separateurCreated with Sketch.

Czy film animowany „KPop Demon Hunters” naprawdę jest dla dzieci?

whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Mathilde de Robien - publikacja 05.12.25
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Film animowany <em>KPop Demon Hunters</em> wciąż nie schodzi z ust dzieci i młodzieży. Od premiery nadal króluje w szkolnych rozmowach i regularnie wraca do Top 10 Netflixa. Co o tym sądzić?

KPop Demon Hunters. Tytuł, który wydaje się skomplikowany – choć młodsze pokolenie przyswoiło go błyskawicznie – bije rekordy popularności od momentu premiery. Dla niewtajemniczonych: „K-pop”, czyli Korean Pop, to nurt muzyczny z Korei Południowej obejmujący różne gatunki, od popu po rap. „Demon hunters” oznacza „łowców demonów”. Jeśli macie dzieci w wieku szkolnym, jest bardzo prawdopodobne, że widziały ten film albo przynajmniej o nim słyszały. Nic dziwnego – to najchętniej oglądany film w historii Netflixa, z dwustu trzydziestoma sześcioma milionami odtworzeń w ciągu pierwszych dwóch miesięcy. Równie dobrze może się okazać, że wasze dzieci śpiewają na cały głos jego przewodni utwór Golden, który zgromadził już ponad siedemset czterdzieści dwa miliony wyświetleń na YouTube.

Film nie jest zalecany dla dzieci poniżej dziesiątego roku życia

Wyprodukowany przez amerykańskie studio Sony Pictures Animation, KPop Demon Hunters to animowany musical inspirowany kulturą koreańską, pełen dynamicznych piosenek K-popowych i czerpiący garściami z estetyki mang. Fabuła opowiada o trzech łowczyniach demonów, które równocześnie są gwiazdami K-popu. Walczą z rywalizującą grupą działającą na usługach złowrogiego Gwi-Ma, pragnącego unicestwić „fanów”, odbierając im dusze.

Platforma streamingowa oznacza film jako „nieodpowiedni dla widzów poniżej dziesięciu lat”, powołując się na „łagodną przemoc”. Rzeczywiście, w filmie pojawia się kilka scen walki, w których występują hordy pełzających, potwornych stworzeń – mogących przestraszyć młodsze dzieci. Do tego dochodzą trywialne odniesienia do zakochiwania się, przedstawione dość topornie: bohaterki z rozdziawionymi ustami gapią się na wyrzeźbione torsy męskich postaci, a w piosence Soda Pop pojawiają się wyjątkowo sugestywne aluzje. Trudno uznać to za wartościowy przekaz dla dziesięcio- czy dwunastolatków.

Wielopoziomowa historia

Trzeba jednak przyznać, że film niesie również pozytywne treści: opowiada o przyjaźni łączącej trzy bohaterki, o wolności wynikającej z akceptacji własnych słabości, o walce ze złem, poszukiwaniu prawdy i krytycznej ocenie tego, co powierzchowne. Wszystkie te wątki mogą być dobrym punktem wyjścia do rozmowy z nastolatkami.

W zależności od wieku widza możliwa jest zresztą różna interpretacja. Pod warstwą fabuły o rywalizacji dwóch grup muzycznych kryje się opowieść o zmaganiu z demoniczną siłą. I to właśnie ta perspektywa najbardziej dzieli rodziców i wychowawców. Jak donosi BBC, niedawno pewna brytyjska szkoła podstawowa – Lilliput Church of England w Poole w hrabstwie Dorset – zakazała dzieciom śpiewania piosenek z filmu, obawiając się, że mogą być one niezgodne z chrześcijańską etyką placówki. Rzeczywiście, w KPop Demon Hunters pojawia się demoniczny Gwi-Ma pragnący podporządkować sobie jak najwięcej dusz, a teksty kilku piosenek są dość puste. Nie wygląda jednak na to, by sam film był „zły” czy propagował coś niebezpiecznego.

Możliwa lektura w duchu chrześcijańskim – choć nieintencjonalna

Właściwie – jeśli odejść od powierzchownej warstwy – można dostrzec w filmie pewien chrześcijański trop. Walka trzech bohaterek może przypominać duchowe zmaganie, do którego każdy jest zaproszony: walkę z pokusą, by ocalić własną duszę i wolność. Z kolei „Honmoon”, tarcza powierzona bohaterkom, chroniąca dusze przed atakami demona, może być odczytana symbolicznie jako obraz Ducha Świętego – Pocieszyciela i Obrońcy.

Różnica polega na tym, że walka tocząca się w filmie nie ma wymiaru duchowego. W chrześcijaństwie wybór między dobrem a złem jest decyzją moralną, która ma prowadzić do świętości. W KPop Demon Hunters pole bitwy znajduje się przede wszystkim na poziomie emocji. Najważniejsze jest „czuć się dobrze”, nawet jeśli oznacza to ukrycie „lęków i słabości”, a największym zagrożeniem jest „czuć się źle”, głównie z powodu wstydu czy poczucia winy. W efekcie to nie obiektywne wartości dobra i zła kierują działaniami bohaterek, ale raczej ich – momentami przesadnie wyeksponowane – uczucia.

Podsumowując: to estetycznie dopracowana, muzycznie atrakcyjna produkcja dla tych, którzy lubią pop, mangowy styl i kulturę kawaii. Nie jest to film „zły”, ale trudno też nazwać go budującym.

Tekst pochodzi z francuskiego wydania Aletei.

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.