Słowackie zanurzenie w głębię
W liturgii bizantyjsko słowackiej, czyli greckokatolickiej odprawianej w języku słowackim, uczestniczyłem wielokrotnie. Liturgia na pierwszy rzut oka niepodobna do naszej, ale bliski naszemu język ułatwia jej przeżycie. Kilka razy i to w Mszach odprawianych przez różnych księży, byłem świadkiem czegoś, co chwytało mnie za serce.
Prezbiter wychodził przed ikonostas i serdecznie, bez pompatyczności, witał się z zebranymi i dziękował, że przyszli: dwa zdania, nie więcej. Potem odwracał się w stronę ołtarza i… zaczynała się Boska liturgia:
Požehnané Kráľovstvo Otca i Syna i Svätého Ducha, teraz i vždycky i na veky vekov.
Wyglądało to, jakby wchodził do innego wymiaru albo skakał na głęboką wodę, pociągając wszystkich uczestników ze sobą. Było to jednocześnie nadprzyrodzone i bardzo naturalne! Ksiądz nie tracił bowiem przy tym swojej zwykłej serdeczności i gdy przyszło do homilii wyjaśniał Słowo Boże bardzo spokojnie, naturalnie bez pompy i trudnych słów tak, że nawet ja, nieznający języka słowackiego, mogłem go zrozumieć.
Taką sytuację przeżyłem kilkukrotnie w trakcie mszy grekokatolickiej u Słowaków: z jednej strony głębokie sacrum i wejście w inną rzeczywistość a z drugiej ciągłe poczucie bycia przyjętym jak w domu u dobrego krewnego.
Ozdobny chaos i piękno Ukrainy
Ryt bizantyjsko-ukraiński jest niemal taki sam jak ten bizantyjsko-słowacki. Różni się językiem i – tak mi się wydaję – wpływem, jaki wywarła na niego historia i charakter Ukraińców. W liturgii w tym obrządku uczestniczyłem tylko kilka razy, a jedna Eucharystia była połączona ze święceniami diakonatu. Cóż to była za celebracja! Udało mi się znaleźć miejscówkę na chórze tuż obok zespołu cerkiewnego. Widać było, że to dla nich nie pierwszyzna i tego typu liturgię zjadają na śniadanie: ktoś przeglądał telefon, ktoś trzymał rękę w kieszeni, ktoś półgłosem rozmawiał, a po chwili bez problemu wchodzili w typowo cerkiewny czterogłosowy zaśpiew. Na dole natomiast działy się cuda: połączenie piękna, dostojeństwa i… swojskiego chaosu.
Mszy przewodniczył biskup grekokatolicki, ale był też biskup rzymskokatolicki oraz wielu księży z obu obrządków. Towarzyszył im zastęp ministrantów, którzy biegali to z mikrofonem, to z ozdobnym dywanem z orłem, na którym zawsze miał stać biskup. Ludzie ściśnięci w cerkwi śpiewali, co chwilę się żegnali, a polscy księża łacinnicy z wyraźnym szokiem śledzili w podręcznych mszalikach odmawiane przez prezbiterów wschodnich modlitwy. Uroczysty chaos i jednocześnie piękna swojskość. Zaśpiewane na koniec „Mnohaya lita” – czyli nasze sto lat – było wisienką na torcie.
Anglikańskie nabożeństwo zaciągnęłoby mnie do tego Kościoła!
Uczyłem się przez miesiąc angielskiego w Londynie. Korzystając z wolnego czasu poszedłem na anglikańską Liturgię godzin – Evensong. Cóż to był za widok! Piękny, olbrzymi kościół wypełniony ludźmi (głównie turystami, bo wejście do katedry było darmowe w trakcie liturgii – tak, tak: to był jeden z powodów, dla których tam przyszedłem), stalle dla muzyków, dźwięki organów, a po chwili rozpoczęła się liturgia: kilkudziesięcioosobowa procesja złożona z księży (obu płci), ministrantów i chórzystów udała się na wyznaczone miejsce, by zacząć śpiew.
Byłem zachwycony jakością ich głosu. To było po prostu piękne! Olbrzymi chór śpiewał psalmy i hymny w taki sposób, że stwierdziłem po chwili, że gdybym nie był wierzącym katolikiem i trafiłbym na Evensong to chyba dołączyłbym do Kościoła anglikańskiego. Niezapomniane przeżycie.
Kanadyjczyk, Ukrainiec i Polak w irlandzkiej kaplicy
Na koniec jedna z najpiękniejszych Eucharystii, w której uczestniczyłem. Kilka lat temu uczestniczyłem w Kongresie Rodzin w Dublinie. Nocowałem w domu zakonnym redemptorystów, który składał się z dwóch połączonych ze sobą domków. W jednym z pokojów zorganizowano kaplicę. W tym samym domu nocował ukraiński ksiądz greckokatolicki, który wychował się w Kanadzie i dopiero co wrócił w rodzinne strony oraz kleryk z Ukrainy, także grekokatolik. Taras – tak miał na imię ksiądz – powiedział, że rano przed wyjazdem odprawi Boską liturgię i mogę dołączyć.
Spotkaliśmy się rano w kaplicy i za pomocą „rzymskich” paramentów odprawiliśmy liturgię w rycie bizantyjsko-ukraińskim, podczas której Taras modlił się po angielsku z silnym kanadyjskim akcentem: miał mszał w takim języku; kleryk Siergiej odpowiadał po ukraińsku, a ja starałem się coś z tego zrozumieć.
Spotkaliśmy się nie tylko z Bogiem, ale – mimo innych kultur, języka i obrządków – ze sobą nawzajem.
Spotkanie z bogactwem chrześcijaństwa zawsze coś daje, nigdy nie odbiera.








![{"rendered":"[GALERIA] Greckokatolickie sanktuarium w Litmanovie na S\u0142owacji"}](https://wp.pl.aleteia.org/wp-content/uploads/sites/9/2026/01/Litmanova_Zvir_BS16.jpg?w=620&h=310&crop=1?resize=620,310&q=75)
![{"rendered":"[GALERIA] Boska liturgia"}](https://wp.pl.aleteia.org/wp-content/uploads/sites/9/2026/01/Dari.jpg?w=620&h=310&crop=1?resize=620,310&q=75)


