Anna i Marcin Kląskałowie pobrali się w 2012 r. Anna pracowała wtedy w jednym z biur obsługi klienta, Marcin jako mechanik samochodowy. Zamieszkali w 3-pokojowym mieszkaniu na obrzeżach Wrocławia, jeździli w góry i na kajaki, i marzyli o tym, jak wspaniale będzie, gdy będą mili trójkę lub czwórkę dzieci.

Lista marzeń
Ich szczęściu nie było końca, kiedy na świecie pojawiła się Gosia (2013) i Michał (2015). Z radością patrzyli na uśmiechnięte, pełne energii dzieci, które dokazywały jeszcze bardziej niż Ania w dzieciństwie. Chodzili na spacery, wyjeżdżali na dalekie i bliskie wyprawy, a układanie puzzli stało się specjalnością Marcina.
- Naszym rodzinnym rytuałem było spisywanie „listy marzeń”, zainspirowane filmem „Choć goni nas czas” – mówi Anna. – Notowaliśmy na kartce rzeczy, które chcemy zrobić. Wypisywaliśmy na kartce rzeczy, które chcieliby zrobić, np. nowe place zabaw do odwiedzenia, miejsca, gdzie chcieliby wyjechać… A potem spełnialiśmy je, jedne po drugich.
Ania spotykała się też z innymi mamami: gotowały razem obiady, chodziły na place zabaw. Czuła się szczęśliwa i spełniona.

Diagnoza
Był koniec sierpnia2016 r., gdy Gosię zaczął często boleć brzuch.
– Na ostrym dyżurze i w przychodni uspokajano nas, że to przejaw lęków separacyjnych– mówi Anna. – Dopiero gdy zaniepokojona zażądałam, by wykonano USG, okazało się, że Gosia ma w brzuszku ogromny guz. „Nowotwór złośliwy – neuroblastoma” – brzmiała diagnoza.Już następnego dnia byli na konsultacjach w Przylądku Nadziei, a kilka dni później Gosia rozpoczęła chemię.Jej rodzice nie dowierzali. „Przecież dziecko nie powinno tak ciężko chorować” – myśleli. Równocześnie ufali, że wszystko będzie dobrze.
- Zakładałam, że nie może się nie udać – wspomina. – Że cokolwiek by się wydarzyło, będzie dobrze.
- Każdy ma swój krzyż – myślałam. – Ktoś ma męża alkoholika, ktoś inny stracił nogę w wypadku, my mamy chore dziecko. Każdy ma też inną pojemność i krzyż na swoją miarę. Ja mogę być jak słoik 5-litrowy i uniosę, a ktoś – jak słoik 2-litrowy i nie da rady.

Powitanie Basi
Gdy Ania towarzyszyła córce w szpitalu, jej rocznym bratem zajmowali się dziadkowie i – po pracy - tato. Wkrótce okazało się, że Ania spodziewa się kolejnego dziecka.
- To był trudny, nienajlepszy na dzidziusia czas, dlatego dołożyliśmy wielu starań, by wszystko dobrze poukładać – mówi Anna. – Zdecydowaliśmy np., że tato i dziadkowie będą towarzyszyć Gosi podczas wlewów chemii, a ja będę spędzać z córką noce.
Leczenie trwało około roku, potem przez pół roku – terapia podtrzymująca.
Młodsza siostra, Basia, która przyszła na świat w maju 2017 r., bardzo Gosię motywowała. Wrócili do jako-takiej normalności (jako-takiej, bo musieli trzymać rękę na pulsie: Anna trzy razy w tygodniu pobierała Gosi krew i odwoziła do badania, by sprawdzić, czy wszystko jest w porządku).
- Byłam pewna, że będzie dobrze i to się spełniło - mówi. – Zazwyczaj nawrót neuroblastomy następuje krótko po leczeniu. U Gosi było niestandardowo: przez ponad rok była zdrowa.

Dopóki nie wydarzy się cud
Potem nastąpiła wznowa. Pierwsza i kolejne… Anna w tamtym czasie miała siłę tylko na odmawianie aktów strzelistych. Ogromnym wsparciem byli dla Kląskałów bliscy i znajomi. Opiekowali się dziećmi, podwozili do szpitala na chwilę, by rodzice mogli je uściskać, dowozili jedzenie. Gdy Gosia wymiotowała po chemii i miała ochotę na naleśniki, na wagę złota była ciocia, która je szykowała i przywoziła.
„Ile jeszcze będę miała chemii?” – pytała.
„Tyle ile trzeba... Dopóki nie wydarzy się cud...” – odpowiadała mama.
- Czuliśmy, że niesie nas modlitwa przyjaciół – dodaje. – Znajomi organizowali dyżury modlitewne, zamawiali Msze św., odmawiali różaniec pompejański.
- Ta modlitwa to realne, wartościowe wsparcie – podkreśla Anna Kląskała.
Pomagali bliscy i ludzie, którzy byli nieco dalej. Ksiądz wikary zorganizował koncert ze zbiórką dla Gosi. Koleżanka z gimnazjum, z którą nie widziały się kilkanaście lat, przyjechała z zebraną kwotą – by im było łatwiej. Kląskałowie doceniali dobre serce ludzi i dostrzegali w tym Bożą pomoc. Uczyli się też doceniać każdą chwilę, spędzoną razem.
Nadzieja
„Mamo, kupisz mi kolorowe, sztuczne warkoczyki jeśli znowu wypadną mi włosy?” – zapytała kiedyś Gosia. Anna zamarła.
„Hej, mama! Czemu masz łzy w oczach? Sama mówiłaś, że robimy wszystko co się da, że jestem dzielna, ale nie wiadomo czy wygram ja, czy rak?”
„Gosiu, ja nie chcę, żeby znowu wypadły włosy.”
„Wiem, wiem! Ja też nie. I w sumie dobrze mi idzie. Ale kupisz, jeśli rak wróci? Wiesz, on jest sprytny i chowa się, i muszę być gotowa na wszystko. Sama mówiłaś!”
Dzięki zaangażowaniu znajomych i kolegów z pracy zebrali pieniądze na terapię w klinice w Greifswaldzie, w Niemczech. Niestety, rak powracał. Gosia miała 7 lat,gdy lekarze zdecydowali o zaprzestaniu leczenia i oddaniu dziecka pod opiekę hospicjum.

Zanim pójdę do nieba
Jeszcze w czasie wyjazdów na terapię do Niemiec,7-letnia wówczas Gosiazaczęła oglądać z mamą książki o przemijaniu. Rozmawiały o tym, że ludzie – zanim odejdą – piszą testament i dzielą różne rzeczy między bliskich. Gosia robiła bliskim prezenty. Była na kilku pogrzebach koleżanek ze szpitala. Siadała potem z pluszaczkiem przy grobie i rozmawiała z nimi.
„Mamo, zanim pójdę do Nieba chce zjeść tysiąc lodów!” – westchnęła kiedyś Gosia.
„Ale dałaś mi do myślenia... Co ja bym chciała zrobić zanim pójdę do Nieba? A może w Niebie będą lody? Myślę, że będzie tam wszystko, czego potrzebujemy”.
„Mamo, a w Niebie którą będę gwiazdą?” – zapytała innym razem.
„Tą najjaśniejszą, Kochanie”.
- Robimy dzieciom dużą krzywdę, uciekając od śmierci – mówi Anna. – Taki jest cykl życia. Gdy jest jesień, spadają liście. Włosy wypadają, by mogły urosnąć nowe. My, ludzie, umieramy – by móc żyć w wieczności.

Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia
Stan zdrowia Gosi pogarszał się. Annie dodawały otuchy dwie myśli: „To minie (bo nawet najtrudniejsze chwile kiedyś przemijają” i „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”. Nadal rodzinne robili listę życzeń: przejażdżka konno, nocowanie u dziadków, obiad z przyjaciółką… Na placu zabaw mama z córką rozmawiały o tym, co u nich… O utracie włosów, o tym, że Gosia nie chce znów być łysa… że chce żyć... O tym, czemu neuroblastoma weszła do jej głowy… Rodzice cierpliwie uczyli Gosię cieszyć się z każdej chwili.„Nie mogę wyjść ze szpitala do domu, ale mogę spotkać się na spacerze w parku z bliskimi. Nie mogę wykąpać się w morzu, ale mogę budować zamki z piasku. Nie mam siły jeździć na rowerze, ale mogę przemierzać lasy w przyczepce rowerowej” -Z radością wspominają, jak w sierpniu 2021 udało się im całą rodziną wyjechać nad morze.
Miesiąc później Gosia odeszła - na rękach mamy i taty. Miała 8 lat.
„Nie płaczcie za mną, tylko cieszcie się życiem, póki macie czas (...). Mam nadzieję, że zostały Wam po mnie jakieś pamiątki (...). Uwielbiam Was, buziaki! Gosia, której już nie ma, ale dalej o Was pamięta” – napisała w swoim testamencie, który Anna znalazła po jej śmierci.
Zwyczajne cuda
- Myślałam, że po odejściu Gosiu, załamię się, serce mi stanie – mówi Anna. – Dzięki Bogu, okazało się, że jest życie po śmierci, że można nadal kochać tego, kto odszedł i mimo tęsknoty – śmiać się i cieszyć życiem. Bo mamy siebie nawzajem.
„Cuda to czasem spektakularne uzdrowienia. Ale cuda to też takie uzdrowienia, które trwają jakiś czas, do których doszło dzięki ciężkiej pracy lekarzy, woli walki pacjenta – napisała Anna na publicznym profilu Gosi na Facebooku. – Moja droga do uzdrowienia zaczęła się 4 lata temu. Podczas tego czasu wydarzyło się wiele CUDownych rzeczy, poznałam wiele CUDownych ludzi, byłam w wielu CUDownych miejscach (czyż to nie piękny krajobraz?!). Cud był też wpisany w wiele trudnych chwil mojego leczenia, np. CUDem przeżyłam sepsę.
Ania i Marcin Kląskałowie znów jeżdżą z dziećmi na wycieczki, chodzą po górach, pływają kajakami, dbają, by spędzać razem czas, pamiętając o Gosi.
- Bóg nie zawsze zsyła cuda, byśmy się zbytnio do nich nie przyzwyczaili. Cieszymy się, że dziś mamy swoją świętą w Niebie. Tęsknimy i staramy się żyć dobrze, by kiedyś móc się z nią spotkać.







![Twórca „Dilberta” Scott Adams umiera na raka: przed śmiercią nawrócił się na chrześcijaństwo [aktualizacja]](https://wp.pl.aleteia.org/wp-content/uploads/sites/9/2026/01/scott-adams-klepsydra.jpg?resize=75,75&q=25)
![Zawierzyłam Bogu i wygrałam z rakiem [wywiad]](https://wp.pl.aleteia.org/wp-content/uploads/sites/9/2025/08/jadwiga-z-rodzina-swiadectwo.jpg?resize=300,150&q=75)

