separateurCreated with Sketch.

Choroba uleczyła mnie z paniki, nerwowości i pośpiechu

whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Kristina Knez - publikacja 22.11.25
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Jasna – żona, mama trójki dzieci i nauczycielka języków – trzy lata temu usłyszała diagnozę: rak piersi.

Przekazując darowiznę, pomagasz Aletei kontynuować jej misję. Dzięki Tobie możemy wspólnie budować przyszłość tego wyjątkowego projektu.

Wesprzyj nasPrzekaż darowiznę za pomocą zaledwie 3 kliknięć

Jej życie przebiegało normalnie, jak każdego z nas. Do dnia, gdy trzy lata temu wyczuła guzek i dowiedziała się, że ma raka piersi.

Nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się, by ktoś przed rozpoczęciem wywiadu poprosił, byśmy wspólnie pomodlili się do Ducha Świętego. Jasna była pierwsza. Przyjęła mnie z otwartymi ramionami i ciepłym uściskiem, uśmiechnięta, promienna. „Ja cały czas modlę się do Ducha Świętego” – powiedziała.

Pozorna szczęśliwość

„Miałam piękne życie. Dorastałam z dwoma braćmi i siostrą. Gdy się przeprowadziliśmy, poszłam raz z sąsiadką na Mszę Świętą. Gdy usłyszałam śpiew z chóru, byłam tak oczarowana, że zaczęłam z radością chodzić do kościoła. Dołączyłam do harcerzy, w czwartej klasie przyjęłam chrzest, ale w okresie dojrzewania trochę się od tego oddaliłam.”

Gdy urodziła dzieci, zaczęła znowu wracać do Kościoła, ale była bardzo pochłonięta pracą – Jasna prowadzi bowiem kursy języka angielskiego i francuskiego dla dzieci i cały czas pracowała popołudniami. Razem z mężem zaczęli budować dom, a wszystko to ich mocno przytłoczyło. Na duchowość nie było miejsca. „Wieczorem szybko się modliłam i to było wszystko.” Mimo to Jasna wtedy uważała, że jest szczęśliwa i że życie nie mogłoby być piękniejsze.

Ale nie wszystko szło zgodnie z planem. „Czułam fizycznie, że coś jest nie tak. Problemów nie oddawałam Jezusowi, lecz rozwiązywałam je paniką.” Zbierało się coraz więcej zmartwień, a wieczorami czuła ucisk i ból w piersiach. „Byłam zmęczona. Wiedziałam, że coś jest nie w porządku i że muszę coś zmienić. Wtedy pracowałam całe popołudnia, dla rodziny nie było wiele czasu. Czułam się wyczerpana.”

Postanowiła zrezygnować z pracy. Ponieważ chciała nadal pracować z dziećmi, 1 września otworzyła jednoosobową działalność gospodarczą, by pracować tylko tyle, ile będzie trzeba. 16 września wyczuła guzek.

Diagnoza

Podczas badania USG lekarz powiedział jej, że najprawdopodobniej chodzi o gruczolakowłókniaka, zmianę w tkance gruczołowej piersi. Mimo to musiała pójść na biopsję. Wynik potwierdził raka. Gdy przyszły rezultaty, właśnie prowadziła lekcję. „Patrzyłam na uczniów, oni na mnie, i wiedziałam, że mam przed sobą jeszcze pięć godzin pracy. Uczyłam do końca. Dzieciom powiedziałam, że dowiedziałam się o czymś smutnym, i poprosiłam, by były grzeczne.”

Kiedy wróciła do domu, mogła się wreszcie załamać. „W środku zaczęłam się żegnać z życiem, myślałam, ile czasu mi jeszcze zostało. Pierwsze pytanie, które mnie uderzyło, brzmiało: ‘Co będzie z moimi dziećmi?’”

W następnych dniach była fizycznie zupełnie bez sił. „W domu musiałam powiedzieć, że zachorowałam. Z mężem byliśmy szczerzy: ‘Mamusia ma raka’. Nie chcieliśmy niczego ukrywać.”

„Wreszcie mam czas”

Przed rozpoczęciem leczenia bardzo zbliżyła się do swojej rodziny – starali się każdy dzień przeżywać w pełni. „Jeździliśmy na wycieczki, także do sanktuarium w Brezje, do Maryi. Pamiętam, jak pięknie było, gdy wracałam z synem ze szkoły do domu. Wreszcie miałam czas dla swojej rodziny, którego wcześniej nigdy nie miałam.”

Poinformowała wszystkich rodziców i dzieci, że kursy dobiegają końca. „Pan Bóg przysłał mi dwie mamy moich uczniów. Jedna codziennie wysyłała mi rozważanie Ewangelii z danego dnia, co dawało mi wiele siły, druga natomiast przesyłała mi różne modlitwy, świadectwa ludzi, pieśni i konferencje. To miało kluczowe znaczenie – zaczęłam się modlić naprawdę, z głębi serca.”

Dobre intencje też mogą męczyć

„Kiedy ludziom powiedziałam, że zachorowałam, musiałam szybko postawić granice, bo wszyscy chcieli mi pomóc. Polecano mi uzdrowicieli, bioenergoterapeutów, diety… Codziennie dostawałam od ludzi rady, co mogłoby mi pomóc wyzdrowieć. Choć doceniałam ich troskę, zaczęło mnie to psychicznie męczyć. Powiedziałam, że potrzebuję spokoju.”

Dotyk Boga

Wkrótce mocno dotknął ją Duch Święty – przy spowiedzi, przed operacją. „Kiedy przyszłam na onkologię, od razu znalazłam kaplicę i weszłam do środka. Zobaczyłam księdza i zaczęła się Msza Święta. Jakby na mnie czekali! Nie przystąpiłam do Komunii, bo dawno nie byłam u spowiedzi. Po mszy poprosiłam kapłana o spowiedź. Przyjęłam Jezusa, potem jeszcze sakrament namaszczenia chorych, i kiedy wychodziłam ze szpitala, szłam jak odurzona. W środku czułam siłę, wszystkich pozdrawiałam, miałam wrażenie, że jestem zdrowa.”

Po operacji nastąpiła chemioterapia. „Myślałam, że po operacji wszystko się skończy, ale tak nie było. Przyszły kolejne cykle chemii, po których czułam się bardzo źle. Nic nie mogłam zrobić sama” – wspomina. „Ale Jezus znowu przysłał mi wspaniałe mamy moich uczniów, które przeszły już leczenie i mnie wspierały.”

Było jej ciężko, bo niczego nie była w stanie zrobić, ale zaczęła odczuwać ogromną wdzięczność za wszystkich, którzy jej wtedy pomagali. „Moja mama codziennie gotowała dla nas, mąż dbał o mnie i o dzieci. Całą tę pomoc przyjmowałam z wielką wdzięcznością.”

Gdy było jej najtrudniej, poszła także do psychoonkologa. „Kiedy zobaczyłam, że jestem na granicy przyjmowania leków przeciwdepresyjnych, w pewnym momencie poczułam, że łzy mi wyschły i w głowie coś się przestawiło: "Potrzebujesz pomocy każdego dnia. Czy zaczniesz brać tabletki, czy naprawdę zdecydujesz się na Jezusa?’”

Bardzo wiele znaczyło dla niej to, że tak wielu ludzi się za nią modliło. „Moi uczniowie później mi powiedzieli, że podczas katechezy razem poszli do kaplicy i modlili się. Niektórzy rodzice po raz pierwszy zaczęli rozmawiać ze swoimi dziećmi o chorobie i cierpieniu. Kiedy to zobaczyłam, byłam wdzięczna – z mojej choroby zrodziły się też dobre rzeczy.”

Siła przebaczenia

„Gdy byłam tak słaba, zaczęłam myśleć o tym, że muszę przebaczyć. Wzięłam kartkę papieru i napisałam, komu ja wyrządziłam krzywdę w życiu, a także, kto skrzywdził mnie. Ta kartka pomogła mi przebaczyć wszystkim, którzy mnie zranili. Trudniej było przebaczyć sobie, ale i to oddałam Jezusowi. To było wielkie wydarzenie dla mnie i dla mojej duszy.”

Poszła również na modlitwę o wewnętrzne uzdrowienie do o. Petera Vrabca, gdzie doznała silnego poczucia ulgi i pokoju. „Byłam jak kobieta, która dotyka szaty Jezusa i przestaje krwawić.” Lubiła też pielgrzymować na Kurešček, gdzie wiele się modliła za inne mamy. „Z czasem zauważyłam, że kiedy modlę się za innych, do mojego życia również przychodzą same cudowne rzeczy.”

Książki, które pomogły Jasnej w uzyskaniu pogody ducha i akceptacji swego stanu

„Nie zwariowałam!”

Wróciła też do Kościoła. „Najpierw chodziłam tylko na poranne Msze Święte w tygodniu, a potem zaczęłam chodzić codziennie. To był dla moich bliskich szok. Moje życie odwróciło się do góry nogami. Bali się, że zwariowałam. Powiedziałam mężowi: "Mitja, muszę iść na mszę, bo tam dostaję pokój, którego świat dać nie może. Nie zwariowałam, wciąż jestem Jasna, wszystko ze mną w porządku." Wszystkim mówiłam to samo: "Wiem, że tego nie rozumiecie i nie musicie rozumieć. Proszę tylko, żebyście to uszanowali.’”

Zauważyła, że w wierze znajduje tyle pociechy, że chciała nawrócić wszystkich ludzi. „Wszyscy będziemy chodzić razem do kościoła, razem się modlić. Widziałam, że tak się nie da i że w ten sposób w rzeczywistości oddalam innych od Boga. Musiałam się uspokoić.”

Kiedy zmieniła swoje podejście, zmienili się też jej bliscy. Wieczorami zaczęli wspólnie się modlić i prosić za różnych ludzi. Jasna zaczęła czytać w kościele Słowo Boże, poczuła wezwanie, by założyć dziecięcy chór, dołączyła do grupy modlitewnej. „Nie wiedziałam, jak podejść do księdza, więc przed mszą poprosiłam Jezusa, by mi pomógł. Weszłam do kościoła i usłyszałam wstępne słowa: Bądźcie odważni. Jeśli Jezus was wzywa, odpowiedzcie Mu!”

Teraz Jasna prowadzi dziecięcy chór „Dzieci Maryi”. W parafii znalazła swój drugi dom. Zawsze chciała czytać Pismo Święte, ale nie wiedziała, jak zacząć. Otrzymała dar – mogła uczestniczyć w spotkaniach grupy DMŽ (Warsztaty modlitwy i życia), gdzie uczyli się czytać Biblię.

Głos Boga na każdym kroku

Gdy jej samopoczucie zaczęło się powoli poprawiać, wiedziała, że będzie musiała wrócić do pracy, ale bała się, że popołudniowe zajęcia będą dla niej zbyt męczące. „Modliłam się: ‘Jezu, nie wiem, co mam zrobić. Boję się, że znów będę musiała dużo pracować i nie będzie czasu ani dla mnie, ani dla rodziny. Daj mi znak, czy powinnam wrócić do dzieci!’ Odpowiedział mi w pięć sekund. Nagle usłyszałam dziecięcy śmiech. Spojrzałam przez okno i zobaczyłam grupę dzieci, które przechodziły obok naszego domu, śpiewając i rozmawiając. Spośród 365 dni w roku i wszystkich minut dnia przeszły akurat wtedy, w czasie tej modlitwy. Płakałam z wdzięczności. Wiedziałam, co mam zrobić. Wróciłam do dzieci.”

Życie jest teraz inne

Życie się zmieniło. „Mogę powiedzieć, że choroba mnie uzdrowiła. Uleczyła mnie z paniki, nerwowości, pośpiechu. Kiedyś wszystkiego się bałam, martwiłam się o rodzinę. Nie umiałam oddać lęku i paniki. Teraz jestem o wiele spokojniejsza. Czuję się wolna, bo przebaczyłam sobie i innym. Kiedy patrzę na swoje życie, mam wrażenie, że jest ono przeniknięte słowami Pisma Świętego. Czytamy na przykład: ‘Nie znamy dnia ani godziny.’ Mnie dana została jeszcze jedna szansa, której wielu nie dostało. Codziennie modlę się, bym potrafiła żyć wiarą, ufać Jezusowi Chrystusowi, wypełniać Jego przykazania, żyć bez osądzania. Bardzo lubię uczestniczyć we mszach świętych transmitowanych z kościoła Zwiastowania Maryi w Lublanie. Niedawno słyszałam tam kazanie cudownego ojca, który zachęcał, byśmy potrafili używać naszych rąk nie do rzucania kamieniami w innych, lecz do przytulenia, miłosierdzia, zrozumienia i pomocy.”

Minęły trzy lata i Jasna właśnie skończyła przyjmować leki biologiczne. Jej samopoczucie powoli się poprawia. Leczenie było naprawdę trudne i jest przekonana: „Wiem, że sama bym tego nie udźwignęła, ale otrzymałam od Boga siłę. I to jest łaska.”

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.

Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia ukazuje się w siedmiu językach: angielskim, francuskim, włoskim, hiszpańskim, portugalskim, polskim i słoweńskim.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!