patrole, chronili bazy i konwoje oraz towarzyszyli armii afgańskiej. Walki były częste i przebiegały w sposób zasadzkowy, z użyciem ostrzału pośredniego i improwizowanych ładunków wybuchowych. Mayeul był operatorem radiowym swojej sekcji. Początek operacji zagranicznej (OPEX) przebiegał bez większych starć.

Śmierć przed oczami

18 sierpnia 2008 r. wszystko się zmieniło: sekcja Carmin 2 z 8. RPIMa wpadła w zasadzkę, próbując zabezpieczyć przełęcz w dolinie Uzbin, w dystrykcie Surobi, na wschód od Kabulu. Sekcja Carmin 3, do której należał Mayeul, pozostała w bazie tylnej, aby spotkać się z amerykańskim generałem i pełnić funkcję QRF (Quick Reaction Force - oddział szybkiego reagowania): gotowa do natychmiastowego wyruszenia w razie problemów. Mayeul odpoczywał, zanim obudził go jego porucznik. „Carmin 2 jest pod ostrzałem, ruszamy”. W VAB (pojeździe opancerzonym, przyp. red.) Mayeul otrzymywał wiadomości, z których każda była bardziej niepokojąca od poprzedniej. „Rozpoczynamy masaż serca”, „kapral (...) nie żyje”. „To bardzo brutalny moment: w VAB jest nas dziesięciu, wszyscy słyszą, co się dzieje. Niektórzy z nas palą, inni wymiotują, sprawdzamy nasz sprzęt. Adrenalina rośnie”.

Ceremonia oddania hołdu w Kabulu, trzy dni po zasadzce.Za zgodą Mayeul Besson

Kilkaset metrów przed celem na oddział spadła lawina ognia. Żołnierze wyskoczyli z pojazdów, zanim stały się dla nich trumnami. „Przejeżdżamy przez otwarty teren – dla nas to początek wojny. Strzelają bez przerwy, od 13:00 do 21:00” – wspomina Mayeul. Na domiar złego armia afgańska opuszcza pozycję, pozostawiając Francuzów samych w starciu z talibami. „Na początku było nas sześćdziesięciu, a potem zostało około trzydziestu, przez cały dzień skuleni za skałami z powodu intensywnego ostrzału” – kontynuuje Mayeul.  Wkrótce dowództwo nakazało żołnierzom oszczędzać amunicję, ponieważ brakowało im zapasów. Mayeul został trafiony kulą w plecak, dziesięć centymetrów od kręgosłupa. Rakieta spadła pięć metrów od jego pozycji. Spadochroniarze nie poddali się, pomimo 42 stopni w cieniu i 30 kilogramów ciężaru na plecach, braku amunicji i wody. „Podczas walk trzymałem różaniec w kieszeni” – pisze Mayeul w swojej książce La voie du soldat (Droga żołnierza). „Wspinając się nocą na przełęcz, czasami ściskałem go w dłoni”.

Zespół stresu pourazowego

Liczba ofiar śmiertelnych jest dramatyczna: 10 zabitych i 21 rannych po stronie francuskiej. Dla Mayeula i wielu innych jego kolegów to początek szoku pourazowego. „Widok pierwszych ciał, czasem okropnie okaleczonych, był przerażający. Byliśmy przygotowani do walki, ale nie do zbierania ciał naszych kolegów” – mówi Mayeul. Ci zmarli to nie tylko towarzysze broni, ale także przyjaciele. Bracia broni. „Za każdym razem, gdy znajdowaliśmy jednego z naszych poległych towarzyszy, otwierała się w nas rana.

W dolinie Surrobi na wschód od Kabulu

 Znałem każdego z nich bardzo dobrze. (...) Na co dzień żyliśmy razem” – pisze Mayeul. Wśród pierwszych ciał znalazło się ciało Juliena Lepina. Mayeul, który do tej pory zachowywał zimną krew, poczuł ogromny ból. Dzień wcześniej wraz z Julienem uczestniczył w mszy odprawionej przez biskupa wojskowego w bazie. „Powiedział mi, że nie wie, czy jest gotowy na śmierć. Następnego dnia zginął, trafiony kulą w głowę i nogę. Powtarzałem sobie, że przynajmniej przed śmiercią miał mszę” – szepcze Mayeul.

Ocalali uzupełnili zapasy amunicji, zabierając ją z ciał swoich towarzyszy. Wczesnym rankiem, około trzydziestu z nich, w końcu dotarło do przełęczy. Wraz z pięcioma innymi mężczyznami ze swojej sekcji, Mayeul zszedł na dół, aby zabrać ciała poległych w walce. Bez noszy, transport odbywał się siłą rąk. Mayeul wziął na plecy ciało Juliena. Wspomnienie krwi przyjaciela spływającej po jego ramieniu wciąż go mrozi. Ciała umieszczono na wzgórzu w workach na ciała, a następnie przetransportowano helikopterami do Kabulu. „Patrzyliśmy, jak odlatuje helikopter. „Żegnajcie, przyjaciele, spotkamy się tam na górze”. Jak mawiamy wśród spadochroniarzy: spadochroniarz nigdy nie umiera, wykonuje tylko swój ostatni skok”.

Bezsenne noce i duchowe odrodzenie

Po powrocie do bazy operacyjnej Mayeul popadł w depresję. „Niewiele pamiętam z kolejnych dni. To czarna dziura. Wszyscy byliśmy pod opieką wojskowego psychiatry” – wyjaśnia Mayeul. Piekło trwało nadal: drżenie, lęk przed ciemnością, koszmary senne, podskoki przy najmniejszym szmerze, nadmierna czujność... Po powrocie do Francji Mayeul odciął się od bliskich. „Zamknąłem się w sobie. I wtedy straciłem wiarę w Boga. Byłem całkowicie zbuntowany, nie potrafiłem uwierzyć w istnienie Boga po tym, co się wydarzyło” – wyznaje. Ostatecznie podczas rekolekcji zaproponowanych przez ojca w opactwie benedyktynów Sainte-Marie de la Garde, niedaleko Agen, Mayeul ponownie zbliżył się do Boga. Na początku Mayeul stawiał opór. „Po co to wszystko? Bóg nas w Afganistanie zawiódł” – powiedział sobie Mayeul. Jednak ta myśl nie dawała mu spokoju. „Może to ja Go tam porzuciłem, pośród popiołów i krwi...” Spotkał mnicha, który sam był kiedyś żołnierzem. Razem spacerowali i długo rozmawiali. „Był niezwykle spokojny, jakby nic nie mogło go wyprowadzić z równowagi. Nie próbował mnie przekonać, nie zasypywał mnie gotowymi odpowiedziami” – wspomina Mayeul. „Wyraziłem mu swoją złość, że nie rozumiem, dlaczego Bóg na to pozwolił”. Mnich odpowiedział mu po prostu: Bóg nie manipuluje człowiekiem, pozostawia mu wolność – a ta wolność oznacza również możliwość zła. Mayeul powoli odzyskał spokój. „Po raz pierwszy przestałem walczyć z tą pustką”. Po powrocie do Castres spadochroniarz ponownie zaczął się modlić. „Było to powolne, ale w ten sposób odzyskałem wiarę”.

Ceremonia oddania hołdu w Kabulu, trzy dni po zasadzce

Zdeterminowany, aby zakończyć swoją służbę wojskową, postanowił wypełnić swój kontrakt do końca. „Było dla mnie ważne, aby dotrwać do końca, po raz ostatni założyć mundur i beret”. W 2010 roku opuścił armię i rozpoczął pracę w prywatnej ochronie za granicą, zajmując się między innymi walką z piractwem morskim. W 2019 roku wstąpił do policji krajowej. „Przez sześć lat pracowałem w Paryżu, w BRAV-M. Obecnie jestem na misji na Majotcie”. Przejście do życia cywilnego nie zatarło jednak blizn. „Powrót do zdrowia trwał lata. Psycholog, rodzina, przyjaciele i wiara – to wszystko pomogło mi się podnieść. Wiara nie usunęła cierpienia, ale dała mi siłę, by się podnieść”.

 Dla niego doświadczenie ognia nie zniszczyło tego, kim był: ukształtowało go. „Armia zaszczepiła we mnie podstawowe wartości: odwagę, lojalność, wierność. Mogłem doświadczyć ich na własnej skórze. Ta droga do uzdrowienia, zarówno psychicznego, jak i duchowego, wzmocniła mnie”. To, co dziś nazywa swoim „duchowym odrodzeniem”, budował powoli, przez wątpliwości i bezsenne noce. „Wcześniej moja wiara była bardziej rutynowa. Po Afganistanie stała się bardziej namacalna. Nie wymazała mojego cierpienia, ale dała mi siłę, by się podnieść. Zrozumiałem, że Bóg nie zapobiega złu, ale pomaga nam przez nie przejść. W tym właśnie tkwi Jego moc”.

Artykuł jest tłumaczeniem z francuskiego wydania Aletei.

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.

Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia ukazuje się w siedmiu językach: angielskim, francuskim, włoskim, hiszpańskim, portugalskim, polskim i słoweńskim.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!