separateurCreated with Sketch.

Co naprawdę obiecuje transhumanizm — i czego nie dostrzega

whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Daniel Esparza - publikacja 04.01.26
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Więcej czasu to nie to samo co więcej życia. A przyszłość, która zapomni, jak dobrze umierać, może także zapomnieć, jak dobrze żyć.

Mówienie o pokonaniu śmierci nie jest już domeną wyłącznie science fiction. Od badań nad wydłużaniem życia, przez sztuczną inteligencję, po interfejsy mózg–komputer — coraz więcej głosów sugeruje, że technologia może wkrótce uwolnić ludzkość od jej najstarszego ograniczenia. Ta wizja ma swoją nazwę: transhumanizm. I to właśnie ta obietnica zwróciła ostatnio uwagę papieża Leona XIV, który ostrzegł przed wizjami nieśmiertelności omijającymi głębszy sens ludzkiego życia i śmierci.

W najprostszym ujęciu transhumanizm to przekonanie, że technologia może i powinna być wykorzystywana do wzmacniania ludzkich zdolności — fizycznych, poznawczych, a nawet biologicznych — ponad ich naturalne granice. Jego cele obejmują zarówno leczenie chorób, jak i radykalne wydłużanie życia, a w najbardziej ambitnych formach — przezwyciężenie samej śmierci.

Termin ten pojawił się w XX wieku, lecz w ostatnich latach zyskał nowy impet dzięki postępom w biotechnologii oraz optymizmowi kultury cyfrowej wobec idei postępu.

Transhumanizm nie jest jednak jedynie zbiorem technologii. To sposób wyobrażania sobie przyszłości osoby ludzkiej. Niektórzy jego zwolennicy traktują go jako poważny projekt filozoficzny, zadając pytania o to, jak ewolucja mogłaby być kontynuowana poprzez ludzki projekt i ingerencję. Inni podchodzą do niego luźniej — jako do sposobu myślenia ukształtowanego przez kulturę innowacji i inwestycyjny optymizm.

Tym, co łączy te różne nurty, jest przekonanie, że ludzkie ograniczenia są problemami do rozwiązania — a śmierć jest ostateczną techniczną porażką.

Chwila uwagi

To właśnie w tym miejscu Kościół zaczyna przyglądać się sprawie uważniej. Nauczanie katolickie od dawna potwierdza wartość badań naukowych i postępu medycyny. Szczepionki, przeszczepy i terapie przywracające zdrowie są powszechnie uznawane za wyraz troski o ludzkie życie.

Niepokój pojawia się jednak wtedy, gdy technologia próbuje na nowo zdefiniować, co znaczy być człowiekiem. Gdy ciało staje się projektem do nieustannej optymalizacji, a kruchość jest traktowana jako wada zamiast wspólnego ludzkiego doświadczenia — coś istotnego zostaje utracone.

W swojej niedawnej katechezie papież Leon XIV wymienił transhumanizm wśród współczesnych wizji obiecujących „bliską nieśmiertelność” dzięki technologii. W opozycji do nich zaproponował podejście uderzająco odmienne: uczenie się od śmierci, zamiast uciekania przed nią.

Śmierć — mówił — ma „wartość pedagogiczną”. Uczy człowieka wybierać to, co naprawdę ważne, rezygnować z tego, co zbędne, oraz żyć z większą jasnością i miłością.

To spojrzenie wpisuje się w długą tradycję chrześcijańską. Święci tacy jak Alfons Liguori mówili o śmierci nie jako o obsesji, lecz jako o nauczycielce — przypomnieniu, że czas jest ograniczony, a przez to cenny. W tym ujęciu problemem nie jest to, że ludzkie życie się kończy, lecz to, że współczesna kultura często odmawia uczciwego zmierzenia się z tym faktem.

Transhumanizm natomiast traktuje śmierć jak błąd w systemie. Wystarczy — sugeruje — wystarczająco wydłużyć życie, a szczęście przyjdzie samo.

Chrześcijaństwo proponuje coś bardziej realistycznego — i zarazem bardziej pełnego nadziei: sens nie rodzi się z niekończącego się trwania, lecz z przemiany. Chrześcijańską obietnicą nie jest nieokreślone biologiczne przedłużanie życia, lecz zmartwychwstanie — nie ucieczka od ciała, ale jego spełnienie.

W epoce zafascynowanej technologicznymi rozwiązaniami słowa papieża stanowią ciche wyzwanie. Więcej czasu to nie to samo co więcej życia. A przyszłość, która zapomni, jak dobrze umierać, może także zapomnieć, jak dobrze żyć.

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.