separateurCreated with Sketch.

Ks. Jan Kaczkowski ukazywał Boga takim, jaki naprawdę jest

Ojciec wyjaśnia synkowi świat na polu uprawnym
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Elżbieta Wiater - publikacja 05.01.26
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Jaki jest Bóg Ojciec? Co to znaczy, że jest Ojcem? Jak wygląda Jego ojcostwo? Ks. Jan Kaczkowski uczył o prawdziwym obrazie Boga.

Mszalne przytulenie 

Bóg jest wobec ludzi – wedle ks. Jana – przede wszystkim czuły. Katolicyzm też widział właśnie jako taki, co zresztą uzasadniał fragmentem Kanonu rzymskiego, czyli pierwszej modlitwy eucharystycznej. Nie przejęzyczyłam się, opisywany celebrans również tego nie zrobił. Chodzi o fragment przed konsekracją darów, noszący nazwę pro vivis („za żywych”): 

Pamiętaj, Boże, o swoich sługach i służebnicach N. i N., (kapłan może głośno wymienić tych, za których szczególnie się modli) i o wszystkich tu zgromadzonych, których wiara i oddanie są Ci znane.

Za nich składamy Tobie tę Ofiarę uwielbienia, a także oni ją składają i wznoszą swoje modlitwy ku Tobie, Bogu wiecznemu, żywemu i prawdziwemu, za siebie oraz za wszystkich swoich bliskich, aby dostąpić odkupienia dusz swoich i osiągnąć zbawienie (Mszał rzymski dla diecezji polskich, pisownia oryginalna). 

Przejawem czułości jest tu według ks. Jana prośba, by Bóg pamiętał o wszystkich zgromadzonych na liturgii oraz o tych, za których obecni się modlą. Nazwał to wstawiennictwo sposobem przytulenia tych, za którymi się wstawiamy. Dlatego przytuleniem może być msza, ale też modlitwa za kogoś bliskiego. Wyobrażam to sobie tak, że przyprowadzamy tych ludzi do Boga i prosimy: „Pobłogosław ich, daj im wieczne życie i niekończącą się radość”, a On czyni to z miłości do nas.

„Trudno nie wierzyć w nic”

Tu oczywiście pojawia się kwestia naszego obrazu Boga – mało kto chciałby się przytulić do oschłego księgowego lub kogoś, kto wprawił świat w ruch i teraz tylko go obojętnie obserwuje, dlatego zapewne ks. Kaczkowski uzupełnił stwierdzenie o czułości katolicyzmu własnym świadectwem. Otóż podczas wizyty u jednej z ciotek w Krakowie otrzymał informację o wznowie glejaka. Nie dał po sobie poznać, co to za wieści, zakończył wizytę i wsiadł do taksówki, żeby pojechać do babci, u której nocował. Po zajęciu miejsca w samochodzie odmówił ulubioną modlitwę autorstwa św. Ignacego: „Zabierz, Panie, i przyjmij całą wolność moją, pamięć moją i rozum, i wolę moją całą, cokolwiek mam i posiadam. Ty mi to wszystko dałeś – Tobie to, Panie, oddaję. Twoje jest wszystko. Rozporządzaj tym w pełni wedle swojej woli. Daj mi jedynie miłość Twoją i łaskę, albowiem to mi wystarcza. Amen”. Kiedy dotarł pod wybrany adres, zza uchylonych drzwi kuchni usłyszał piosenkę zespołu Raz, Dwa, Trzy Trudno nie wierzyć w nic, która mówi właśnie o stanięciu przed Ojcem po śmierci. Uderzyły go przede wszystkim słowa: 

Byłem tym, kim [Bóg] chciał, bym był
i żyłem, jak chciał, bym żył,
i byłem, kim miałem być. 

Dla chorego były subtelną odpowiedzią na jego modlitwę, którą to odpowiedź na własny użytek przetłumaczył jako: „Jan, przestań panikować: byłeś tym, kim chciałeś być, i żyłeś tak, jak chciałeś żyć”, jak o tym opowiadał na rekolekcyjnej konferencji. Znalazł w nich siłę, ale chyba przede wszystkim poczucie, że nie jest i nie będzie sam w tym, czego doświadcza. 

Obraz Boga poza schematami

Tu trzeba z pewnością napisać, że w przypadku ks. Kaczkowskiego wyraźnie widać, jak bardzo obraz rodzonego ojca wpływa na postrzeganie Ojca w niebie. Miał tatę ciepłego, troskliwego, który kocha swoje dzieci i jednocześnie daje im wolność. To pozwoliło Janowi szybciej dostrzec wartość wiary. Najlepiej ten zasób, jak mawiają psychologowie, widać w kontraście do historii jednego z jego przyjaciół, przez wiele lat dźwiękowca TVN-u, w którym zresztą się z księdzem poznali. Mowa o Cezarym Kocyłowskim, który swoje dzieciństwo wspomina jako okres religijnej opresji, „zaliczania” wszystkich możliwych form pobożności, ale bez namacalnego doświadczenia, że jest kochany. Jak mówił Przemysławowi Wilczyńskiemu, to sprawiło, że wszedł w dorosłe życie z niskim poczuciem własnej wartości, zbuntowany przeciw rodzicom i Kościołowi, który utożsamiał z narzuconym sobie przymusem. Ksiądz Jan pokazał mu fałszywość obrazu Boga jako „karzącego, wymagającego ode mnie, bym wyrzekał się siebie”. Zamiast tego pozwolił mu dostrzec, że jest On tym, który „zna mnie od podszewki, który mi towarzyszy i który wysyła mi sygnały”. Nie bez wpływu było z pewnością to, że jednocześnie przy ks. Kaczkowskim Kocyłowski mógł odsłonić emocje, wyrzucić je z siebie, by się im przyjrzeć i poukładać na nowo. Ostatecznie zrezygnował z pracy w telewizji i osiadł w chacie po dziadkach w Pacławiu. Byli z ks. Janem przyjaciółmi i ten ostatni podzielił się z dźwiękowcem tym, co miał najcenniejszego – obrazem Boga odbiegającym od schematów, jakie ten wyniósł z rodzinnego domu. 

Okładka książki „Linoskoczek. Biografia duchowa ks. Jana Kaczkowskiego”,

Fragment książki „Linoskoczek. Biografia duchowa ks. Jana Kaczkowskiego”, Elżbieta Wiater, wyd. eSPe.

Tytuł, lead, śródtytuły i podkreślenia pochodzą od redakcji Aletei.

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.