Kasia i Przemek Kucharczakowie pobrali się w 2000 r. Szczęśliwi, że są razem, przez kolejne cztery lata w każdej wolnej chwili budowali wymarzony dom, 50 km od Katowic. Oczami wyobraźni widzieli już, jak dobrze im będzie w tym miejscu wraz z gromadką dzieci...
Jednak one się nie pojawiały. Czekali, najpierw ze spokojem, potem z obawą, tęsknotą i rosnącym bólem. Pomoc lekarzy na niewiele się przydała. Prosili, pukali natarczywie, walczyli na modlitwie, a Pan Bóg, który odpowiadał przez słowa Pisma Świętego i znaki w wielu innych życiowych kwestiach, w tej jednej sprawie milczał.
Bóg mówi
Minęło 8 lat od ślubu. Pewnego wieczoru Kasia, klęcząc pod krzyżem w sypialni, uświadomiła sobie, że to Pan Bóg wie najlepiej, co jest dla nich dobre. To był przełomowy moment.
„Zgodziłam się, że być może lepiej dla nas będzie, byśmy zostali sami’ – mówi Katarzyna. – „Wraz z tą zgodą poczułam w sercu pokój”.
Podobnie Przemek: uznał, że Pan Bóg wie, co robi i być może tak właśnie ma być.
I wtedy Pan Bóg rozpoczął swoje prowadzenie. Podczas jednej z modlitw Przemek zaczął otwierać Pismo św. na słowach obietnicy z Księgi Izajasza: „Śpiewaj z radości, niepłodna, któraś nie rodziła (…) Rozszerz przestrzeń twego namiotu, rozciągnij płótna twego mieszkania” (Iz 54,1 i dalej).
Gdyby dotyczyło to tylko Biblii papierowej, pomyślałbym, że ciągle otwiera się w tym samym miejscu z powodu załamania grzbietu” – mówi Przemek. – Tylko że ten fragment raz otworzył się w Biblii papierowej, a dwa razy w Biblii internetowej – kiedy z zamkniętymi oczyma na chybił-trafił klikałem myszą najpierw pomiędzy księgami Pisma Świętego, a później pomiędzy rozdziałami Księgi Izajasza.
Dla kogo ten remont?
Przemek nie chciał się czepiać fałszywych nadziei. Kasia także bała się rozczarowania. I wtedy, w czasie modlitwy, trafiła w Piśmie Świętym dokładnie na ten sam fragment.
Doszliśmy do wniosku, że chociaż nie jesteśmy do końca pewni, co Pan Bóg ma na myśli, to polecenie: „Rozszerz przestrzeń swojego namiotu” jest dość jednoznaczne – mówią. – Zdecydowaliśmy się więc zaufać i zaczęliśmy wykańczać poddasze, które do tej pory pozostawało w stanie surowym.
Myśleli, że może Bóg zapowiada im, że komuś jeszcze się przyda – jeśli nie dzieciom, to innym ludziom, którzy tu zamieszkają po nich.
„Wiela mosz dzieci?” – pytali po śląsku budowlańcy, którzy wykonywali stropy na poddaszu. „Ni mom” – odpowiedział Przemek, a oni popatrzyli po sobie ze zdziwieniem. Po co dwojgu ludziom dom o 150 metrach kwadratowych powierzchni, skoro nie mają z kim go dzielić? Gdy skończyli remont, powiedzieli: „Już możecie lokatorów prosić”. Te słowa stały się jak nieświadome proroctwo…
Nikt nie ma prawa do dziecka
Przygotowania poddasza na nowych lokatorów zbiegły się z ważnym wyzwaniem. Przemek, dziennikarz, napisał felieton o in vitro pt. „Dzieci po trupach”, w którym podkreślał, że tęsknota za potomstwem nie usprawiedliwia niemoralności metody. Pisał, że nikt nie ma „prawa do dziecka” – on z żoną też nie.
Tylko błagam, proszę już nie zarzucać ludziom krytykującym in vitro, że nic nie rozumieją, bo sami nie zostali dotknięci dramatem bezdzietności. Ja bezskutecznie czekam na dziecko od ośmiu lat, a też jestem przeciw in vitro. Nie mam żadnego prawa do dziecka. Niech zwolennicy in vitro w końcu zmierzą się z argumentami o niemoralności tej metody, zamiast bez sensu grać na emocjach – pisał.
Dziś Kucharczakowie mają wrażenie, że Pan Bóg czekał jeszcze na to świadectwo, by podarować im potomstwo. Jak wynika z ich późniejszych obliczeń, poczęli Dorotkę zaraz po napisaniu tekstu, zanim jeszcze ukazał się w druku. Jakby Panu Bogu z jakichś przyczyn zależało, by powstał.
Modlitewny huragan
Stało się jeszcze coś wyjątkowego. Artykuł wywołał modlitewny huragan. Wiele osób, które go przeczytało, także nieznajomych, zaczęło się za nich modlić. A o kilku wiedzą, że otrzymały konkretne potwierdzenia, że Pan Bóg spełnił ich prośby. Np. pewien nieznajomy mężczyzna, który gorąco modlił się o dziecko dla nich, po narodzinach ich pierwszej córki napisał do nich maila. Zapytał w nim, jak dali dziecku na imię. Kiedy dostał odpowiedź, że Dorota Elżbieta, podobno zaniemówił z wrażenia, bo te same imiona nosi jego żona. Czując głębokie poruszenie – które nie było tylko wzruszeniem – odczytał to jako znak, że Bóg wysłuchał jego modlitw.
Jesteśmy bardzo wdzięczni wszystkim, którzy się za nas modlili – mówią państwo Kucharczakowie. – A to, że zaczęli się modlić, kiedy Dorotka już została poczęta, to przypomnienie, że Pan Bóg jest poza czasem. Jesteśmy przekonany, że On tych wszystkich modlitw uważnie słuchał.
Świadczy o tym też fakt, że „worek z dziećmi” rozwiązał się na dobre. Po Dorocie Elżbiecie (ur. 2009) przyszli na świat jeszcze: Wojciech Franciszek (ur. 2011) i Maria Faustyna (ur. 2014).
Święci wysłuchują modlitw
Radości Kasi i Przemka nie było końca. Wkrótce uświadomili sobie, że ich rodzicielstwo wymadlali także święci. Matka Boża, za której wstawiennictwem przyjaciele zamówili Mszę św. w sanktuarium Guadalupe, św. Faustyna Kowalska, do której państwo Kucharczakowie mają szczególne nabożeństwo. I… Służebnica Boża, s. Dulcissima (1910-1936) z Raciborza-Brzezia, która znana była ze swojej dobroci już za życia wypraszała ludziom wyjątkowe łaski, a którą także prosili kilka lat wcześniej, by wymodliła im dzieci.
„Zobacz, Wojtek urodził się w tym samym dniu, co s. Dulcissima: 7 lutego” – w 2012 r., podczas pielgrzymki do jej grobu, Kasia chwyciła męża za ramię, wpatrując się w datę urodzin siostry. To był dla nich wyraźny znak, że wśród znajomych i nieznajomych, którzy wyprosili im dzieci, s. Dulcissima zajęła ważne miejsce.

Szczęście na poddaszu
Dziś Dorotka ma 16 lat, Wojtek – 14 lat, a Marysia – 11. Wszyscy lubią wspólnie z rodzicami grać w kosza i siatkówkę. Radości nie ma końca, gdy jadą na wspólne wycieczki rowerowe, biegają po lesie czy wędrują po górach. Wojtek jest ministrantem i wraz z Dorotką i Marysią – skautami Europy.
Dziś już wiem, że relację z Panem Bogiem i pamięć o tych wspaniałych dziełach, których dokonał w naszym żuciu, potrzebuję wciąż pielęgnować – mówi Katarzyna Kucharczak. – Gdy nie wspominam o nich kilka miesięcy, gaśnie we mnie zaufanie Panu. Gdy je sobie przypominam, opowiadam o nich, moje zaufanie Bogu wciąż wzrasta.








![{"rendered":"[GALERIA] Osiem lat walki o dziecko: co wydarzy\u0142o si\u0119, gdy oddali wszystko Bogu"}](https://wp.pl.aleteia.org/wp-content/uploads/sites/9/2025/12/005_kasia_i_dorotka.jpg?w=620&h=310&crop=1?resize=620,310&q=75)
![Twoje dziecko odchodzi od wiary? Poproś o pomoc św. Monikę [modlitwa]](https://wp.pl.aleteia.org/wp-content/uploads/sites/9/2017/01/web3-saint-monica-augustin-mother-child.jpg?resize=300,150&q=75)

