W sobotę 15 listopada w Pałacu Apostolskim odbyło się wyjątkowe spotkanie. O godz. 11:00 papież Leon XIV przyjął najbardziej znane osobistości międzynarodowego kina – aktorów, reżyserów i producentów, których historie od pokoleń wypełniają ekrany i pobudzają wyobraźnię widzów.
Lista gości mogła konkurować z listą z Cannes lub Wenecji. Wśród oczekiwanych gości znalazły się wielkie gwiazdy kina, takie jak Cate Blanchett, Monica Bellucci, Viggo Mortensen, Alison Brie, George Miller, Gus Van Sant, Spike Lee, Abel Ferrara, Gaspar Noé, Giuseppe Tornatore, Matteo Garrone, Bertrand Bonello, Stéphane Brizé, Emir Kusturica oraz weteran włoskiego kina Marco Bellocchio, który w wieku 86 lat nadal pracuje!
To imponujące zestawienie: od ikon Hollywoodu po europejskich autorów, od reżyserów kina artystycznego po twórców mainstreamowych. To, co połączyło ich w ten weekend, to nie rywalizacja ani blask premierowej nocy, ale zaproszenie do refleksji nad sztuką, pięknem i poszukiwaniem sensu przed następcą Piotra.
Spotkanie, zorganizowane przez Dykasterię ds. Kultury i Edukacji, stanowiło kontynuację Jubileuszu Artystów i Świata Kultury, inicjatywy, która została wstrzymana na początku tego roku z powodu hospitalizacji papieża Franciszka. Jest to kontynuacja długoletniej przyjaźni Watykanu z artystami – dialogu, który został wznowiony w zeszłym roku, kiedy komicy zostali zaproszeni do Pałacu Apostolskiego, i kilkadziesiąt lat wcześniej, kiedy Jan Paweł II napisał swój List do artystów.
Od uścisku dłoni De Niro do czerwonego dywanu wiary
Jeśli spotkanie papieża Leona XIV z Robertem De Niro w zeszłym tygodniu wzbudziło zdziwienie, to szerszy kontekst nadaje mu znaczenie. Niektórzy katolicy czuli się nieswojo, widząc papieża witającego gwiazdę Hollywood, której role i styl życia nie zawsze odzwierciedlają ideały Kościoła. Ale właśnie dlatego takie spotkania mają znaczenie.
Misją Kościoła nigdy nie było pozostawanie za murami; zawsze polegała ona na udawaniu się tam, gdzie naprawdę żyją ludzie – gdzie marzą, wątpią i opowiadają historie. Ewangelia, jak podkreślał papież Franciszek, nie jest głoszona zza murów, ale poprzez towarzyszenie ludziom w ich codziennym życiu.
Witając aktora takiego jak De Niro — który zagrał zarówno misjonarza jezuickiego w filmie Misja, jak i mafijnego zabójcę w filmie Chłopcy z ferajny — papież uznał pełną złożoność ludzkiego serca. Wydarzenie z tego weekendu stanowi rozszerzenie tego gestu: Kościół spotyka się z kulturą na jej własnym terenie, nie po to, aby popierać każdy film, ale aby uhonorować ludzką tęsknotę, która napędza je wszystkie.
Ulubione filmy papieża: 4 historie o odkupieniu
Przed audiencją został wyświetlony krótki filmik przedstawiający zamiłowanie papieża Leona XIV do czterech filmów, które wiele mówią o jego rozumieniu sztuki i łaski (Papież ma z pewnością dobry gust!)
1. Życie jest piękne (Roberto Benigni, 1997)
Humor ojca chroni syna w obliczu horroru. Nadzieja i śmiech przetrwały Holokaust – przypowieść o miłości silniejszej niż śmierć.
2. To wspaniałe życie (Frank Capra, 1946)
Zwyczajny człowiek odkrywa ukrytą wartość swojego życia, odzwierciedlając przesłanie Ewangelii, że każda ludzka historia ma boską wagę.
3. Dźwięki muzyki (Robert Wise, 1965)
Odwaga i śpiew Marii stają się hymnem sumienia i powołania – radość jako akt oporu.
4. Zwyczajni ludzie (Robert Redford, 1980)
Cicha rodzinna drama o winie, żałobie i przebaczeniu; dowód na to, że odkupienie często zaczyna się w ciszy.
Filmy te razem tworzą duchową całość: światło w cierpieniu, cel w zwyczajności, radość w posłuszeństwie i miłosierdzie w zranionej miłości. Żaden z nich nie głosi religii; wszystkie ukazują łaskę poprzez człowieczeństwo.
Dialog napisany światłem
Obecność tak różnorodnych artystów, jak Gaspar Noé, Abel Ferrara i Marco Bellocchio – ten ostatni znany z filmu Rapito, będącego ostrą krytyką XIX-wiecznej władzy papieskiej – podkreśla odwagę papieża. Nie jest to wyselekcjonowana lista „bezpiecznych” gości. Jest to deklaracja, że wiara nie ma się czego obawiać od szczerej sztuki.
Kino w najlepszym wydaniu poszukuje prawdy poprzez obraz i emocje – a to terytorium, które Kościół dobrze zna. Od fresków Michała Anioła po dzisiejsze filmy, piękno zawsze było jednym z najsubtelniejszych zaproszeń Boga.
„Każde prawdziwe dzieło sztuki jest bramą do nieskończoności” – napisał św. Jan Paweł II w swoim Liście do artystów.
Papież Leon XIV wydaje się podzielać tę opinię, po prostu zamieniając scenę z marmuru i farby na ekran i opowieść.
Co wydarzyło się w Watykanie
Spotkanie 15 listopada odbyło się w Sala Regia Pałacu Apostolskiego, gdzie papieże przyjmują monarchów i dyplomatów. Przed rozpoczęciem audiencji został wyświetlony krótki montaż z czterech ulubionych filmów, po którym nastąpiła przerwa muzyczna i przemówienie papieża.
Według Dykasterii ds. Kultury i Edukacji audiencja miała skoncentrować się na dialogu między wiarą a twórczością artystyczną, podkreślając zdolność kina do „budzenia empatii i ukazywania godności każdej osoby”.
Temat programu nawiązywał do słów zmarłego papieża Franciszka – często cytowanych przez papieża Leona XIV – który powiedział artystom, że „w prawdziwym pięknie zaczynamy odczuwać pragnienie Boga”.
Dla artystów otoczenie było niezapomniane, a dla Kościoła symbolika głęboka. Watykan otwiera swoje wrota nie po to, aby debatować, ale aby prowadzić dialog – aby uznać, że tęsknota za transcendencją pojawia się w każdym akcie twórczym.
Dlaczego ma to znaczenie
Niektórzy z tych gości mogą już nigdy nie wejść do kościoła. Jednak przez jeden poranek stali pod freskami Rafaela, przed papieżem, który wierzy, że nawet świeckie piękno szepcze o Bogu. To samo w sobie jest aktem ewangelizacji – nie poprzez głoszenie kazań, ale poprzez obecność.
Niezależnie od tego, czy Robert De Niro otrzymuje różaniec, czy Cate Blanchett podaje papieżowi rękę, przesłanie jest takie samo: Kościół słucha. Wie, że droga do Emaus czasami wygląda jak plan filmowy, a prawda może nadejść tak cicho, jak migotanie światła w ciemności.
Ponieważ, jak zdaje się rozumieć papież Leon XIV, kiedy wiara spotyka się ze sztuką, obie odnawiają się. I być może właśnie dlatego wszystkie jego ulubione filmy kończą się w ten sam sposób – ciemność ustępuje miejsca świtowi, a piękno ujawnia, że odkupienie zawsze tam było, czekając, aż zostanie dostrzeżone.
Artykuł jest tłumaczeniem z amerykańskiego wydania Aletei.










