separateurCreated with Sketch.

Cierpienia nie można ofiarować Bogu. Wyjaśnia ekspert biblista

anxiety mental health support
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Ks. Mariusz Rosik - publikacja 12.11.25
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
„Z Księgą Hioba za pan brat. Spotkanie Jezusa z Jakubem Mniejszym” to jeden z rozdziałów książki ks. Mariusza Rosika „Ekspert biblista wyjaśnia «The Chosen». Spotkania”. Przyjrzyjmy się, co naukowiec twierdzi o cierpieniu i ofiarowywaniu go Bogu.

Przekazując darowiznę, pomagasz Aletei kontynuować jej misję. Dzięki Tobie możemy wspólnie budować przyszłość tego wyjątkowego projektu.

Wesprzyj nasPrzekaż darowiznę za pomocą zaledwie 3 kliknięć

Jezus i Jego „armia”

Biblia: Mk 3,18

Film The Chosen: Posłani  (sezon 3, odcinek 2)

– Pewnie większość z was już słyszała o wiosce namiotowej na wschodzie Kafarnaum. To ludzie, którzy przyszli za nami i pragną usłyszeć więcej. Przybywa ich z każdym dniem, a Rzymianie stają się podejrzliwi – Jezus spojrzał na Dwunastu, którzy zebrali się tego wieczoru w domu Piotra.

– Wygląda, jakbyśmy budowali armię, Nauczycielu – odezwał się któryś z nich.

– Można i tak to rozumieć – zaśmiał się Jezus. – Jednak Ja widzę to inaczej. Tacy ludzie są wszędzie. Nie tworzą armii, przynajmniej na razie. Potrzebują ratunku, a wy pomożecie Mi ich uratować. Nie tylko Ja będę głosić kazania, uzdrawiać czy usługiwać. Wezwałem was tutaj, gdyż… – Jezus uśmiechnął się do żony Piotra, wtrącając: – Dziękuję, Eden, za gościnność – i kontynuował: – Wezwałem was tutaj, gdyż nasza służba będzie się rozwijać aż do końca świata.

(…)

Szczytny cel: ofiarować cierpienie

Zastanawia mnie, dlaczego reżyser The Chosen nie wpadł na pomysł, na który wpada dziś zdecydowana większość pokornych chrześcijan. Podkreślę – pokornych, bo inni się buntują. Dlaczego nie ukazał Jakuba Mniejszego jako osoby o szlachetnym sercu, która chce ofiarować Bogu swoje cierpienie w jakimś szczytnym celu?

W niektórych kręgach chrześcijan utarło się przekonanie, że można Bogu ofiarować choroby, które nas dotykają. Miałaby to być ofiara za siebie lub za kogoś z naszych bliskich. Może ofiara wynagradzająca za moje grzechy albo dołączona do prośby o nawrócenie drogiej mi osoby.

Przypomnijmy, iż grzech pierwszych rodziców spowodował trzy skutki: śmierć, różne formy cierpienia i nasze konkretne grzechy. Tutaj pojawia się znaczny kłopot. Nikt nie wpada ma pomysł, by ofiarować Bogu dwa pozostałe skutki grzechu pierwszych rodziców: śmierć i grzechy. Jeśli rzeczywiście śmierć fizyczna jest konsekwencją grzechu Adama i Ewy, to przecież nikt nie decyduje się zabić kogoś i ofiarować tę śmierć za nawrócenie współmałżonka. Nikt też nie zamierza grzeszyć w tym celu, aby ofiarować Bogu te złe uczynki. Każdy przyzna absurdalność takiej postawy. Jednak inaczej rzecz ma się z cierpieniem. Wielu wpada na pomysł, by ofiarować je Bogu w jakimś zacnym celu. 

Nie można ofiarować Bogu cierpienia

Może więc postawmy sprawę tak: Czy Bóg chciał grzechu Adama i Ewy? Oczywiście nie. Skoro nie, to czy chciał skutków tego grzechu? Również nie. Skoro cierpienie jest skutkiem grzechu pierwszych rodziców i Bóg wcale go nie zamierzył, jak możemy złożyć je Bogu w ofierze? To mało logiczne.

O co więc chodzi w „ofiarowaniu chorób”? Chodzi o precyzję języka, gdyż jej brak może prowadzić do nakreślonych wyżej fałszywych postaw. Nie można ofiarować Bogu chorób, bo te same w sobie są konsekwencją grzechu, są przekleństwem i nie były w pierwotnych planach Bożych. Można natomiast – i jest to bardzo piękna postawa – ofiarować Bogu nasze zmaganie się z chorobą i nasze cierpliwe jej znoszenie przy ciągłym wysiłku, by chorobę zwalczyć dzięki medycynie i modlitwie. Można chorować, narzekając i stając się nieznośnym dla otoczenia, a można chorować pięknie – czego przykład dał Jan Paweł II – i wszelkie niewygody oraz zmagania z chorobą ofiarować Bogu w obranej intencji. Tego typu ofiara podobna jest do postu. Gdy wyrzekamy się czegoś, robimy postanowienia, rezygnujemy z przyjemności – możemy ofiarować to Bogu. Podobnie jest z trudem znoszenia choroby. Jak postawa Jezusa była zawsze jednoznaczna wobec choroby, taka też winna być postawa tych, którzy w Niego wierzą. Należy ze wszystkich sił (co nie znaczy: wszelkimi sposobami, gdyż niektóre stanowić mogą zagrożenia duchowe) starać się o uzdrowienie, a swój trud znoszenia choroby ofiarować Bogu.

Jak z powyższego wynika, z ludzkich chorób może wypłynąć jakieś dobro, choć Bóg nie jest powodem chorób ani nie można ich Mu wprost ofiarować. Dzieje się tak w myśl zasady postawionej przez Pawła Apostoła w korespondencji z Rzymianami: „Wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra” (Rz 8,28). Skoro „we wszystkim”, oznacza to, że nie tylko choroba, ale również grzech, w który się popadło, może służyć dobru człowieka. Podobnie jak choroba, grzech jest skutkiem grzechu pierworodnego i z tego powodu w liturgii paschalnej mówi się o „błogosławionej winie”. Zatem choroba (tak samo jak grzech) nie jest dobra sama w sobie, lecz może stać się narzędziem dobra, gdy jest przeżywana w bliskości Boga i w jedności z Nim. 

Nie wszyscy doznają uzdrowienia

Świadkiem, że tak właśnie może się stać, jest filmowa postać Jakuba. Przejmująca jest scena, kiedy w bramie jakiegoś miasta zgromadziło się kilkanaście osób, by słuchać Jakuba Większego. Jakub Mniejszy przysłuchuje się również. Kuleje, gdy musi zrobić kilka kroków. Przestępuje z nogi na nogę, wciąż opierając się o laskę. Towarzysz mówi o uzdrowieniach. Tuż przed Jakubem Mniejszym na stołku siedzi kilkunastoletni chłopak. Wydaje się, że jego choroba jest bardziej zaawansowana. Chyba wcale nie może chodzić, jeśli ktoś mu nie pomoże. Siedząc, trzyma przed sobą kij, na którym opiera ciężar ciała. W pewnym momencie Jakub, kuśtykając, podchodzi do chłopca, odrzuca swój kij i kładzie ręce na jego kolanie. Modli się przez chwilę, zamykając oczy, po czym podnosi się i ujmuje kalekę za rękę, patrząc mu prosto w oczy. Chłopak niepewny, co ma czynić, usiłuje się podnieść. Już po chwili stoi na dwóch zdrowych nogach i niemal biegnie w miejscu! W jego oczach pojawiają się łzy. Świadkowie wydarzenia rzucają się sobie w ramiona. Rozbrzmiewa perlisty śmiech i okrzyki uwielbienia Boga. Jakub przypatruje się wszystkiemu. Jego noga nadal pozostaje prawie niewładna. Nie wszyscy doznają uzdrowienia…

Innym tego przykładem jest historia Pawła Apostoła, który głosił Ewangelię Galatom, będąc zatrzymanym przez chorobę: „Wiecie przecież, jak pierwszy raz głosiłem wam Ewangelię zatrzymany chorobą, i jak mimo próby, na jaką moje niedomaganie cielesne was wystawiło, nie odtrąciliście mnie, lecz przyjęliście mnie jak anioła Bożego, jak samego Chrystusa Jezusa” (Ga 4,13-14). Zagadką może być fakt, że ta choroba była próbą nie tylko dla niego samego, ale także dla słuchaczy. W jakim sensie? Można przypuszczać, że Paweł nauczał mieszkańców Galacji, iż choroba jest złem i skutkiem grzechu, a sam na nią zapadł. Mimo to Galacjanie uwierzyli jego słowom, za co zostali pochwaleni.

Okładka książki „Ekspert biblista wyjaśnia «The Chosen». Spotkania”

Fragment książki ks. Mariusza Rosika, „Ekspert biblista wyjaśnia «The Chosen». Spotkania”, wyd. eSPe.

Tytuł, lead, śródtytuły i podkreślenia pochodzą od redakcji Aletei.

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.

Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia ukazuje się w siedmiu językach: angielskim, francuskim, włoskim, hiszpańskim, portugalskim, polskim i słoweńskim.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!