Przekazując darowiznę, pomagasz Aletei kontynuować jej misję. Dzięki Tobie możemy wspólnie budować przyszłość tego wyjątkowego projektu.
Spotkanie miało trwać sześć minut, a przerodziło się w półgodzinną rozmowę pełną radości. Papież Leon XIV przyjął od polskiego hodowcy białego konia czystej krwi arabskiej. Pan Andrzej Michalski wspomina, jak zrodził się pomysł, jak wyglądało spotkanie z Ojcem Świętym i dlaczego ten dar okazał się czymś znacznie więcej niż tylko prezentem.
„Kiedy zobaczyłem papieża na koniu, od razu wiedziałem, co chcę zrobić”
Aleteia: Jak narodził się pomysł, by podarować papieżowi konia? Czy to była decyzja spontaniczna, czy długo dojrzewała w panu ta myśl?
Andrzej Michalski: Wie pani… to było bardzo naturalne. Gdy zobaczyłem transmisję z konklawe i ogłoszono wybór nowego papieża, pokazano jego zdjęcia z Peru – jak jeździ konno, z uśmiechem, z tą lekkością w oczach. Wtedy właśnie pomyślałem: to jest człowiek, który rozumie konie. Poszedłem do stajni i spojrzałem na mojego białego, a właściwie poprawnie mówiąc - siwego araba. Pomyślałem, że będzie idealnie pasował – do białej sutanny, do piuski. A przede wszystkim – do człowieka, który potrafi docenić końską grację.
Od razu postanowiłem, że spróbuję tego pomysłu. Z pomocą przyjaciół i kilku życzliwych osób udało się dotrzeć do Domu Papieskiego. Tam zapytano Ojca Świętego, czy przyjąłby taki dar. Odpowiedział z radością: tak.

„Spotkanie, które miało trwać sześć minut, trwało prawie pół godziny”
Jak wyglądał sam moment przekazania konia?
Wyruszyliśmy z Kołobrzegu do Rzymu – długa podróż, dwa noclegi po drodze. Mieliśmy być u Ojca Świętego zaledwie sześć minut. Tymczasem rozmowa i całe spotkanie trwały prawie trzydzieści. To było coś niezwykłego.
Papież był rozluźniony, uśmiechnięty. Widać było, że sprawiliśmy mu prawdziwą radość. Przedstawiłem moją delegację – był profesor Durlik, państwo Kleinowie, pani Teresa – rektor i założycielka uczelni – pani prezydent Kołobrzegu, a także mój syn i wnuk. W sumie piętnaście osób. Ojciec Święty z niezwykłą elegancją poprowadził konia. Widać było, że nie boi się zwierząt, że to dla niego coś naturalnego.
Powiem szczerze – gdybyśmy przekazywali konia papieżowi Franciszkowi czy Benedyktowi XVI, pewnie by go tylko pogłaskali. A Leon XIV od razu wziął wodze, jak prawdziwy jeździec. Koń zachowywał się wzorowo, jakby wiedział, że to szczególny moment.
„Koń, papież i ja – od razu złapaliśmy wspólny rytm”
Jak wybrał pan właśnie tego konia – Protona?
Zastanawiałem się między dwoma końmi: fryzem i arabem. Fryzy to piękne, potężne zwierzęta, czarne jak noc – ale pomyślałem, że dla papieża to może być zbyt masywny koń. A arab… to klasa sama w sobie. Wrodzona elegancja, lekkość ruchu, duma, spojrzenie. Proton ma w sobie to coś – błysk. I, co najważniejsze, ma dobry charakter.
Kiedy zobaczyłem, jak papież go prowadzi, wiedziałem, że to był właściwy wybór. Widać było między nimi porozumienie. Tak jakby koń od razu wiedział, że to jego nowy pan.
„To nie ogier – to wałach. I ma imię, które zostanie na zawsze - Proton”
Wielu dziennikarzy napisało, że papież otrzymał ogiera. Tymczasem to nieprawda, prawda?
Tak, to trzeba sprostować – Proton jest wałachem, nie ogierem. To ważne, bo wałach jest spokojniejszy, bardziej zrównoważony. Idealny dla takiego miejsca jak Castel Gandolfo.
Imienia nie zmienialiśmy – zawsze zostaje to, które koń dostał przy urodzeniu. Proton pochodzi z pięknej linii. Jego matka była z Janowa, ojciec z Ameryki, babka z Jordanii. Janów Podlaski to zresztą perła polskiej hodowli, słynna na cały świat. Protona kupiłem jako półtorarocznego źrebaka. Od początku było w nim coś wyjątkowego.
„Ten koń został w Rzymie, ale sercem wciąż jest trochę z Polski”
Co ten gest oznaczał dla pana osobiście?
Wie pani, to było coś więcej niż prezent. Chciałem sprawić papieżowi radość, ale też zostawić cząstkę Polski w Watykanie. Na początku myślałem, że może Ojciec Święty tylko pobłogosławi konia i będzie chciał, by wrócił do nas – ale nie. Proton został w Castel Gandolfo. Czekał tam na niego piękny padok i stajnia, a dyrektor ogrodów był zachwycony.
Mam nadzieję, że papież naprawdę będzie miał z nim chwilę wytchnienia. Zresztą koń to najlepsza terapia – człowiek się przy nim uspokaja, oddycha głębiej. Kto wie, może Proton pomoże Ojcu Świętemu odpocząć po trudnych dniach.
„Od czasu wyboru Jana Pawła II nie było takiego zainteresowania Polską”
Jak zareagowało środowisko hodowców?
Bardzo pozytywnie. Wszyscy czuliśmy dumę, że to polski koń trafił do papieża. Ksiądz Paweł z Radia Watykańskiego pokazał nam statystyki – mówił, że od czasów konklawe Jana Pawła II nie było takiego zainteresowania Polską. Media na całym świecie o tym pisały – od Florydy po Chicago i Nowy Jork. To naprawdę wielka promocja dla Polski i naszego jeździectwa.
Bardzo dziękuję, to była czysta przyjemność rozmawiać z panem.
Dla mnie również. Dziękuję serdecznie – i oby Proton przynosił Ojcu Świętemu tyle radości, ile mnie przyniósł, gdy go wychowywałem. I zapraszam do Stadniny Koni Michalski. Odbywa się tam wiele zawodów, ale nie tylko…. Ale to na razie taka mała tajemnica.










