Przekazując darowiznę, pomagasz Aletei kontynuować jej misję. Dzięki Tobie możemy wspólnie budować przyszłość tego wyjątkowego projektu.
Dzwon dobrej śmierci
Gdy wchodzimy do kaplicy Matki Bożej Bolesnej, stojącej na Jasnej Górze Różańcowej w pobliżu sanktuarium, wzrok przyciąga obraz „Śmierć sprawiedliwego”. Przedstawia starszego człowieka na łożu śmierci, z różańcem w ręku. Podczas gdy ksiądz podaje mu Wiatyk, wokół klęczy cała rodzina: od starszych po najmłodszych, modląc się za niego. Nad konającym widać Matkę Najświętszą z różańcem i anioła, niosący na szali dobre uczynki, które zdecydowanie przeważyły nad złymi.
Kaplica została zbudowana w 1896 roku na miejsce drewnianej. Dzwon Loretański znajduje się w jej sygnaturce. A ludzie do dziś przychodzą tu z nadzieją na pomoc Matki Bożej w dobrym i lekkim skonaniu. Gdy jego głos rozlega się po okolicy, mieszkańcy włączają się do modlitwy.

Świadectwa dobrej śmierci
„Wiecie, co to znaczy, gdy człowiek umiera, a nie może umrzeć? Przeżywa straszne męczarnie” – wyjaśniał, 94-letni o. Pius, który zajął się dokumentacja tych wydarzeń, gdy w 2008 r. dotarliśmy do sanktuarium.
Dominikanie pamiętają niejedno zdarzenie, gdy modlitwa i dzwonienie dzwonkiem przyniosły łaskę dobrej śmierci i szybkiego skonania. Zdarzało się też, że chory, będący w agonii, niespodziewanie wracał do zdrowia.
Zofia Dąbczykowa, która opiekowała się kaplicą, podkreślała, że dzwonienie pomaga, ale tylko z głęboką wiarą i z modlitwą.
Dzwon dobrej śmierci – ulga w agonii
„Dowiedziałam się o dzwonie konania. Wtedy postanowiłam tam iść i pomodlić się za moją sąsiadkę, bardzo chorą, będącą w szpitalu na łożu śmierci, aby Pan Bóg zmiłował się i skrócił jej cierpienie” – zaświadczyła Zofia M. z Rzeszowa, 13 sierpnia 2000 r. „Zwróciłam się o pomoc w odnalezieniu tej kaplicy do duchownego, który przyjechał tam i po odprawieniu modlitw razem ze mną dzwonił tym dzwonem. Moja sąsiadka odeszła do Pana w poniedziałek 10 lipca 2000 r. o godz. 15.00, w godzinie miłosierdzia Bożego".
„Dopiero w chwili, kiedy babcia leżała kilka dni w agonii, ale przytomna, a odleżyny robiły się coraz większe, tak że było widać kości, postanowiłam pojechać do Matki Bożej Boreckiej pomodlić się o skrócenie cierpienia dla mojej babci. Gdy w kaplicy dobrej śmierci uklękłam, a w tym momencie pan zaczął dzwonić sygnaturką, zaczęłam odmawiać «Wieczne odpoczywanie»… Zaraz zreflektowałam się, co mówię i że przecież babcia żyje, a ja modlę się za zmarłych. Dyskretnie popatrzyłam za zegarek, była godz. 11.45 (…) Gdy wróciłam do domu, babcia już nie żyła. Zmarła o godz. 11.45, bardzo spokojnie…” Anna G. z Rzeszowa, 1997 r.

Z wezwaniem do św. Dyzmy
Zwyczaj dzwonienia dzwonkami za konających znany był już w średniowieczu. Z Niemiec, z Norymbergii, w XV wieku przybył do Polski. Dzwonki dobrej śmierci umieszczano na zewnątrz kościołów tak, by był do nich łatwy dostęp. Gdy ktoś długo męczył się w agonii, bliscy prosili o zadzwonienie. Modlili się wówczas o pomoc, wzywając też patrona konających, św. Dyzmę. Wierzono, że gdy dźwięk ustanie, umierający dozna ulgi i spokojnie przejdzie do Pana.
W 1750 r. Stolica Apostolska wprowadziła 40-dniowy odpust dla osób, które słysząc głos dzwonka, będą modlić się za konających.
Do dziś w samym Krakowie zachowały się trzy takie dzwonki: na fasadzie kościoła Mariackiego, kościoła dominikanów oraz na ścianie budynku klasztoru reformatów.










