Gdy praca staje się pustą bieganiną
Samolot przechylał się nad Barceloną, a ja patrzyłam w mleczną mgłę z coraz cięższym sercem. Słoneczna Hiszpania. Akurat. Bardziej jak Londyn. Jechałam z kolejnym wykładem — dekonstrukcja symboli teologicznych w malarstwie współczesnym. Temat ukochany, a mimo to czułam w sobie wypalenie, jakby moje przemyślenia były skazane na porażkę w świecie, który nie ma już czasu na piękno.
Przez całą drogę wracało do mnie jedno pytanie: po co ja to jeszcze robię?
Ludzie wolą rolki, Tik Toka, śmieszne filtry, migoczące obrazy. Jak coś o sztuce to w 10 sekund, zabawnie. A ja próbuję mówić o ikonografii, o tradycji, o teologicznych sensach, o ukrytych symbolach które wymagają ciszy, skupienia, otwartości. O tym, że nadal istnieją malarze nawiązujący do tego, co kiedyś było kanonem. To bez sensu. Nikogo to nie interesuje już.
Mgła zagania mnie do Museu Nacional d'Art de Catalunya. Wchodzę z przyzwyczajenia, z zamiarem „odfajkowania” kilku sal. Nic mnie nie rusza. Wszystko jest poprawne, znane, przewidywalne.
I wtedy widzę Ją. Niepokalane Poczęcie Zurbarána.
Wiszący skromnie, wśród innych obrazów, cichy, na ich tle wstydliwie niepozorny. A jednak coś mnie zatrzymało.

Maryja Niepokalana
Podchodzę z czystej ciekawości — zawodowy odruch. Maryja w bieli, księżyc pod stopami, dłonie złożone. W głowie automatycznie odhaczam schematy epoki, wskazówki Pacheco o tym, jak należy malować Maryję: młodą, o pięknych rysach, otoczoną wieńcem gwiazd dwunastu.
Chcę już odejść. Ale kątem oka zauważam Bramę Niebieską po lewej stronie.
„Zamknięta brama przez którą przechodzi Zbawiciel … dziewicze macierzyństwo… Ezechiel.” – myślę.
I nagle czuję lekkie zawstydzenie. Dlaczego nie zobaczyłam tego od razu?
Przesuwam wzrok na drugą stronę:
Schody — Drabina Jakubowa. Łącznik nieba i ziemi. Maryja jest tu Pośredniczką i Tą, która niesie pomoc ludziom w dążeniu do Królestwa Niebieskiego.
Poniżej lustro — „zwierciadło bez skazy” z Księgi Mądrości. Wybraństwo bez grzechu poczętej Matki Boga.
Świątynia. Miasto. Palma. Wieża Dawidowa. "Tyś zdrojem wód żywych spływających z Libanu "(PnP 4,15) tyle proroctw, które spełniły się w Jej osobie!
A nad jej głową — dziesięć gwiazd, dziesięć, nie dwanaście!
A jednak nie — dwie kolejne, ukryte w chmurach.
Nagle wszystko zaczyna pulsować znaczeniem. I coś we mnie pęka.
Moment, którego nie potrafię wyjaśnić
Patrzyłam na Maryję, a ona — inaczej niż większość Inmaculadas — nie kierowała wzroku ku niebu. Patrzyła w dół, na ziemię. Na mnie.
W tamtej sekundzie poczułam, jak cała drętwieję. Jakby cały mój wewnętrzny chaos został nagle „złapany” przez to spojrzenie.
Przez lata tłumaczyłam studentom, że symbole są językiem, którym sztuka rozmawia z wiarą. Ale miałam wrażenie, że sama od dawna słyszę już tylko echo swojej wiedzy, a nie głos Boga.
A teraz — przy tym jednym obrazie — poczułam coś, co trudno nazwać inaczej niż łaską.
Jakby wszystkie te dawne symbole — Brama, Drabina, Gwiazdy, Wieża, Morze — zaczęły składać się w jedną wielką opowieść o czystości, wyborze, pięknie i o tym, że Maryja jest tajemnicą, którą próbujemy może czasem zbyć i sprowadzić do roli zwykłej kobiety, której zdarzyło się urodzić Jezusa.
Poczułam wilgoć pod powiekami. I choć było mi głupio płakać w muzeum, nie mogłam się opanować.
Przestań analizować. Popatrz na Nią sercem.
Zwierciadło sprawiedliwości,
Wieżo Dawidowa,
Bramo niebieska,
Gwiazdo zaranna,
Uzdrowienie chorych,
Ucieczko grzesznych,
Pocieszycielko strapionych,
Pocieszycielko strapionych! Módl się za nami.
Jak bardzo nie doceniamy pomocy, jaką mamy w Maryi!
Królowo bez zmazy pierworodnej poczęta!
Następnego dnia mówiłam inaczej.
Nie jak historyk sztuki.
Bardziej jak świadek.
O tym, że stare mistrzostwo nie było kwestią estetyki czy artystycznego widzimisię, lecz modlitwą. I opowiedziałam o skromnym skarbie, który mają tuż pod nosem, ale nie widzą. O tym, że Niepokalane Poczęcie nie jest po prostu malowidłem, a teologicznym poematem zapisanym w symbolach. Studenci - nie wiem, czy którykolwiek był wierzący, słuchali obojętnie.
Królowo bez zmazy pierworodnej poczęta! Módl się za nami.
Pocieszycielko strapionych! Módl się za nami.
Po wykładzie podeszła do mnie dziewczyna.
– Pierwszy raz dotarło do mnie, że to coś więcej, niż tylko obraz. Że to hymn pochwalny wysławiający Maryję. Modlitwa zamknięta w obrazie, którą ja też mogę się modlić, razem z malarzem, ponad wiekami! – powiedziała.
I wtedy zrozumiałam: to właśnie jest sens.
Nie to, by cały świat natychmiast się nawrócił, ale to, by jedna osoba zobaczyła w nim posłanie, które czekało na nią od wieków.
Sztuka zmienia nas, jeśli jej na to pozwolimy
Od tamtego wieczoru w Museu Nacional d'Art de Catalunya noszę w sobie jedno przekonanie:
Mistrzowie przekazują więcej, niż widzą nasze oczy. Ale tylko otwarte serce pozwala, by ich dzieła nas przemieniały.
Maryja z obrazu Zurbarána patrzy w dół, nie dlatego, że boi się nieba, ale dlatego, że chce zejść do naszego świata, Pocieszycielka strapionych!
Do mojego zmęczenia.
Twojego szukania.
Naszych pytań.
I być może właśnie wtedy sztuka sakralna robi to, co robi najlepiej: prowadzi do modlitwy, a przez nią do Boga.









