separateurCreated with Sketch.

„Jestem Bożym ołówkiem” — mówi Anna Janowiak-Markiewicz.

whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Dorota Niedźwiecka - publikacja 18.12.25
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Sama w niezwykły sposób doświadczyła Jego interwencji, gdy dwukrotnie ocalił dzieci w jej łonie. Wie również, co to znaczy, gdy upragnione cuda nie przychodzą, a serce uczy się zawierzenia mimo bólu.

„Gdybym się nie modliła to byłoby tylko brudzenie farbą płótna” mówi artystka. Malując kolejne obrazy Bożego Miłosierdzia, odkrywa, jak bardzo działa przez nią Bóg.

Anna Janowiak-Markiewicz od dziecka lubiła malować. Jej prace zdobiły korytarze w szkole podstawowej i średniej, zapowiadając, że sztuka może stać się jej sposobem na życie. Miała 14 lat, gdy zachwyciła się „Dzienniczkiem” s. Faustyny, który podsunęła jej babcia. Zafascynowało ją to, że Bóg kocha każdego z nas tak mocno, że jest mu gotów wybaczyć wszystkie grzechy. Wystarczy tylko poprosić o to w spowiedzi świętej… „Dzienniczek” stał się dla niej drogowskazem na życie, a już jako 16-latka namalowała pierwszy obraz Jezusa Miłosiernego. Był większy od niej i trafił do kościoła w Rybniku.

- Pan Bóg okazał szczególne miłosierdzie wobec mnie jako młodziutkiej malarki, bo obraz nie był piękny – uśmiecha się Anna. Potem powstały kolejne obrazy “Jezu ufam Tobie” dla odbiorców w Polsce i za granicą.

Ukochanym obrazem Anny Markiewicz jest wizerunek Pana Jezusa Miłosiernego. Maluje go odkąd miała 16 lat.

Cudem ocalone

Ania, zafascynowana Bożą miłością, dzieliła się Jej doświadczeniem ze znajomymi w szkole, na studiach malarstwa na Uniwersytecie Adama Mickiewicza i w pracy. Wspólna pasja malarstwa połączyła ją z Grzegorzem, za którego wyszła  w 2003 r. tuż po ukończeniu studiów. Wtedy jeszcze bardziej zaczęło dojrzewać w niej powołanie, by talentem, modlitwą i zrozumieniem towarzyszyć ludziom w ich potrzebach.

Wielkim wyzwaniem było oczekiwanie na narodzenie obu córek. Pierwsza ciąża była zagrożona. Odetchnęli więc z ulgą, gdy na świat przyszła 1700-gramowa Ula, która jako wcześniak wymagała szczególnej opieki.

Podczas drugiej ciąży potrzeba było jeszcze więcej uważności i opieki. Od 19. tygodnia Ania musiała leżeć, ponieważ skurcze wypychające pojawiały się kilkanaście razy dziennie. Wydawało się nieuniknione, że straci dziecko.

Grzegorz zrezygnował z pracy, by się nią opiekować. Z czułością karmił, pomagał się ubrać, nosił na rękach do samochodu – gdy jechali na badania,. Ogromnym wsparciem byli teściowie, którzy mieszkali w pobliżu i obie siostry Anny i Grzegorza.  

Podczas pobytów w szpitalu na patologii ciąży, Anna uczyła się wytrwania w bardzo trudnej dla niej Bożej woli. I dzieliła się nadzieją z innymi zatroskanymi mamami.

Anna Jankowiak Markiewicz z mężem Grzegorzem i córkami: Ulą i Julianną.

Pasek św. Dominika

Nabrałam otuchy i z całych sił zawierzyła Bogu, gdy przyjęła sakramentalium, nazywane paskiem św. Dominika – mówi. – Przysyłają je, w formie tasiemki do obwiązania się, siostry dominikanki z Krakowa i równocześnie modlą się codziennie za kobiety, które je przyjęły i za ich nienarodzone dzieci.

Bóg zadziałał: Anna donosiła ciążę do 38 tygodnia. Doświadczony ordynator nie mógł uwierzyć, że tak dobrze zakończył się poród trwający blisko 5 miesięcy! Julka ważyła 2kg i 120 g!

Obie dziewczynki, wychowując się w pięknej podkaliskiej Pile, wyrosły na piękne młode kobiety z pasją malarską i muzyczną.

Anna Markiewicz w 2024 roku namalowała trzy obrazy dla Grody Bożego Narodzenia w Betlejem. Malowane w zaciszu skromnego poddasza, rozświetlone radością Bożego Narodzenia, przyniosą radość w miejscu, gdzie narodził się Bóg.

Opowieść o Bożej Miłości

Anna pracowała w różnych miejscach, spotykając ciągle nowych ludzi. Odkryła, że dzięki temu wciąż na nowo może mówić ludziom o Panu Bogu: o cudownym przeistoczeniu chleba i wina w Ciało i Krew Pańską.

- Za każdym razem, gdy kapłan podnosi Hostię i mówi „To jest Ciało Moje”, chleb zamienia się w kawałek Serca. To wydarza się istotowo. Dzięki konsekracji na ołtarzu staje przed nami żywy Chrystus.

Słuchały o tym dzieci  w kolejnych szkołach, gdzie uczyła. Koledzy w pracy ze zdziwieniem pytali: Dlaczego do tej pory nikt nam tak jasno tego nie wytłumaczył?

Obraz Ostatniej Wieczerzy

Malarka Bożego Miłosierdzia

Przez cały ten czas także malowała – głównie ikony i wizerunki „Jezu ufam Tobie”, które znalazły się m.in. w USA,  Keni, Kamerunie, Republice Centralnej Afryki, RPA i wielu innych krajach.

- W sumie namalowałam ich setki– uśmiecha się. – Stałam się malarką Bożego Miłosierdzia.

W 2024 r. założyła własną pracownię artystyczną „Uśmiech na poddaszu” i jeszcze bardziej stała się powiernicą ludzi.

- Prosząc mnie o napisanie ikony, klienci często polecają mojej modlitwie różne sprawy – mówi. – A ja powierzam ich w Komunii św., a pracując, śpiewam w ich intencji Koronkę do Bożego Miłosierdzia lub odmawiam różaniec.

Często słyszy, że ból, który mocno dokuczał, ustał lub że wdzięczna mama dziękuje za modlitwę za jej syna, który był na granicy samobójstwa, a nagle odzyskał spokój ducha... Zdarzało się, że po modlitwie przy malowaniu obrazu Serca Jezusowego udało się uratować małżeństwo, które było w kryzysie. Najpierw odeszli wszyscy fałszywi przyjaciele i wydawało się, że jest jeszcze gorzej. Potem małżonkowie zbudowali dużo głębszą więź, a na świecie pojawiło się dzieciątko.

- Ludzie otwierają przede mną serca, powierzają mi swoje troski, a ja oddaję je Panu – mówi Anna Janowiak-Markiewicz. – Stwórca uczynił ze mnie małego towarzysza ich niedoli, a ja staram się czynić to tak, by pokochali Bożą wolę.

Cudowna ikona Matki Bożej Radości Wszystkich Strapionych pielgrzymuje podczas rekolekcji po Polsce. Matka Boża na tej ikonie z miłością spogląda na potrzebujących: matkę, która na kolanach oddaje chore Dzieciątko Maryi, mężczyznę z amputowaną nogą, głodni i nadzy, potrzebujący pomocy, staruszek, który martwi się o los swojego pieska, wiedząc, że niedługo odejdzie. Wszystkich otula swoją Macierzyńską Miłością.

Zgodzić się na Bożą wolę

Nie zawsze jest to łatwe. Bo nie zawsze dzieje się tak, jak tego oczekujemy. Malując, Anna towarzyszyła także zbolałym mamom, których dzieci cierpiały na nowotwór. Czekały na cud. Niestety, Józio i Feliks odeszli.

- To było dla mnie trudne doświadczenie – mówi. - Dopiero kapłan o ogromnej wierze, ks. Marcin, potrafił mi to wytłumaczyć. „Modlisz się tak, jak rodzice o to proszą – mówił – ale nie wiesz, co jest najlepszym w Bożej perspektywie rozwiązaniem. Dla całości Bożego planu śmierć jest naturalną częścią życia, każdy z nas do niej zmierza. To tylko my nauczyliśmy się traktować ją jako porażkę....”.

- W takich wypadkach potrzeba dużo pokory, by przyjąć, że Bóg ma lepszy plan niż nasz – mówi Anna. –  Zwłaszcza, że towarzyszy mu cierpienie... To także uczy mnie, że spełnione przez Boga prośby nie są moją zasługą.

Mąż Grzegorz na prośbę Wojowników Maryi zaopiekowali się zdewastowaną po profanacji figurą pasyjnego Pana Jezusa. Spośród niemal 100 odłamków z pokruszonej figury zbudował na nowo ciało Zbawiciela, Anna zajęła się warstwą wierzchnią renowacji. Krzyż znalazł swoje miejsce w Dębowcu u Matki Bożej Salentyńskiej, gromadząc podczas poświęcenia setki wzruszonych serc.

Boży ołówek

Anna marzy, by przywrócić w Kościele katolickim piękno liturgii i obrazu. By, tak jak  to było w gotyku czy baroku, najpiękniejsze dzieła powstawały dla Pana Boga i uczyły ludzi o Jego miłości,

Kilka lat temu  przeczytała, że Leonardo da Vinci szkicował rysunki rylcem bez koloru, który z upływem czasu utleniał się do znanych nam dziś subtelnych brązów.

- Ja też czuję się takim ołówkiem bez koloru – mówi. – Dlatego malując zawsze szczerze się modlę, by Bóg  z mojej pracy, na razie niewidocznej, wydobył to, co dla Niego najważniejsze. Także w życiu osób, dla których maluję.

- Nie umiałabym tworzyć bez modlitwy - dodaje. – Gdybym się nie modliła, moje malowanie to byłoby tylko brudzeniem farbą płótna.

Zobacz galerię ilustrującą prace i życie artystki:

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.