separateurCreated with Sketch.

Tytuły współodkupicielki i pośredniczki „wymiękają”!

Matka Boża z Dzieciątkiem
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Dariusz Dudek - publikacja 01.01.26
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Pierwszy dzień nowego roku kierują naszą uwagę na Matkę Najświętszą – Świętą Bożą Rodzicielkę.

Końcówka ubiegłego roku doprawiona została dyskusjami na temat jednego z dokumentów watykańskich „Mater Populi fidelis”, która wyjaśniała kwestię niektórych tytułów maryjnych. Kontrowersje wzbudziło zakazanie tytułu Współodkupicielki oraz Pośredniczki wszelkich łask. Część wiernych przyjęła to z ulgą: w końcu zostało to wyjaśnione, część z oburzeniem, traktując to nawet jako protestancki atak na Maryję, a część pewnie nawet nie wie o takim dokumencie i w nowennie nieustannej wciąż zaklina współodkupicielkę, by zesłała łaski, które złożył w jej ręce Jezus. 

Jedynym Odkupicielem jest Jezus. To On przez wcielenie, życie, śmierć i zmartywchwstanie naprawił świat i wykupił z grzechu. Pismo mówi: „Nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4, 12). Oczywiście sam proces nie odbył się bez współudziału innych ludzi, przede wszystkim Maryi. Ale to jak z wyborami prezydenckimi: wiele osób pracuje na zwycięstwo jednego kandydata, ale na końcu nie mamy prezydenta i współprezydentów.

Co do pośrednictwa to trzeba zrozumieć, że w teologii nie wygląda ono tak, jak w naszym życiu: najlepiej, żeby sprawę z szefem załatwił ktoś, kto go najlepiej zna i kogo najbardziej lubi, bo ma on chody. Jednym pośrednikiem między Bogiem a ludźmi jest Jezus, gdyż w Nim złączyły się dwie natury: Boska i ludzka. To On spiął ze sobą dwa wymiary. Maryja i każdy członek Kościoła ma udział w tym pośrednictwie za pomocą modlitwy, ale nie ma tu większej i mniejszej skuteczności dlatego, że Bóg kogoś bardziej lubi. 

Tytuły wymiękają

Cieszę się, że ta kwestia została wyjaśniona. Lubię porządek. Muszę jednak przyznać, że nawet gdyby Kościół zaaprobował te tytułu, wymiękają one przy tym, pod którym czcimy dziś Maryję. 

1 stycznia obchodzimy uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki. Dogmat o Bożym macierzyństwie Maryi został ogłoszony oficjalnie na soborze w Efezie w 431 r. Choć bezpośrednio mówi o Maryi, jako Theotokos (Boża Rodzicielka), to w swej istocie jest on chrystologiczny. Formułuje prawdę wiary, że Jezus to prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, w którym dwie natury złączyły się bez zmieszania. Chrystus stał się prawdziwym człowiekiem – z wszystkimi tego konsekwencjami – pozostając Bogiem – z wszystkimi przymiotami. Maryja zaś naprawdę urodziła Boga-człowieka.

Matka Boga

Trudno zrozumieć i wyborazić sobie, co czuła Maryja będąc świadomą, że jest mamą Boga. Mamą własnego Stwórcy. Mamą Ojca wszystkich ludzi. 

Trzymała Go na rękach. Przewijała i karmiła piersią. Martwiła się, gdy miał problemy z brzuszkiem, lub męczyły Go kolki. Czuwała w nocy, gdy nie mógł spać, bo rosły Mu ząbki. Uczyła Go chodzić, jeść bez rozciamkiwania wszystkiego dokoła. Czesała niesforne loki. Martwiła się, gdy poszedł gdzieś z kolegami i długo nie wracał. Śmiała się, gdy opowiadał o swoich dzecięcych przygodach. 

Możnaby tak pisać i pisać zachwycając się tą Kobietą, która zgodziła się być początkiem dla własnego Początku. Może w kontemplacji tej tajemnicy pomoże muzyka?

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.