separateurCreated with Sketch.

Jego figura miała ocaleć cudownie z pożaru. Jedyne w Polsce sanktuarium św. Mikołaja

Rosyjska ikona świętego Mikołaja
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Jolanta Sosnowska - publikacja 23.12.25
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Wiesz, gdzie w Polsce znajduje się jedyne sanktuarium ku czci św. Mikołaja? Oto Pierściec.

Jedyne sanktuarium św. Mikołaja

Jednym z nielicznych poświęconych św. Mikołajowi sanktuariów w naszym kraju, do dziś tętniących życiem pielgrzymim w ciągu całego roku, jest Pierściec koło Skoczowa na Śląsku Cieszyńskim. Łaskami słynąca figura św. Mikołaja odbiera w tej małej miejscowości cześć nieprzerwanie od ponad czterech wieków. Święty nazywany jest tu poufale Mikołajiczkiem.

Drewniana kaplica pw. św. Biskupa z Miry istniała tu już prawdopodobnie w XIV w. Kiedy w 1616 r. pożar strawił całą wieś, ocalała z niego jedynie XVI-wieczna figura św. Mikołaja. Ponieważ uznano to powszechnie za cud, to kiedy dwa lata później nową świątynię w Pierśćcu wybudowali protestanci – był to na Śląsku Cieszyńskim czas silnych wpływów reformacji – nadali jej wezwanie św. Mikołaja, choć zazwyczaj nie dedykują swoich kościołów świętym. Kościółek wrócił do katolików w 1718 r. Rozwój Pierśćca oraz okolicznych wiosek, a także wzmożony napływ pielgrzymów zrodziły z czasem potrzebę wybudowania większej świątyni, która została konsekrowana w 1889 r.

Legenda o św. Mikołaju z Pierśćca

Patronowi pierścieckiego kościoła osobny utwór poświęciła w 1938 r. Zofia Kossak-Szczucka. „Legendę o św. Mikołaju z Pierśćca” oparła na notatkach Jana Wojnara, który spisywał je w latach 1835–1856, zawierając w nich barwne dzieje łaskami słynącego posągu patrona miejscowego kościoła. Wedle legendy figurę miał wyrzezać potajemnie pasterz Mikoła Wałach ze zwalonego lipowego drzewa. 

Mikoła był niezdarzony; jąkała i miał na szyi gulę, czyli wole – pisała Zofia Kossak-Szczucka. – Z racji tego wola głowę skrzywił w lewą stronę. Służył był gospodarzom za sam wikt, jużci – ani obfity, ani przesadnie kraszony. Jedną miał chłop rozrywkę i jedną zmyślność niezwyczajną: przednio umiał strugać drzewo. Kozikiem wyrobił jak nikt łyżkę, kopystkę, kłótkę do mieszania jaj, faskę do sera, osadę do topora. Dzięki tej umiejętności odżywiał się nieco lepiej niż z łaski gminnej, bo gospodynie w zamian za łyżki obdarzały go chlebem, kawałkiem sera, a nieraz i kęsem szperki.

Kiedy Mikoła słyszał bicie kościelnych dzwonów w Pierśćcu, wtedy „zrzucał z głowy kłobuk, odkładał kozik, klękał i bił się mocno w piersi. Jedyna to była forma modlitwy, jaką znał. Raz w czasie tego pacierza naszła go ochota wyrzeźbić figurę swojego patrona”. Wziął się do ro boty w pustej szopie na skraju pastwiska i przez bite cztery lata nie kładł się spać, bo w nocy rzeźbił, a o brzasku szedł wypasać bydło. Kiedy gotową figurę zamknął w szopie i wielce utrudzony poszedł spać, zbudziły go wrzaski, że stajnia płonie. W szopie nie było jednak ognia, ale od wyrzeźbionej w drzewie ludzkiej postaci biła przedziwna jasność. 

Cud! Cud! – wołają, płaczą, w piersi się biją. Od wsi lecą baby, dzieci. Mikoła klęczy pospołu z innymi. Oczu nie śmie podnieść. Nie mówi nikomu, że on figurę wyrzeźbił, bo po co? Nie uwierzą – i słusznie. Wszak nie on tę jasność sprawił – opowiadała Zofia Kossak-Szczucka.

Masakra figury św. Mikołaja

Figurę św. Mikołaja ustawiono na spiłowanym pniu dębowym na rozstaju dróg, gdzie nadal świeciła, chroniąc niejednego przed utonięciem w pobliskich bagnach. Mikoła stale siedział pod figurą, zupełnie zapomniawszy o pasterskich obowiązkach, więc go przegnano. Nigdy też się nie przyznał, że to on świętego wyrzezał. Któregoś dnia w ostrą zimę znaleziono go nieżywego i nieopodal miejsca, gdzie stał posąg, pochowano. Minęło wiele lat, na Śląsku Cieszyńskim nastał nieszczęsny czas reformacji i walk religijnych. Protestantom posąg świętego, którego nie czcili i który na dodatek nocami świecił, był nie w smak. Polali go więc smołą i podpalili. Następnej nocy pojawił się jednak znowu w dawnym miejscu i nadal świecił. Wtedy wywieźli go do pobliskiego klasztoru. Pierśczanie bardzo opłakiwali swego patrona, że nigdy więcej go już nie zobaczą, gdy wieczorem powrócił na swoje ulubione miejsce i świecił jak zawsze.

Potem jeszcze próbowano figurę porąbać, zamknąć w lochach, by tam spróchniała. Za każdym razem św. Mikołaj wracał. Kiedyś jednak innowiercy postanowili rozprawić się z katolickim zabobonem ostatecznie – świątka porąbać i wrzucić do rzeki; Pierściec leży pomiędzy dwoma prawobrzeżnymi dopływami Wisły: Bajerką i Iłownicą. Kiedy rąbali członki ciała wykonane ze starego drewna lipowego, zaczęły krwawić jak prawdziwe. Nie ostudziło to jednak zapalczywości oprawców. Pokrwawioną, poćwiartowaną rzeźbę wrzucili w nurt rzeki.

Następnego dnia pokiereszowany święty Mikołaj pojawił się w Pierśćcu na pagórku! Tam po latach zbudowano mu nowy kościół. W murach świątyni 

Świątek stał nie na murawie, a wysoko na ołtarzu – pisała Zofia Kossak-Szczucka. – Ramiona mu dorobiono; nóg nie, bo po co? Wszak nigdzie stąd nie odejdzie. Ludziom boleśnie było patrzeć na skaleczoną figurę, więc przyodziano świątka w aksamitną kapę. Liczne pielgrzymki schodziły się na to miejsce i przychodzą po dziś dzień. (...) Odkąd Świętego obudowano murami – przestał świecić, czemu się nikt nie dziwi. Pan Bóg hojny, ale nie rozrzutny – nie lubi zbytku dla zbytku. Przed świętym Mikołajem palą się świece, teraz jeszcze i lampki elektryczne – to na co miałby sam świecić. Gdyby przyszła znów zła pora, że Śląsk zalegną ciemności, począłby świecić na nowo, bo moc Boża nie wietrzeje. – pięknie zakończyła swą legendę Zofia Kossak-Szczucka.

Łaskami słynąca figura św. Mikołaja

Ustawiona w ołtarzu głównym, mierząca 97 cm figura św. Mikołaja wykonana z drewna lipowego uchodzi jednak za wykonaną przez nieznanego artystę. Pochodzi najprawdopodobniej z XV w., wykazuje pewne cechy stylu gotyckiego. Rzeczywiście po pożarze z 1616 r. protestanci trzykrotnie wywozili ją z Pierśćca i za każdym razem w sposób niewytłumaczalny powracała w jedno miejsce. Ks. Józef Londzin w książce z 1932 r. „Kościoły drewniane na Śląsku Cieszyńskim” pisze:

Figura św. Mikołaja została szczęśliwie uratowana i według legendarnych opowiadań ludu ustawiła się w tarninie po drugiej stronie młynówki i tam płakała. Zaniesiono ją do kościoła rudzickiego, następnie do grodzieckiego, potem do lasu, wreszcie wrzucono ją do wody, ale za każdym razem na wybrane przez siebie miejsce powracała. Ostatecznie odcięto jej nogi, ręce i nos, i zaniesiono do Krakowa, ale stamtąd wcześniej, niż ci, co ją tam zanieśli, powróciła na dawne miejsce. Lud dotąd statuę tę uważa za cudowną.

Wtedy, w 1618 r., uradzono, „ażeby temu św. Mikołajowi na tymże miejscu zbudować kaplicę i także wnet (...) wybudowali taką kaplicę, którą wywiastował ten św. Mikołaj”. Przez następne stulecie zarządzali nią protestanci, a kiedy została przekazana katolikom, zbudowano na jej miejsce w 1775 r. drewniany kościółek, a w 1888 r. świątynię murowaną. Ks. Londzin wspomina, że w dwudziestoleciu międzywojennym słynąca łaskami figura św. Mikołaja umieszczona była w ołtarzu głównym za szkłem. Prócz niej stały na ołtarzu cztery płaskorzeźby wykonane w 1781 r., a przedstawiające sceny z życia Biskupa z Miry.

Rzeźba dziś nie jest za szkłem, ubierana jest w biskupie szaty pontyfikalne, czyli sutannę, komżę, kapę, mitrę i krzyż pektoralny, w kolorach stosownych do pory roku liturgicznego. W 1964 r. kard. Bolesław Kominek przywiózł z Bari relikwie świętego Biskupa dla kościoła w Pierśccu. Podczas Mszy św. odpustowej stoją one na ołtarzu, a na zakończenie Eucharystii kapłan błogosławi nimi wiernych. W sanktuarium przechowywane są liczne listy i świadectwa uzdrowień oraz innych łask doznanych za przyczyną św. Mikołaja, a także wota. Uroczystości odpustowe obchodzone są tu dwa razy w roku.

Ku czci św. Mikołaja

Pierwszy odpust świętowany jest w Pierśćcu w niedzielę po 6 grudnia; najstarsza wzmianka o nim pochodzi z 1750 r., co nie znaczy, że nie świętowano go dużo wcześniej, skoro istniała tu kaplica. Drugi odpust przypada na niedzielę poprzedzającą 24 czerwca. Data ta łączy pamiątkę przeniesienia relikwii św. Mikołaja z Miry do Bari oraz rocznicę konsekracji obecnego kościoła w 1889 r. Do Pierśćca ściągają pielgrzymki – indywidualne i grupowe – do łaskami słynącej figury oraz relikwii świętego Biskupa. Przybywają wierni z pobliskich miejscowości: Chybia, Zaborza, Skoczowa, Zabrzega, ale także z okolic Andrychowa oraz ogólnie z diecezji bielsko-żywieckiej, katowickiej i krakowskiej. Można tu spotkać również pielgrzymów z Czech i Niemiec.

Od 1980 r. w każdy poniedziałek wieczorem odprawiane są w sanktuarium w Pierśćcu nabożeństwa połączone ze śpiewem litanii oraz dawnych i nowszych pieśni ku chwale św. Mikołaja. Odczytywane są też wówczas tzw. wypominki, czyli pisane na kartkach przez wiernych prośby i podziękowania. Zwyczaj ten istnieje co najmniej od 1911 r. 

Podczas obu odpustów, czerwcowego i grudniowego, wierni ustawiają się przed figurą św. Biskupa i dotykają jej płóciennymi chusteczkami, by – zgodnie z wielowiekowym zwyczajem – otrzeć potem nimi chorych i prosić Pana Boga o zdrowie za wstawiennictwem św. Mikołaja. Święty ten ma moc uzdrawiania z najcięższych nawet chorób, o czym świadczą również przykłady łask doznanych w ostatnich latach.

Okładka książki „Mikołaj Święty. Żywot, dzieło i cuda wielkiego biskupa z Miry”

Fragment książki Jolanty Sosnowskiej „Mikołaj Święty. Żywot, dzieło i cuda wielkiego biskupa z Miry”, wyd. Biały Kruk.

Tytuł, lead, śródtytuły pochodzą od redakcji Aletei.

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.