separateurCreated with Sketch.

Ojciec Tomaž z Grenlandii: „Tutaj musisz zmierzyć się z samym sobą, z Bogiem, z prawdą”

p. Tomaž Majcen
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Urška Leskovšek - publikacja 27.01.26
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
W związku z tym, że Grenlandia jest obecnie bardzo popularnym tematem w mediach, przeprowadziliśmy rozmowę z osobą, która dobrze zna mieszkańców tej wyspy. Jest to ich proboszcz, który pochodzi ze Słowenii!

Grenlandia ma tylko około 57 tysięcy mieszkańców, z czego katolików jest zaledwie garstka. Jedyną parafią katolicką – w stolicy Nuuk – zarządza zakonnik Tomaž Majcen, który poza tym jest misjonarzem w Danii. Kilka razy w roku spędza on trzy tygodnie na Grenlandii, a oprócz niego lokalnych katolików odwiedzają inni księża, dzięki czemu przez większość czasu wspólnota ma do dyspozycji co najmniej jednego księdza katolickiego.

„Na początku myślałem, że wiem, czym jest zimno, ale Grenlandia to coś zupełnie innego!” – przyznaje o. Tomaž, który podzielił się z nami swoimi ciekawymi doświadczeniami z Grenlandii i Dani, a także ich mieszkańców, oraz zachęca nas do modlitwy o pokój i troskę o przyrodę.

Franciszkanin na Grenlandii

Jak wyglądała ojca droga do kapłaństwa i dlaczego wybrał ojciec właśnie zakon franciszkanów?

Od młodości czułem, że Pan wzywa mnie do czegoś wyjątkowego, ale droga do kapłaństwa nie była prosta – były poszukiwania, wątpliwości, a także chwile, kiedy zastanawiałem się, czy to naprawdę jest dla mnie. Jednak Pan ma swoją drogę i swój czas dla każdego z nas.

Kiedy poznałem braci franciszkanów, byłem zachwycony prostotą ducha Franciszka. Podobało mi się, że św. Franciszek nie miał wyższego wykształcenia, ale po prostu kochał Boga i całe stworzenie. Ta radość i braterstwo wśród franciszkanów przyciągnęły mnie.

Tomaž Majcen
Zdjęcie jest własnością ojca Tomaža Majcna.

Jak to się stało, że „wylądował” ojciec w Danii i Grenlandii? Czy wcześniej chciał ojciec zostać misjonarzem?

Cóż, Grenlandia nie była na mojej liście marzeń! Kiedy przełożeni zaproponowali mi wyjazd do Danii, wyobrażałem sobie Kopenhagę, piękne stare miasto, kulturę... Nie spodziewałem się Grenlandii!

Ale życie misjonarza jest pełne niespodzianek. W Danii zacząłem w 2017 roku, kiedy to bracia franciszkanie po prawie 100 latach powrócili do Kopenhagi. Była to wielka łaska – w XIII wieku mieliśmy tam 26 klasztorów, potem wygnano nas w wyniku reformacji, a teraz powróciliśmy.

A potem nadarzyła się okazja związana z Grenlandią; w 2023 roku zostałem proboszczem parafii Chrystusa Króla w Nuuku. To coś niezwykłego... największa wyspa świata ma tylko jedną parafię katolicką! A ja, mały Słoweniec, zostałem jej proboszczem. To dzieło Boga, nie moje.

Zimno i cisza

Czy lubi ojciec zimno i śnieg? Jak znosi ojciec tamtejsze temperatury?

Na początku myślałem, że wiem, co to jest zimno. Przecież w Słowenii mamy zimę, prawda? Zimno w Pohorju, śnieg... Ale Grenlandia to coś innego! To mróz, który przenika do kości, wiatr, który po prostu cię porywa. Ale przyzwyczaiłem się. Człowiek przyzwyczaja się do wszystkiego, jeśli musi. Ta cisza, kiedy wszystko pokryte jest śniegiem, ta czystość... To coś wyjątkowego.

Czasami, kiedy stoję na plaży i patrzę na lodowe góry płynące po morzu, mówię sobie: „Jakże jestem szczęśliwy, patrząc na dzieła sztuki Boga!”. Ten lód ma tysiące lat, te kolory – niebieski, turkusowy, biały – to tak, jakby sam Bóg malował. W takich chwilach zapominasz o zimnie, zapominasz o wietrze. Widzisz tylko piękno.

Grenlandia bardzo mi się spodobała. Nawet z jej mrozem, a przede wszystkim z cudowną zorzą polarną.

catholic parish in nuuk, greenland
Kościół katolicki w Nuuku.Zdjęcie jest własnością parafii Chrystusa Króla w Nuuku.

Czy może ojciec krótko opisać życie grenlandzkich katolików? Jak wygląda ich życie religijne w porównaniu ze Słoweńczykami?

Grenlandzcy katolicy są zupełnie inni niż nasi słoweńscy wierni, ale wyznają tę samą wiarę, tego samego Jezusa.

Najpierw muszę powiedzieć, że katolików na Grenlandii jest bardzo niewielu. Większość ludzi należy do Kościoła luterańskiego, który jest tam obecny od wieków. Nasza społeczność w Nuuku liczy około 500 osób, a są to głównie imigranci – Filipińczycy, Wietnamczycy, Europejczycy. Katolików grenlandzkich jest bardzo niewielu.

Wiarę przeżywają w bardzo prosty i autentyczny sposób. W porównaniu ze Słowenią – u nas wiara jest nadal częścią kultury, tradycji. Tutaj trzeba wybrać wiarę. Nikt nie jest katolikiem, ponieważ byli nim jego rodzice. Jesteś katolikiem, ponieważ tak zdecydowałeś. I to jest silne doświadczenie! Ci ludzie są tutaj, ponieważ chcą być, a nie z przyzwyczajenia.

Ludzie z północy są zazwyczaj bardziej zamknięci w sobie. Jak przyjęli ojca Grenlandczycy?

Ach, to prawda! Duńczycy i Grenlandczycy nie są ludźmi wielkich słów. Nie są tacy jak my, Słoweńcy, którzy lubimy rozmawiać, przytulać się... Mimo to są serdeczni i bardzo miło mnie przyjęli.

Grenlandczycy to ludzie ciszy, ludzie natury. Żyją w środowisku, w którym jest więcej ciszy niż słów, więcej przestrzeni niż ludzi. I ta cisza ich ukształtowała. Nie są oziębli, tylko inni. Ich ciepło jest ciche, głębokie. A czego się nauczyłem? Że cisza nie jest wrogiem. W ciszy jest Bóg. Grenlandczycy o tym wiedzą.

U nas ojciec, który chce zbliżyć się do młodych, gra z nimi w piłkę nożną. A co robi się na Grenlandii? Gra w piłkę, jeździ na łyżwach, pije grzane wino?

Nie, nie, nie gramy zbyt często w piłkę nożną, można sobie wyobrazić dlaczego – śnieg! Nie gramy też na lodzie, chociaż byłoby to bardzo grenlandzkie!

Są tu inne zajęcia. Czasami wybieramy się z młodzieżą na wycieczki nad fiord, obserwujemy pływające foki, czasami widzimy też wieloryby. To jest ich natura, ich świat. I tam, nad wodą, nad lodem, rozmawiamy o życiu, o Bogu, o wszystkim.

Pijemy oczywiście – nie grzane wino, ale gorącą czekoladę lub kawę. Siedzimy razem, pijemy, śmiejemy się. To jest ich sposób na spędzanie czasu.

catholic parish in nuuk, greenland
Zdjęcie jest własnością parafii Chrystusa Króla w Nuuku.

Misjonarz kraju Zachodu

Jak wyglądają misje wśród Duńczyków? Z pewnością doświadczanie wiary katolickiej jest zupełnie inne niż w Słowenii.

O, to naprawdę ogromna różnica! Dania jest jednym z najbardziej zsekularyzowanych krajów na świecie. Kościół luterański jest tam raczej instytucją kulturalną: ludzie biorą tam ślub, chrzczą dzieci, a potem nie przychodzą już na pogrzeby. Tak właśnie jest.

Dla katolików w Kopenhadze jest inaczej; jesteśmy mniejszością, tylko dwa procenty. Ale jesteśmy żywym Kościołem! Ludzie przychodzą do kościoła, bo chcą, a nie z powodu tradycji. I to jest piękne.

Dało mi to nową perspektywę. W Słowenii czasami traktujemy wiarę jako coś oczywistego. Oczywiście jesteśmy katolikami, oczywiście mamy krzyż na ścianie... A tam trzeba dokonać wyboru. Kiedy wybierają wiarę, żyją nią głębiej, bardziej świadomie.

Czego uczy Północ?

Jak doświadczenie na północy zmienia ojca? Co ojcu daje, czego uczy?

To bardzo głębokie pytanie... Północ zmienia mnie w sposób, którego sam jeszcze do końca nie rozumiem.

Po pierwsze – nauczyłem się pokory. Kiedy stoisz pośrodku Grenlandii, pośród tych ogromnych lodowych gór, tych niekończących się białych krajobrazów, czujesz się taki mały! Przypominasz sobie, że jesteś człowiekiem, a nie Bogiem.

Po drugie – nauczyłem się ciszy. W ciszy słyszysz Boga. W ciszy słyszysz swoje serce. A to nie jest łatwe! Czasami wolałbym mieć muzykę, telefon, cokolwiek, żeby uciec od ciszy. Ale tutaj musisz zmierzyć się z samym sobą, z Bogiem, z prawdą.

Po trzecie – nauczyłem się cierpliwości. Tutaj wszystko dzieje się powoli. Pogoda może się zmienić w jednej chwili i wtedy jesteś zamknięty w domu przez trzy dni. Ludzie przychodzą, kiedy przychodzą, godzina nie ma większego znaczenia. I uczysz się czekać, być obecnym w danej chwili.

I po czwarte: nauczyłem się być wdzięczny. Za ciepły pokój. Za słońce, kiedy się pojawia. Za każdego człowieka, który przychodzi na mszę. Za każdy uśmiech. Tutaj nic nie jest oczywiste.

Północ czyni mnie bardziej człowiekiem, bardziej księdzem i bardziej franciszkaninem – św. Franciszek kochał naturę, kochał prostotę, kochał spokój. A tutaj, w tej dziczy, w tej czystości, bardzo silnie odczuwam jego ducha.

Czy ma ojciec jakąś anegdotę z życia na północy?

O tak, mam! Zdarzyło mi się to w pierwszym roku pobytu na Grenlandii. Był grudzień, minus 20 stopni, a kiedy wyszedłem z samolotu, uderzyło mnie tak, że ledwo mogłem oddychać. Czułem, jak zamarzają mi nozdrza! Wiecie, ten północny wiatr i mróz. Zacząłem się zastanawiać, gdzie się znalazłem. Ale to mnie nie odstraszyło.

Życie na północy jest darem. Czasami trudnym darem, zimnym darem, ale jednak darem. Nauczyłem się, że Bóg działa wszędzie: w zimnie i w upale, w ciszy i w muzyce, wśród Słoweńców i Grenlandczyków. Jego miłość nie ma granic.

Zapraszam was do modlitwy o pokój i poszanowanie suwerenności oraz do przyłączenia się do nas w trosce o stworzenie, a zwłaszcza o nasze kruche środowisko arktyczne, które jest jednym z najbardziej zachwycających, ale i wrażliwych dzieł Bożych.

Grenlandia wita was – ciszą, śniegiem i nadzieją. Niech Bóg was błogosławi i pozdrawiam serdecznie z Nuuka.

Artykuł jest tłumaczeniem ze słoweńskiego wydania Aletei.

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.