Przekazując darowiznę, pomagasz Aletei kontynuować jej misję. Dzięki Tobie możemy wspólnie budować przyszłość tego wyjątkowego projektu.
Doroteja Bizant trzy lata temu wstąpiła do zgromadzenia franciszkanek misjonarek Maryi. Obecnie przebywa w zakonie w Polsce. Mówi o sobie, że jest prostą wiejską dziewczyną. Dorastała na farmie, w dużej rodzinie z siedmiorgiem dzieci. Zawsze była w kontakcie z naturą – z tym, co stworzył Bóg. Mówi, że to właśnie poprzez stworzenie Bóg zaczął ją ogarniać i przyciągać do siebie.
W liceum usłyszałaś powołanie do życia zakonnego. Jak przebiegało twoje rozeznanie?
Kiedy byłam w drugiej klasie, uczestniczyłam w wieczornej mszy za mojego dziadka i do tego czasu, podobnie jak większość katolickich dziewcząt, pragnęłam mieć męża, dużą rodzinę, w moim sercu było pragnienie tego, co było mi znajome.
Podczas tej mszy, w momencie podniesienia, kiedy patrzyłam na Niego na ołtarzu, coś zmieniło moje serce i zaczęło tęsknić za czymś innym. Od razu wiedziałam, że to życie zakonne. Na początku bardzo się tego bałam, ponieważ było to dla mnie coś zupełnie nieznanego.
Ale to powołanie było we mnie i trzymałam je w sercu. Potem zapisałam się na studia, wtedy była pandemia i jakoś nie zabrałam się za naukę. Po tym roku studiów jesienią postanowiłam podjąć tę drogę bardziej poważnie. Ktoś mógłby powiedzieć, że były to lata bezczynności, ale przez cały czas miałam w sercu pewne przeczucie, że wszystko jest w porządku.
Kiedy patrzę wstecz, widzę, że Bóg po prostu działał we mnie. Były to lata spędzone w Nazarecie, podobnie jak Jezus, Maria i Józef – niewidoczne, ciche, ale nie utracone.
Jak w ogóle wybrać właściwy zakon spośród całej gamy zakonów żeńskich?
W Słowenii nie ma zbyt wielu zakonów żeńskich, więc wybór nie jest zbyt trudny. Ponieważ dobrze się znam, wiedziałam, że nie chciałabym wstąpić do zakonu zamkniętego, ale do aktywnego zakonu apostolskiego, który obejmuje również aspekt misyjny.
U franciszkanek, misjonarek Maryi, odbyłam krótkie trzydniowe rekolekcje i był to pierwszy zakon, który chciałam poznać. Tam Pan przemówił do mnie bardzo mocno i poczułam, że to jest miejsce dla mnie.

Podczas tej mszy twoje pragnienie uległo zmianie, ale wraz z podjęciem tej decyzji musiałaś poświęcić kilka innych możliwości w swoim życiu. Czy pragnienie posiadania męża i rodziny powróciło kiedykolwiek?
To było bardzo interesujące: przed tym powołaniem często podobały mi się chłopcy i często się zakochiwałam, ale po tej mszy świętej już się w nikim nie zakochałam!
Tęsknota za mężem i rodziną nie powróciła aż do momentu, kiedy wstąpiłam do klasztoru. Nie chodziło o zakochanie, ale pojawiły się uczucia związane z tym, co mogę stracić. Zrozumiałam, że zły duch nie chce, abym została siostrą. Te pokusy nadal się pojawiają.
Jak z nimi walczysz?
Na różne sposoby, ale dla mnie największym i najsilniejszym narzędziem jest adoracja. Te myśli mogą być bardzo silne, a ponieważ jestem człowiekiem, mam w sobie grzeszność i mogę się w nie tak mocno uwikłać, że trudno mi się z nich wyrwać. Nie jestem jeszcze zbyt długo na tej drodze i wiem, że wiele mnie jeszcze czeka. Podczas adoracji udaje mi się przerwać te myśli i powrócić do źródła, do Boga i do samego powołania.
Obecnie jesteś w nowicjacie. Jak wygląda początek drogi zakonnej?
Wstąpiłam do zakonu ponad trzy lata temu. W każdym zakonie jest to nieco inaczej, ale u nas najpierw następuje kandydatura. Dziewczyna, która wstępuje do zakonu, najpierw przez około miesiąc mieszka z siostrami i poznaje ich sposób życia. Jeśli zdecyduje się kontynuować, wstępuje do postulatu. Jest to okres dwóch lat, a po wstąpieniu do postulatu dziewczyna otrzymuje już spódnicę i krzyż Damjana – krzyż św. Franciszka, ale jeszcze nie szarfę.
Po postulacie następuje nowicjat, który zazwyczaj trwa dwa lata i jest czasem formacji, podczas której pracuje się i żyje jak siostra. Najważniejszym zadaniem jest pogłębienie duchowości i charyzmatu swojego zakonu oraz „zagłębienie się” w Panu. Dziewczyna naprawdę wkracza wtedy w życie sióstr, wkracza w duchowość zakonu. Czas ten charakteryzuje się pewnym oddaleniem od wszystkiego innego, nie mamy wtedy przy sobie telefonów ani komputerów, kontakt z rodziną jest ograniczony – wszystko po to, aby w ciszy móc umocnić swoje powołanie. A cisza jest naprawdę potrzebna, aby powołanie mogło się umocnić, ponieważ życie, które każda dziewczyna wybiera wchodząc do zakonu, jest trudne. Nie jest to łatwy wybór.

Jak sobie radzisz z takim stylem życia? Wydaje się, że nie jest to łatwe: często jesteś sama, cisza, choć piękna, może być również męcząca...
Na początek muszę powiedzieć, że jestem w nowicjacie w Polsce, ponieważ Słowenia i Polska znajdują się w tym samym regionie naszego instytutu, a ponieważ jest więcej Polek, bardziej logiczne jest dla wszystkich, że nowicjat i postulat znajdują się tutaj. Dla mnie ta zmiana była bardzo trudna, ponieważ pochodzę z bardzo zżytej rodziny, w której się kochamy i lubimy spędzać razem czas. Przeprowadzka do innego kraju była trudna. Pierwsze miesiące tutaj były wymagające, ponieważ nie znałam języka, niczego nie rozumiałam, czułam się dość samotna.
Pierwsze miesiące były czasem, kiedy poznawałam części siebie, których wcześniej nie miałam okazji poznać, ponieważ nigdy nie byłam tak długo sama. Jednak z każdym dniem czułam się coraz bardziej jak w domu.
Teraz, kiedy jestem w Polsce już prawie trzy lata, wciąż jest wiele dni, kiedy tęsknię za domem. Tęsknię nie tylko za rodziną, ale także za Słowenią. Uważam, że ważne jest, aby za każdym razem, gdy pojawiają się takie uczucia, wracać do sedna sprawy. Szczególnie pomogło mi to na początku: powracałam do momentu, w którym Pan mnie powołał.
Czy mimo wszystko można czasem wrócić do domu?
Po pierwszym roku postulatu w Polsce pojechałam do domu, ale podczas nowicjatu nie wolno wracać przez dwa lata. Po pierwszym roku mogą odwiedzić cię bliscy, wszyscy moi mnie odwiedzili. Do domu wrócę dopiero po zakończeniu nowicjatu. Wtedy rozpocznie się mój okres junioratu, kiedy będę już uczestniczyć w życiu apostolskim, pracować lub studiować – w zależności od tego, co Bóg ma dla mnie w planach. Niekoniecznie muszę wracać do Słowenii, mogę udać się do dowolnego z ośmiu krajów naszego regionu, a nawet wyjechać na misję – jeszcze dalej.
Co możesz powiedzieć o swoim zakonie? Z czego znane są franciszkanki misjonarki Maryi?
Najłatwiej wyjaśnię to, tłumacząc każde słowo naszej nazwy osobno. Słowo „franciszkanki” oznacza, że należymy do trzeciego zakonu św. Franciszka i żyjemy zgodnie z jego zasadami. Po drugie, należymy do Maryi, ale nasza założycielka bardziej niż pobożność maryjną podkreśla jej postawę – życie jak Maryja, wyrażanie przez całe życie swojego “fiat”, niech się stanie.
Jesteśmy misjonarkami, ponieważ jesteśmy obecne na całym świecie, ponieważ chcemy dotrzeć tam, gdzie Chrystus jest mniej znany. Kiedy wstąpiłam do zgromadzenia, miałam wyobrażenie o misjach związane z odległymi misjami w Ameryce Południowej lub Australii, ale teraz coraz bardziej odkrywam, że każdy z nas jest misjonarzem i nie trzeba wyruszać setki kilometrów daleko. Dla naszego zakonu bardzo ważne są również adoracja i Eucharystia.

Ten styl życia wymaga dużej pokory i zaufania. Jak je budować?
Jest to trudne, ponieważ jest to sprzeczne z ludzką naturą i jej grzesznością. Każdy człowiek najchętniej robi to, co mu odpowiada, i sam decyduje, co będzie robił, a czego nie. W posłuszeństwie chodzi właśnie o to, aby słuchać tego, co mówi ktoś inny. Zaufanie rozwija się powoli, a wraz z jego rozwojem coraz łatwiej jest uwierzyć, że to, co mówi przełożona, jest dobre.
Nikt nie wie, jaka jest na pewno wola Boża, ale można wierzyć, że Bóg działa poprzez przełożonych, biskupów i papieża, że jest tak potężny, że może działać poprzez ich grzeszną naturę. Źródłem tego zaufania jest sam Jezus. Jest Bogiem, który stał się człowiekiem, był posłuszny Ojcu i przyszedł na ziemię, do nas.
Jak wygląda Twoje codzienne życie w nowicjacie w Polsce?
Obecnie odbywam czteromiesięczną praktykę w wspólnocie, w której siostry prowadzą popołudniową opiekę nad dziećmi. Rano wspólnie śpiewamy hymny i modlimy się, potem idę na mszę świętą i mam jeszcze czas na modlitwę. Zazwyczaj uczestniczę w adoracji i medytacji z Pismem Świętym, a następnie pomagam w przygotowaniach do popołudnia, kiedy przychodzą dzieci.
Pomagamy im w odrabianiu zadań domowych, po prostu jesteśmy z nimi i organizujemy różne warsztaty: taneczne, muzyczne i inne. Te dzieci pochodzą głównie z rozbitych rodzin i przychodzą, ponieważ nie mają gdzie się podziać, ponieważ rodzice pracują lub są z rodzin niepełnych. Są u nas od trzynastej do siedemnastej, potem mamy wspólną modlitwę i kolację z siostrami.

Jakie są zalety życia we wspólnocie, a jakie wyzwania?
Wyzwaniem jest samotność, ponieważ czasami wydaje mi się, że tutaj każdy może żyć własnym życiem, mimo że fizycznie jesteśmy blisko siebie. Jeśli dwie siostry się nie dogadują, każda z nich może przebywać w swoim pokoju i w ogóle się nie spotykać. Jeśli jedna nie chce rozmawiać, po prostu nie musi. Są różne okresy, ale trudno mi było zaakceptować fakt, że każda jest odpowiedzialna tylko za siebie i nie można nikogo zmusić do rozmowy.
To, co mnie pozytywnie zaskoczyło, to jak niezwykłe jest to, że tak wiele kobiet mieszka razem i wszystko działa. Tutaj naprawdę widzę, jak dobry jest Pan i jak poprzez wszystkie nasze słabości czyni coś pięknego.
Jaka jest według Ciebie rola zakonnicy w dzisiejszych czasach, w tym świecie, w tym społeczeństwie?
Rola zakonnicy jest taka sama jak rola każdego chrześcijanina: reprezentować Chrystusa w tym świecie. Chrześcijanie są Jego obliczem, dzięki czemu ludzie mogą Go spotkać poprzez nas. Jeśli ktoś idzie ulicą i widzi cię, kiedy jesteś otwarty i radosny, może dostrzec w tobie Boga. Może dostrzec, że kochasz Życie. W ten świat, który wydaje się zagubiony, przynosimy Chrystusa.
Artykuł jest tłumaczeniem ze słoweńskiego wydania Aletei.










