separateurCreated with Sketch.

95% ciała miał pokryte tatuażami. Po nawróceniu usunął je. Niezwykła historia Leandro de Souza

leandrode-souza-insta
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Redakcja - publikacja 15.12.25
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Przemiana, która wydaje się wręcz niemożliwa, a jednak ma miejsce. Ból, cierpienie, pokuta za zniewagi wyrządzone Bogu.

Jeszcze kilka lat temu Leandro de Souza był znany w Brazylii jako „najbardziej wytatuowany człowiek w kraju”. Jego ciało pokrywały setki wzorów – czarne i kolorowe, często mroczne. Około 95 procent powierzchni skóry – od twarzy po dłonie i stopy – było pokryte tuszem. Każdy rysunek był jak blizna po dawnym życiu: świecie przemocy, używek i buntu.

Dziś Leandro wygląda niemal nie do poznania. Tatuaże powoli znikają z jego skóry. Proces ich usuwania jest bolesny, długotrwały i kosztowny – ale dla niego to cena wolności.

Droga, która zaczęła się od buntu

Pierwszy tatuaż zrobił w wieku trzynastu lat, z pozwoleniem matki. Chciał naśladować idoli rocka, być „kimś wyjątkowym”. Z czasem tatuowanie stało się jego sposobem na życie – został tatuażystą, a ciało zamienił w płótno dla coraz bardziej drastycznych wzorów.

Z biegiem lat przyszedł alkohol, narkotyki, życie bez stałego dachu nad głową. – Zrobiłem to z całkowitego bałwochwalstwa. Ubóstwiałem artystów tego świata i prowadziłem życie seksu, narkotyków i rock’n’rolla, zanim spotkałem Chrystusa – mówił w rozmowie z australijskim portalem News.com.au.

Uzdrawiający ból

Punktem zwrotnym było jego nawrócenie. Przyjął Chrystusa do swojego serca.  Leandro porzucił dawne środowisko, zaczął dbać o relacje z rodziną. Na swoim oficjalnym profilu prezentuje zdjęcie z matką, z którą odbudował po latach więź.

Postanowił też usunąć tatuaże – stały się symbolem jego zniewolenia. Chciał by jego ciało odzwierciedliło przemianę, jaką przeszła jego dusza.

Dziś poddaje się kolejnym zabiegom laserowego usuwania tuszu. Każda kolejna operacja (a przeszedł ich do tej pory 3, jeszcze dwie go czekają) usuwa zaledwie część tatuażu.

 – To boli znacznie bardziej niż tatuowanie. Nieważne, ile dają znieczulenia – ból jest okropny. Ale to część ceny za rzeczy, które zrobiłem w przeszłości – przyznaje w rozmowie cytowanej przez New York Post.

„Byłem jak cyrkowa atrakcja”

Nie czułem się dobrze. To już do mnie nie pasowało. To był świat przesady, który przestał mi służyć. W pewnym momencie poczułem się jak cyrkowa atrakcja – wyznał w rozmowie z brazylijskim portalem G1.  Usuwanie tatuaży stało się dla niego symbolem oczyszczenia. Z każdym zabiegiem, jak mówi, odzyskuje nie tylko skórę, ale i spokój.

Nowe oblicze - cud nawrócenia i ciężka praca nad wewnętrzną przemianą.

Leandro de Souza mieszka w rodzinnym Bagé, w południowej Brazylii. Prowadzi spokojne życie, dzieli się swoim świadectwem w mediach społecznościowych. Wciąż widać ślady dawnych tatuaży, ale jego twarz ma już inny wyraz – pogodny, uważny, dojrzały.

Jego historia poruszyła internautów na całym świecie. Nie tylko dlatego, że widać w niej spektakularną fizyczną przemianę, lecz przede wszystkim dlatego, że pokazuje konsekwencje nawrócenia.

Wiele świadectw osób nawróconych brzmi jak bajka: Prowadziłem złe życie, nawróciłem się do Chrystusa, a on mnie uzdrowił i wszystko zło zniknęło z mojego życia. Historia Lenardo z kolei pokazuję głębszą prawdę. Nawrócenie, łaska otrzymana od Boga to jedno, zmaganie się z konsekwencjami wielu lat życia w grzechu to drugie. U Lenardo widać to naocznie - na jego twarzy, ciele. Dopiero wiele pracy i cierpienia sprawia, że powoli zaczynają znikać skutki złych decyzji.

Nie każdy nosi na sobie swoje błędy tak dosłownie, jak on. Ale każdy może – jak Leandro – podjąć decyzję, by je z siebie zrzucić. Prawdziwe pójście za Chrystusem wymaga jednak wyrzeczeń, lecz nagroda jest wielka.

Źródła: People.com, News.com.au, New York Post, G1.globo.com

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.