separateurCreated with Sketch.

Mężczyzna ma budować to, co świat rozwala. Lekcje ks. Pawlukiewicza

KSIĄDZ PIOTR PAWLUKIEWICZ
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Katarzyna Szkarpetowska - publikacja 15.12.25
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Kobieta potrzebuje czuć, że przy mężczyźnie, z którym jest, nic złego jej się nie stanie. Potrzebuje czuć, że facet, który jest obok, jest tym kimś. Jeśli kobieta nie czuje się przy mężczyźnie pewnie, bezpiecznie, to taki mężczyzna traci w jej oczach. A już najbardziej chyba traci wtedy, kiedy nie potrafi on odciąć się od swojej mamusi! – opowiada w książce „Lekcje z ks. Piotrem Pawlukiewiczem” o. Tytus M. Boguszyński OFM.

Siła mężczyzny

Katarzyna Szkarpetowska: Ojcze, co stanowi o sile mężczyzny? 

Ojciec Tytus M. Boguszyński OFM: Na pewno nie koks w mięśniach. Mężczyzna musi mieć jeszcze to coś lub PRZEDE WSZYSTKIM to coś, czyli być dobrze uformowanym. Obserwuję innych mężczyzn – mojego szwagra, brata, duchowego syna, przyjaciół – i mogę powiedzieć, że chociaż nie są oni ikonami sportu, jest w nich to coś, co sprawia, że człowiek czuje się przy nich dobrze. Znam też samego siebie. Wiem, jakie są moje mocne strony, z czym mam problemy, nad czym chcę pracować. Muszę ciągle toczyć walkę o swoją męskość. Ksiądz Pawlukiewicz mówił: „Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą”. Te słowa są o tym, że nikt nie jest na przegranej pozycji. Każdy ma szansę i to jest ta niewidzialna siła. Moc Boża. Bogu nie chodzi tylko o zgięte kolana, leżenie krzyżem. Jemu chodzi o obecność. 

Siłą mężczyzny jest obecność? 

Tak. Siłą mężczyzny jest obecność – w życiu żony, dzieci, przyjaciół, bliskich. Jestem niezmiernie wdzięczny za słowa mojego kolegi Marcina, instruktora ze Skautów Europy, który był opiekunem na stopień instruktorski. Pamiętam, jak powiedział wtedy bardzo ważne zdanie: „Musisz mieć stałego spowiednika i kierownika duchowego”. Ksiądz Piotr często powtarzał za psalmistą: „Bóg stał się moją siłą” (zob. Iz 49,5). Dlatego o sile mężczyzny stanowi relacja z Jezusem. 

W delikatności też siła? 

Oczywiście! My jako mężczyźni nie lubimy mówić o delikatności, bo to takie niemęskie. Ale przecież delikatnością jest na przykład przytulenie, tzw. misiaczek, poklepanie po ramieniu. Współczesny człowiek bardzo tego potrzebuje. Cywilizacja, między innymi cyfrowa, sprawiła, że uciekamy od relacji. Boimy się podać rękę, spojrzeć drugiemu człowiekowi w oczy, przytulić go. Ostatnio miałem taką sytuację po jednej ze spowiedzi świętych. Dorosły mężczyzna (mógłby być moim synem biologicznym), kiedy podałem mu rękę na pożegnanie, można powiedzieć „siłą” przyciągnął mnie do siebie i zrobiliśmy misiaczka, przytuliliśmy się do siebie. Ktoś powiedziałby: Faceci się do siebie tulą. Do czego to doszło? Doszliśmy do takiego etapu w naszym życiu, że coś, co jest normalne, istotne dla naszej psychiki, siłą wyrzucamy, bo nie wypada. A ta delikatność, przytulenie, powodują, że człowiek staje się silny. Chyba była o tym mowa w Kubusiu Puchatku, który chciał być bardzo przytulonym. Po co? Aby być silnym, pewnym swojego działania. 

Ochroniarz kobiety

Co to znaczy, że mężczyzna ma być ochroniarzem kobiety? 

Kobieta potrzebuje czuć, że przy mężczyźnie, z którym jest, nic złego jej się nie stanie. Potrzebuje czuć, że facet, który jest obok, jest tym kimś. Jeśli kobieta nie czuje się przy mężczyźnie pewnie, bezpiecznie, to taki mężczyzna traci w jej oczach. A już najbardziej chyba traci wtedy, kiedy nie potrafi on odciąć się od swojej mamusi! 

Co powoduje, że mężczyzna zamiast ochraniać swoją kobietę, woli schować się za jej plecami? Jak pomóc mężczyźnie, który chowa się za plecami kobiety? 

Jak pomóc? Kopniakiem. Trzeba kopnąć go w tyłek. Na pewnym etapie życia jest już bardzo trudno, aby mężczyzna został uformowany w sposób, o którym mówimy. Wynika to z pewnych przyzwyczajeń, stylu życia prowadzonego do tej pory. Niekiedy odpowiedzialność ponoszą za to rodzice – nie tylko w odniesieniu do mężczyzn, ale także kobiet. Gdy rodzice kurczowo trzymają swoje dzieci przy sobie, bo to ich synuś, córcia, to zawsze jest cienka granica. Potrzeba wielkiej mądrości, autorytetów. A przecież mówi nam Słowo Boże: „opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną” (Mt 19,5). Ewangelia domaga się konkretu. 

Jako kobieta, oczywiście to jest mój punkt widzenia, powiem tak: mężczyźnie, który chowa się za plecami kobiety, raczej nie ma się ochoty pomagać. 

Dokładnie, bo następuje zmęczenie, zniechęcenie, bo widzimy, że to nie ma sensu. Męczymy się sobą. Dlatego tak ważne jest, aby w okresie „chodzenia ze sobą”, czy nawet narzeczeństwa, dobrze się poznać. To poznanie to pozwolenie, odkrycie się przed sobą wzajemnie. Brak udawania. Nie chodzi mi o to, aby od razu wylądować w łóżku, bo to sprawy nie rozwiązuje, o czym później. Trzeba pozwolić się „przeczytać” wzajemnie. Po to, by siebie nie ranić, nie kaleczyć, ale wznosić. Jeśli nie ma tego na etapie początkowym naszego wspólnego życia, to potem, gdy Kościół, Jezus „już to klepnie”, przechodzimy niekiedy drogę krzyżową. Ale to zawsze jest nasz wybór. 

Gdy napotkamy trudności w powołaniu małżeńskim, ludzie niejednokrotnie powiedzą: „Wybrałeś ją/jego w sakramencie? Zostaw. Po co się męczyć?”. A życie małżeńskie, podobnie jak życie w bezżeństwie, w konsekracji, jest ofiarą-darem. Nie tylko ktoś/coś jest dla mnie, ale także ja jestem dla kogoś i po coś. Jeśli tego nie zrozumiemy, będzie dochodziło do nieporozumień. 

Podcinanie skrzydeł mężczyznom

W jaki sposób kobieta podcina mężczyźnie skrzydła? 

Słowem, gestem. I odwrotnie, mężczyzna też podcina skrzydła kobiecie słowem, gestem. Jest to złożona odpowiedź, ale to też jest cienka granica, kiedy ludzie wzajemnie o siebie nie walczą, odpuszczają. A walczyć o kogoś, to pozwolić mu na pewną samodzielność, kreatywność. Kobieta podcina mężczyźnie skrzydła, gdy na przykład nie pozwala mu spotkać się z kumplami na przysłowiowym piwie bezalkoholowym, a mężczyzna, gdy zabrania żonie pójść z koleżankami na pogaduchy. Będąc w związku małżeńskim, w relacji chłopak-dziewczyna, narzeczony-narzeczona nie stajemy się czyjąś własnością. Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. To samo odnosi się do mojego stylu życia. Kiedy niedojrzale podchodzę do swojego stanu, igram z losem. Wtedy zaczyna się równia pochyła. Ważne jest, aby umieć ze sobą rozmawiać, poznawać się, zaskakiwać – tak pozytywnie. Nie na zasadzie: muszę coś zrobić, ale na zasadzie: chcę dobra mojej żony, mojego męża, mojego zakonu, mojej dziewczyny, mojego chłopaka. Obiektywnego dobra. 

Czego mężczyźni oczekują od kobiet

Towarzyszy Ojciec duchowo narzeczonym, małżeństwom. Czego mężczyźni oczekują od kobiet? 

Że nie będą ich, mężczyzn, wyręczać w tym, co należy do nich. Facet to wojownik. Pamiętasz z książki Bóg nie umie dawać mało, co mówił mi mój przyjaciel, Stasiek? 

„Walcz, dzielny wojowniku”. 

Dokładnie! Święty Franciszek chciał być rycerzem, wojownikiem. Ja nawet myślałem kiedyś o wojsku. Chciałem też być maszynistą, bo to przecież dowożenie ludzi do celu; dźwigowym, bo dźwigowy podnosi ciężary i buduje. Mężczyzna ma budować to, co świat rozwala. Mężczyzna ma wspierać w trudnościach. Gdyby to wszystko było tak poukładane, jak powinno być, nie mielibyśmy tego całego bajzlu w świecie. Szatan chce nas zmieszać, byśmy byli niewyraźni jako faceci, zaburzeni emocjonalnie, fizycznie. A Bóg chce nas wyprostować. 

Okładka książki „Lekcje z ks. Piotrem Pawlukiewiczem”

*Fragment książki „Lekcje z księdzem Piotrem Pawlukiewiczem”. Wydawnictwo Esprit 2025. 

Śródtytuły pochodzą od redakcji Aletei.

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.