separateurCreated with Sketch.

Jimmy, młody żołnierz dotknięty nowotworem: „Nadzieja jest buntem przeciwko porzuceniu”

jimmy-dunnal

Jimmy Dunnal.

whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Cécile Séveirac - publikacja 16.12.25
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
W wieku 25 lat podporucznik Jimmy Dunnal widzi, jak jego życie wywraca się do góry nogami, gdy zaawansowany rak płuca przerywa obiecującą karierę wojskową. Autor książki „Czekać i mieć nadzieję” opowiada o swojej walce z chorobą, ale także z przygnębieniem i rozpaczą.

Jimmy przebiegł zaledwie kilka kroków, gdy nagle zabrakło mu tchu. Doznanie było brutalne, niespodziewane. Młody podporucznik przywykł do wysiłku fizycznego – sport stanowił dla niego prawdziwą dyscyplinę życia, tak charakterystyczną dla żołnierza. Tego kwietniowego poranka 2024 roku wyrusza w teren wraz z około trzydziestoma żołnierzami, którymi dowodzi. Za miesiąc ma wyruszyć na misję. A jednak coś jest nie tak. „Znam siebie i czuję, że coś jest nie w porządku. Ponieważ nie mogę pozwolić sobie na okazanie słabości wobec moich ludzi, pozostaję w stu procentach skoncentrowany psychicznie” – wspomina Jimmy. Po powrocie z ćwiczeń objawy nie ustępują: bezsenne noce, mokry kaszel, nieustanne wyczerpanie.

Rak. Diagnoza spada jak grom z jasnego nieba po serii badań. Lekarze początkowo podejrzewają ostre zapalenie płuc, jednak okazuje się, że to guz zajmujący kilka centymetrów prawego płuca Jimmy’ego. Czwarty stopień zaawansowania. Jimmy przyjmuje cios. Więc to tak wygląda życie? Dwudziestopięcioletni młody człowiek, w pełni sił, z pasją służący swojemu krajowi, może zostać zabrany przez paskudnego raka? „Człowiek czuje gniew, oburzenie. Prowadziłem nienaganny tryb życia, nigdy nie paliłem, byłem aktywny fizycznie, a choroba uderzyła we mnie brutalnie. Nikt nie jest odporny” – zauważa Jimmy.

Ten, który – jak jego rówieśnicy – marzył o wyjeździe na misję zagraniczną (OPEX), nie może już tego zrobić. Jimmy wstąpił do elitarnej École spéciale militaire de Saint-Cyr w 2018 roku, po latach ciężkiej pracy, by spełnić swoje marzenie. Służba ojczyźnie w mundurze zawsze była jego powołaniem: jako syn żandarma pierwsze lata życia spędził w Satory, w koszarach elitarnej jednostki GIGN (Grupy Interwencyjnej Żandarmerii Narodowej). Islamskie zamachy terrorystyczne z marca 2012 roku, a potem z 2015 roku, ostatecznie utwierdziły go w przekonaniu, że właśnie tam jest jego miejsce. Zainspirowany przykładem i odwagą Arnauda Beltrame’a, sam marzył o służbie w żandarmerii, jednak jego pozycja w rankingu nie pozwoliła mu zrealizować tego celu. Trafił więc do wojsk łączności – i tam odnalazł swoje miejsce. „Życie w pułku i zawód dowódcy sekcji są stymulujące, dość szybko się do nich przyzwyczaiłem” – wyjaśnia Jimmy.

Jimmy Dunnal.

„Nadzieja jest buntem przeciwko porzuceniu”

Śmierć staje się bliższa, bardziej realna niż kiedykolwiek. „Sąsiadka z sali szpitalnej” – pisze Jimmy. „Staramy się nie myśleć o jutrze. Byłem świadomy możliwości śmierci. Każdy dzień przeżywałem tak, jakby miał być ostatni. Zaczyna się inaczej patrzeć na życie, szuka się prostoty w drobnych gestach, w uśmiechach. Wszystko zostaje przewartościowane” – zwierza się Jimmy. A potem pewnego dnia pojawia się światło na końcu tunelu: po wykonaniu badań okazuje się, że Jimmy kwalifikuje się do nieoczekiwanego leczenia. Choruje na raka płuca ALK-dodatniego, który stanowi zaledwie 3–5% nowotworów oskrzeli. Może otrzymać cząsteczkę opracowaną specjalnie dla tego typu przypadków, która – mimo licznych skutków ubocznych – radykalnie spowalnia postęp choroby. Szansa była znikoma. „W jednej chwili przechodzę od lęku skazańca do nadziei ocalałego”. Po trzech dniach leczenie działa na tyle skutecznie, że Jimmy może opuścić szpital.

Wyobrazić sobie Syzyfa szczęśliwego

Jimmy wrócił do swojego pułku. Dziś jest kapitanem, jednak przez co najmniej pięć lat nie będzie mógł wyjechać na misję ani wstąpić do żandarmerii. Leczenie uniemożliwia mu powrót do sportu i strzelania – zajęć kluczowych dla wojskowego życia, które wybrał i kochał. Gorycz jest ogromna, gdy lekarz wojskowy orzeka jego niezdolność do służby, mimo odmiennej opinii pulmonologa. „Trzeba wyobrazić sobie Syzyfa szczęśliwego” – pisze Jimmy w swojej książce. „Syzyf nie jest godny podziwu dlatego, że udaje mu się wtoczyć głaz na szczyt, lecz dlatego, że odmawia poddania się”.

Liczyć na swoich

„To są wielkie wyrzeczenia, to pewne. Ale żyję. Cieszę się prostymi rzeczami. Gdy nigdy nie doświadczyło się cierpienia i nie stanęło twarzą w twarz ze śmiercią, nie uświadamia się sobie, jak wiele sztucznych spraw zatruwa nasze istnienie i co naprawdę jest ważne. Choroba nauczyła mnie smakować teraźniejszość” – uważa Jimmy.

W tej braterskiej wspólnocie broni i pośród rodziny młody mężczyzna czerpie niewzruszone wsparcie, które pomaga mu przesuwać własne granice. Hospitalizowany obecnie na oddziale onkologii w Clermont-Ferrand, Jimmy przyjmuje wizyty kolegów z pułku oraz przełożonych. Gesty te – jak pisze w książce „Attendre et espérer” – nie są jedynie oznaką wsparcia, lecz „ucieleśnieniem głębokiego braterstwa (…) doświadczonego na misjach i przedłużonego w chwili kruchości”. Jego żona Roxane nie odstępuje go ani na krok. Ona, zwykle tak emocjonalna i ekspresyjna, robi wszystko, by zachować spokój i przekazać Jimmy’emu odrobinę pokoju. „Wiedziałem, że była bardziej przygnębiona ode mnie, widziałem jej strach, jej cierpienie. A jednak obdarzyła mnie całą czułością i delikatnością, których tak bardzo potrzebowałem w tym czasie” – wyznaje Jimmy.

Zdecydowany walczyć z chorobą, Jimmy trzyma się mocno. „Chcę nadal walczyć, bo nie jestem sam. Dopóki mogę opierać się na miłości moich bliskich, dopóki czuję w sobie ten płomień, wówczas finał – jaki by nie był – będzie niósł sens” – pisze. Guz jest dziś niemal niewidoczny. Walka jednak się nie skończyła – Jimmy dobrze o tym wie. Tym bardziej jednak młody mężczyzna odmawia rezygnacji i poddania się smutkowi. Na jego ustach pojawia się jedno słowo: nadzieja. Ani złudzenie, ani naiwny optymizm – pisze Jimmy – nadzieja „jest buntem przeciwko porzuceniu”, „najczystszym aktem oporu”. „Jeśli moje życie (…) może być przeżyte intensywnie, w prawdzie, odwadze i miłości, wówczas nie okaże się daremne”.

Artykuł pochodzi z francuskiej edycji Aletei.

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.