separateurCreated with Sketch.

Ja ci wierzę, czyli jak właściwie reagować na przypadki wykorzystywania seksualnego dzieci

Mama rozmawia z synem
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Małgorzata Terlikowska - publikacja 19.11.25
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Jak powinien postąpić dorosły, gdy pojawia się dramatyczne wyznanie.

Przekazując darowiznę, pomagasz Aletei kontynuować jej misję. Dzięki Tobie możemy wspólnie budować przyszłość tego wyjątkowego projektu.

Wesprzyj nasPrzekaż darowiznę za pomocą zaledwie 3 kliknięć

Prezentujemy fragmenty rozmowy, opublikowanej w książce "Ja ci wierzę". Rozmawiają: Małgorzata Terlikowska i Ewa Kusz.

Dziecko opowiada o wykorzystaniu seksualnym: jak reagować?

Małgorzata Terlikowska: Tę sprawę opisały polskie media. Rzecz dzieje się podczas wakacji, w malowniczym pensjonacie gdzieś w Hiszpanii. Odpoczywa tam mama z dziećmi. W recepcji pracuje mężczyzna, zawsze miły, pomocny, chętnie doradza, podpowiada, dokąd warto pojechać, co zwiedzić. Rozmawia z mamą, na dzieci nie zwraca uwagi. Tuż przed wyjazdem, kiedy mama pakuje do auta ostatnie bagaże, młodsze dziecko, trzyletnia dziewczynka, mówi, że musi skorzystać z toalety. Mama prosi starszego syna, żeby ją tam zaprowadził. Przed toaletą dzieci spotykają pana z recepcji, który mówi chłopcu, żeby wrócił do mamy, a on pomoże jego siostrze. Brat wrócił do samochodu, za parę chwil dołączyła do nich dziewczynka. Następnego dnia powiedziała: „Mamo, w tej toalecie to ten pan mnie dotknął” i pokazała na miejsca intymne. Pierwszą reakcja mamy było niedowierzanie i szok, że coś takiego spotkało jej dziecko. Jako mama doskonale tę kobietę rozumiem. Jak dorosły powinien zachować się w takiej sytuacji?

Ewa Kusz: Percepcja dziecka i percepcja dorosłego są inne. Nie ma jednego typu dziecka, jednego typu zachowania. Gdy dziecko nam zakomunikuje takie zdarzenie, warto je po prostu dopytać, co się stało, co ten dorosły mu zrobił, co dziecko czuło. Chodzi o to, by odnosić się tylko do tego, co odczuwa dziecko. Jedno uzna, że takie zachowanie to głęboka ingerencja w jego miejsca intymne, a dla drugiego dziecka będzie to jedynie dyskomfort, jakieś dziwne, nieciekawe doświadczenie. Reakcja rodzica powinna być adekwatna do realnego przeżycia dziecka, nie powinna odnosić się do tego, co odczuwa w związku z tą sytuacją dorosły. W tym przytoczonym przykładzie dziewczynka spokojnie o tym powiedziała, więc można było zareagować właściwie natychmiast.

MT: Rodzicom w głowie się nie mieści, że inny dorosły mógł zrobić coś takiego. Pierwszą reakcją obronną mogą być słowa: „Może ci się coś wydawało?”, „Może źle interpretujesz to zachowanie?”.

EK: W takiej sytuacji nie powinno się mówić: „Może ci się wydawało”. Obojętne, czy to dotyczy wykorzystania seksualnego, czy innych kwestii. Trzeba po prostu dopytać, co to dziecko przeżywa.

MT: To może lepiej pocieszyć: „O, moje biedactwo, co teraz z tobą będzie”…

EK: Na pewno to też nie jest dobre. Dorośli zupełnie inaczej odbierają to, co się wydarzyło. Nie powinni więc narzucać dziecku swojego przeżycia, lecz raczej stanąć na poziomie dziecka. Żeby to zrobić, trzeba dowiedzieć się, co to dziecko faktycznie w tym momencie czuje i przeżywa. Trzeba zabezpieczyć jego emocje, a nie swój sposób przeżywania tego zdarzenia.

Nie bagatelizujmy sprawy

MT: Wynotowałam sobie odpowiedzi, które wykorzystane dzieci usłyszały od dorosłych: „To zdarzyło się raz, nie warto do tego wracać”; „Ludzie są chorzy”; „Nie martw się tym”; „Tak naprawdę nic wielkiego się nie stało”.

EK:To nie są dobre odpowiedzi, bo jeszcze nie wiemy, jak na sytuację wykorzystania zareagowało to konkretne dziecko. Jeżeli odczuje, że to, co powiedziało, zostało zlekceważone, to już nic więcej na ten temat nie powie.

MT: Wyobrażam sobie, że w takiej sytuacji wielu rodziców nie będzie wiedziało, jak z dzieckiem rozmawiać, jakie zadawać mu pytania, jakiego używać słownictwa, żeby z jednej strony nie zwulgaryzować tej sfery, a z drugiej, żeby to było słownictwo zrozumiałe dla dziecka.

EK: Nie ma jednego scenariusza rozmowy, bo wszystko zależy od wieku dziecka, od tego, jakie ono jest. To nie jest kwestia słownictwa. Trzeba po prostu w sobie odczarować ten temat. Jeżeli uda się to zrobić, to rodzic znajdzie odpowiednie słowa, by porozmawiać o wykorzystywaniu seksualnym.

Dzieci czują z reguły wstyd, nie poczucie winy

EK: Dziecko wie, że uczestniczyło w czymś, co nie jest właściwe. Dla mnie na początku istotniejszy jest więc taki komunikat: „Wszystko możesz mi powiedzieć, ja cię nie ocenię”. Takie słowa dziecko powinno usłyszeć od osoby dorosłej, której powiedziało o wykorzystaniu. Nie wolno stygmatyzować dziecka, sugerując mu, że mogłoby być winne.

MT: A może dziecko coś sobie wymyśliło? Może coś usłyszało w telewizji, od koleżanek w szkole, od kolegów na podwórku i teraz opowiada? Może nam, rodzicom, uruchomić się w głowie taki mechanizm obronny. Jak możemy się zorientować, że dziecko konfabuluje?

EK: Znowu wrócę do podstawowego założenia, że rodzice znają swoje dzieci. Jeśli naprawdę znasz swoje dziecko, to od razu wychwycisz, kiedy jego opowieść to science fiction, a kiedy mówi prawdę. Jeżeli w opowieści jest dużo danych, których dziecko nie miałoby skąd wziąć, to raczej trudno uznać, że sobie to zmyśliło. Już na początku można się zorientować, że historia jest egzotyczna, ale generalnie byłabym za tym, żeby co do zasady dziecku uwierzyć. Nawet jeśli nie jesteśmy przekonani co do prawdziwości jego opowieści.

Czy należy nagrywać wyzwanie dziecka?

MT: Załóżmy sytuację, że rzeczywiście dziecko po takim zdarzeniu przychodzi do nas zawstydzone, płacze, jest zdenerwowane, zdezorientowane. Nie mamy wątpliwości, że coś złego się wydarzyło. Dodatkowo dziecko wskazuje sprawcę. Czy w takiej sytuacji, żeby dziecko nie musiało kilka razy opowiadać tej historii, powinniśmy od razu wyjąć dyktafon i nagrać tę opowieść? Albo na gorąco spisać jego słowa?

EK: Należy dopytać dziecko o to, co jest potrzebne, żeby zorientować się, co się stało. Musimy zdobyć podstawowe informacje, które możemy zgłosić odpowiednim służbom, jeśli uznamy, że to uzasadnione. Niekoniecznie bym nagrywała, chyba że na tyle dyskretnie, żeby dziecko o tym nie wiedziało. Natomiast warto zapisać jego relację, w miarę możliwości słowo w słowo, posługując się tym językiem, jakim dziecko nam to wydarzenie opowiedziało. Na początku nie ma znaczenia, czy jest się rodzicem, czy wychowawcą na kolonii, czy jakimkolwiek innym dorosłym, do którego zgłasza się dziecko. Trzeba po prostu dowiedzieć się tyle, żeby móc nazwać to, co się stało, bez wchodzenia w szczegóły. Dopiero jeśli zobaczymy, że dziecko czuje się zawstydzone, że trudno mu o tym opowiadać, warto wyjść z tym komunikatem, o którym wspomniałaś: „To nie twoja wina. Ja ci wierzę, pomogę ci”.

MT: Wynotowałam sobie takie zdanie: „Jeśli ktoś nosił w sobie tajemnicę i wybrał nas, żeby ją ujawnić, a my go odepchniemy, skrzywdzimy go drugi raz i to będzie poważna rana." Czy wiemy, co czuje takie niewysłuchane dziecko?

EK: Wiemy, że to odepchnięcie, ten brak wysłuchania może powodować jeszcze większą traumę.

Małgorzata Terlikowska, etyk z wykształcenia, dziennikarka i redaktorka, mama pięciorga dzieci, która już od lat angażuje się w tematykę rodziny, życia i godności człowieka.

Ewa Kusz, psycholog i psychoterapeutka, biegła sądowa, wicedyrektor Centrum Ochrony Dziecka przy Akademia Ignatianum w Krakowie, autorka programów prewencyjnych dotyczących wykorzystywania seksualnego dzieci i młodzieży.

Prezentowany fragment to wyjątki z książki: "Ja ci wierzę. O zapobieganiu przemocy seksualnej wobec dzieci i adekwatnej reakcji na przypadki wykorzystywania" dzięki uprzejmości wydawnictwa EsPe. Śródtytuły pochodzą od redakcji, a zacytowane fragmenty rozmowy stanowią skrót rodziału.

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.

Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia ukazuje się w siedmiu językach: angielskim, francuskim, włoskim, hiszpańskim, portugalskim, polskim i słoweńskim.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!