Przekazując darowiznę, pomagasz Aletei kontynuować jej misję. Dzięki Tobie możemy wspólnie budować przyszłość tego wyjątkowego projektu.
Gdy Franciszek mówił o Stwórcy, wiele razy przypominał: „Miłosierdzie to imię Boga”. Kulminacją tego przesłania był Rok Miłosierdzia (2015-2016). W rozmowie z Andreą Torniellim Franciszek podkreślał, że miłosierdzie nie jest jednym z przymiotów Boga, ale stanowi Jego istotę. Dlaczego w teologii Franciszka na pierwszym miejscu papież stawia właśnie Boże miłosierdzie?
Wspólne doświadczenie wszystkich jezuitów
Myśląc nad tym pytaniem, uświadomiłem sobie, że sam patrzę na Pana Boga w dokładnie taki sam sposób. Zacząłem się zastanawiać, skąd to się bierze u mnie i skąd może brać się u Franciszka. I chyba odpowiedź jest dość jasna – to wspólne doświadczenie Ćwiczeń duchowych św. Ignacego.
Czyli to typowy dla jezuitów sposób myślenia?
Tak. Ćwiczenia zaczynają się od tzw. fundamentu, czyli swoistego „poziomu zero”. To moment, w którym odkrywamy, że Bóg jest kimś naprawdę dobrym i kochającym, że stworzył świat całkowicie bezinteresownie – również mnie – po to, abym mógł cieszyć się życiem i doświadczać Jego miłości. To pierwsze, fundamentalne doświadczenie otwiera całą drogę duchowości ignacjańskiej.
Dalej przychodzi pierwszy tydzień (są cztery w całym procesie). Mając już świadomość Bożej dobroci i miłości, człowiek konfrontuje się z tajemnicą zła – zarówno w świecie, jak i w sobie samym. Odkrywa, że jest grzesznikiem, że nawet jeśli nie chce, to i tak w jakiś sposób przyczynia się do zła. A naturalne zasady sprawiedliwości podpowiadają: za zło należy się kara. I tu chrześcijaństwo przynosi coś zupełnie innego. Objawienie mówi: nie musisz zostać ukarany, bo Bóg przebacza. Co więcej, przyjmuje cię takim, jaki jesteś, i właśnie takiego zaprasza do współpracy. Tak kończy się pierwszy tydzień – doświadczeniem, że Bóg nie tylko wybacza, ale mówi: „Masz swoje słabości, a jednak chcę cię obok siebie. Razem będziemy realizować moją misję w świecie – misję pojednania i nadziei”.
Na tym tle łatwiej zrozumieć, dlaczego jedna z kongregacji generalnych jezuitów w XX wieku zdefiniowała jezuitę w tak prosty sposób: grzesznik, któremu Bóg przebaczył i którego powołał do współpracy. To właśnie z tego źródła pochodzi tak mocny akcent, jaki Franciszek kładzie na miłosierdzie.
Tak naprawdę, to doświadczenie jest fundamentalne nie tylko dla duchowości ignacjańskiej, ale w ogóle dla Ewangelii. Ignacy po prostu zaproponował drogę prowadzącą do samego serca chrześcijaństwa. W tym sercu znajdujemy miłosierdzie i czułość Boga.
Bóg trudzi się i pracuje
Franciszek rzeczywiście często mówi o „czułym Bogu” – takim, który pochyla się nad cierpiącym, dotyka ran człowieka i nie trzyma dystansu. Bliskość to jedno z jego kluczowych słów: Bóg nie jest odległy, ale towarzyszy człowiekowi w codzienności – również w lękach, porażkach i kryzysach. Statystyki pokazują, że to jedna z najczęściej powracających w papieskim nauczaniu metafor. Jak ty rozumiesz koncepcję czułego Boga?
Znów musimy zajrzeć do Ćwiczeń duchowych. Tam Bóg objawia się jako ktoś bliski, zaangażowany w świat. Święty Ignacy używa wręcz niezwykłego sformułowania – chyba jedynego w historii duchowości – że Bóg trudzi się i pracuje.
To mocne słowa, bo przywodzą na myśl kogoś, kto naprawdę pracuje fizycznie, w pocie czoła, kto angażuje się całym sobą. Nie obserwatora patrzącego z dystansu, ale kogoś, komu zależy na wszystkim, co dzieje się w świecie – od stworzenia natury aż po los konkretnego człowieka, zwłaszcza cierpiącego. Bóg współczuje, współodczuwa, współcierpi. To przecież istota chrześcijaństwa – historia wcielenia. Bóg nie narzucił swojej woli z góry, nie zmusił nikogo do określonego myślenia, ale wszedł w ludzkie doświadczenie poprzez solidarność. Właśnie w tym objawia się Jego czułość – jak kogoś najbliższego, kto towarzyszy w cierpieniu, dzieląc je aż do końca.
Ta czułość nie polega na szybkim rozwiązaniu problemów czy natychmiastowej uldze. To raczej wejście w człowieczeństwo do samego końca – z całą bezsilnością, z wyrzeczeniem się dróg na skróty, dzielenie z nami naszego doświadczenia aż „do dna”, po ostatnią kroplę. O tej właśnie czułości mówi papież Franciszek.
Ćwiczenia uczą patrzenia na świat oczami Jezusa. To spojrzenie, które potrafi się wzruszyć i zapłakać, ale też cieszyć się i świętować z innymi. Dlatego, gdy rozmawiamy o takim obrazie Boga, naturalnie pozostajemy w tej jezuickiej, czy właściwie ignacjańskiej perspektywie.
Bóg większy, niż kalkulacje
Innym niebezpieczeństwem, przed którym Franciszek często przestrzega, jest pokusa sprowadzania Boga jedynie do zasad, doktryn czy litery prawa. Papież przypomina, że Bóg zawsze jest większy niż nasze kalkulacje – potrafi zaskoczyć, przekroczyć granice i wywrócić do góry nogami nasze wygodne wizje religijności. Jak ty, jako jezuita i młody ksiądz, doświadczasz tego, że Bóg rzeczywiście jest większy niż nasze kalkulacje?
Najbardziej namacalnym doświadczeniem tego, że Bóg zaskakuje i jest większy niż nasze kalkulacje, jest dla mnie towarzyszenie ludziom – zarówno towarzyszenie duchowe, jak i od niedawna także w spowiedzi. Spotykam osoby, które noszą w sobie ogromne pragnienie spotkania z Bogiem i bliskości z Nim, a jednocześnie nie wiedzą, jak się do tego zabrać. Mają w głowie mnóstwo oczekiwań, złotych rad i gotowych opinii o tym, jaki jest Bóg, jak powinna wyglądać modlitwa, jak rozwijać duchowość. Towarzyszenie im – w codzienności czy podczas Ćwiczeń duchowych w różnych formach – daje niesamowitą możliwość zobaczenia, jak Bóg potrafi przychodzić zupełnie inaczej, niż się tego spodziewamy.
Wielu wierzących ma swoje doświadczenie Boga zakorzenione w tradycji – na przykład w formach pobożności wyniesionych z domu, które z czasem przestają wystarczać i nie odpowiadają już na pytania, jakie sobie stawia dana osoba, ani potrzeby właściwe dla osób wchodzących w głębsze i bardziej dojrzałe doświadczenie duchowe. Inni zetknęli się z duchowością charyzmatyczną i przeżyli bardzo mocne, emocjonalne doświadczenie Bożej miłości i czułości. Kiedy jednak ten etap w pewnym sensie się wyczerpuje, bo przychodzi okres strapienia duchowego, jakiegoś rodzaju duchowej „posuchy” czy ciemności, rodzi się w nich wątpliwość: czy to nie było tylko złudzenie? Są też osoby, które przeżywały swoją wiarę w sposób bardzo rygorystyczny – jako wierność zasadom, rubrykom, prawu kanonicznemu. I nagle doświadczają sytuacji, w której ich życie nie mieści się w tych schematach, nie da się podjąć decyzji w pełni zgodnej z surowymi oczekiwaniami, jakie z różnych powodów sobie narzucili. Właśnie wtedy pojawia się kryzys.
Niezwykłe jest obserwować, jak w takich momentach ludzie otwierają się na możliwość, że Bóg może przyjść inaczej. Niekoniecznie w tradycyjnej modlitwie, do której byli przyzwyczajeni, ale w nowej formie spotkania. Czasem w intensywnych emocjach i wzruszeniu, a czasami wręcz odwrotnie – w doświadczeniu ciszy, pustki, a nawet pozornego milczenia Boga. Innym razem nie w doskonałym wypełnieniu wszystkich rubryk i przepisów, ale w uświadomieniu sobie, że – jak pokazywał Jezus w Ewangelii – bywa, iż dla zachowania ducha prawa trzeba na chwilę zawiesić jego literę. Takie doświadczenia niosą ogromne uwolnienie.
Opatrywanie ran, bez stawiania warunków
Trzecią, bardzo charakterystyczną dla papieża Franciszka metaforą jest obraz Kościoła jako „szpitala polowego”. To Kościół, który nie stawia warunków, ale opatruje rany. Bóg w takim ujęciu nie osądza emocji człowieka, lecz je rozumie i przynosi pociechę.
Tak właśnie przedstawiał to święty Ignacy w swojej genialnej metodzie. To zresztą konsekwencja teologii wcielenia: Jezus był ubogi, cierpiał, był wykluczony – i tam, w ubóstwie i cierpieniu, Bóg jest obecny także dziś. Dlatego jako wierzący musimy wychodzić na marginesy życia – do biednych, samotnych, chorych i grzeszników. Franciszek przejął tę intuicję, podkreślając, że realizacja tego wymiaru nie jest tylko ważna, ale stanowi samą istotę chrześcijaństwa.
W wielu religiach znajdziemy przekonanie o miłosierdziu i dobroci Boga. Ale tylko chrześcijaństwo mówi o Bogu, który tak głęboko wchodzi w ludzką rzeczywistość, że zanurza się w całe doświadczenie człowieka – ze wszystkimi jego radościami, lękami, porażkami i zagubieniem. Chrześcijaństwo głosi, że chwile słabości, kryzysu, a w pewnym sensie nawet grzechu nie są w stanie oddzielić nas od miłości Boga. Brak pełnego zrozumienia jakichś prawd, brak idealnej, „doskonałej miłości” czy trudność w wypełnianiu jakichś kościelnych norm moralnych nie sprawiają, że tracimy możliwość spotkania z Nim. Wręcz przeciwnie – Jezus pokazał, że właśnie do tych, którzy czują się zagubieni, wykluczeni czy zepchnięci na margines religijnego „mainstreamu”, On przychodzi najchętniej.
Jak samarytanin do człowieka leżącego przy drodze…
To właśnie te momenty – poranienia i niepewności – są przestrzenią, w której najbardziej potrzebujemy Jego bliskości. Franciszek nieustannie to podkreślał: Jezus okazywał szczególną troskę tym, którzy byli uważani za niegodnych albo sami tak o sobie myśleli. Właśnie tam, na peryferiach życia i Kościoła, otwiera się przestrzeń spotkania z Bogiem.
Fragment książki Dominika Dubiela SJ, „Franciszek. Papież ze wszystkich stron świata”, wyd. eSPe.

Tytuł, śródtytuły i lead podchodzą od redakcji Aletei.








![{"rendered":"[GALERIA] Franciszek spotka\u0142 si\u0119 w Asy\u017cu z ubogimi: nadszed\u0142 czas, aby przerwa\u0107 kr\u0105g oboj\u0119tno\u015bci"}](https://wp.pl.aleteia.org/wp-content/uploads/sites/9/2021/11/POPE-FRANCIS-WORLD-DAY-OF-THE-POOR-ASSISI-AFP-000_9RH6HP.jpg?crop=0px%2C0px%2C5568px%2C3143px&resize=620%2C310&ssl=1?resize=620,310&q=75)
![Pomagają wyjść z kryzysu bezdomności niosąc dobro i mądre miłosierdzie [wywiad]](https://wp.pl.aleteia.org/wp-content/uploads/sites/9/2024/10/451103446_465399632907410_1799450895701218047_n.jpg?resize=300,150&q=75)

