Pisze Dominique Vermersch
Czy Opatrzność Boża byłaby podszyta brytyjskim poczuciem humoru? Hipoteza ta zyskuje na wiarygodności, gdy przyjrzymy się bliżej, w jaki sposób postać doktorska św. Johna Henry’ego Newmana ilustruje teologię narodów — z których każdy powołany jest do kształtowania i wyrażania wartości służących chrześcijańskiemu uniwersalizmowi. W ten sposób widzimy, jak naród brytyjski, poprzez same nawet zawirowania swojej historii kościelnej, przyczynił się do ukształtowania anglikańskiego duchownego, który przeszedł na katolicyzm i stał się współpatronem katolickiej misji edukacyjnej i uniwersyteckiej.
Pogląd całkowicie passé?
Równocześnie nie zabrakło bystrych komentatorów, którzy ideę uniwersytetu Newmana chcieli na zawsze umieścić w ekomuzeum paradygmatów, jakie nie przetrwały własnego autora. Na pierwszy rzut oka można to zrozumieć. Czy bowiem teologia może dziś jeszcze zajmować pozycję wiedzy architektonicznej wobec innych dyscyplin, w epoce, gdy sekularyzacja uniwersytetu została niemal usankcjonowana? Jak spójnie rozwinąć wizję jedności i organiczności wiedzy, w której na przykład psychologia miałaby się artykułować z fizyką kwantową? Wreszcie — według byłego mistrza z Oksfordu — czy można rozsądnie podporządkować działalność badawczą zadaniu przekazywania wiedzy? Krótko mówiąc, myśl Newmana wydaje się całkowicie passé w epoce już w pełni naznaczonej hiperspecjalizacją i fragmentaryzacją wiedzy oraz umasowieniem kształcenia, które sprowadziło pedagogikę do metodologii badań.
Realizm newmanowski
Sprawa zdaje się więc przesądzona… z jednym wyjątkiem: nowy doktor Kościoła jest realistą — i to realistą nieustępliwym. Jego idea uniwersytetu nie odsyła bowiem przede wszystkim do czysto abstrakcyjnej koncepcji ani do ideału skonstruowanego a priori, lecz do obrazu tego, co już wpisane jest w rzeczywistość. Idea powołana jest do urzeczywistniania się i rozwoju poprzez same nawet zawirowania historii (por. H. Pasqua, La reconstruction du christianisme, Newman et l’Unité de l’Agir, Ad Solem), stąd częste odwołania do metafory organizmu żywego.
Tak rozumiany realizm newmanowski polega przede wszystkim na uznaniu stanu faktycznego — w tym przypadku obecnej sytuacji uniwersytetu. Jest to w gruncie rzeczy akt wiary, który rygorystycznie bierze pod uwagę to, co istnieje: nie po to, by się temu poddać ani by się zadowolić zastanym stanem, lecz by wskazywać i torować nowe możliwości, nowe przestrzenie wolności, kreatywności i odpowiedzialności. Wiara uniwersytecka odczytuje zatem rzeczywistość „od wewnątrz”. Używając słów Simone Weil, czyta ona negatywność rzeczywistości jako wezwanie, jako warunek pojawienia się łaski, jako wąską grań prowadzącą ku prawdzie. Czy w takim razie idea uniwersytetu Newmana pozostaje dziś odpowiedzią trafną i ucieleśnioną na to wezwanie?
W dobie sztucznej inteligencji i utowarowienia wiedzy
„Nie studiujcie więcej — uczcie się inaczej w epoce AI”: ostatnia książka L. Alexandre’a i O. Babeau doskonale krystalizuje tę negatywność zadania edukacyjnego i akademickiego. Sztuczna inteligencja zaczyna bowiem zastępować zarówno sposoby uczenia się, jak i samego uczącego się podmiotu — a następnie pracownika. Zjawisko to jest tym bardziej uderzające, że dokonuje się w momencie, gdy ścieżki kształcenia nieustannie się wydłużają, stają się chaotyczne i w dużej mierze oderwane zarówno od realnej zatrudnialności, jak i oczekiwanego poziomu wynagrodzenia. Hiperspecjalizacja programów kształcenia traci wiarygodność w miarę przyspieszającej dezaktualizacji nabytych wiedzy i kompetencji.
Jak zatem taka nadprodukcja dyplomów ma współbrzmieć z zapowiadanym demograficznym odpływem studentów? Last but not least — przynajmniej we Francji — katolickie instytucje uniwersyteckie dodatkowo cierpią z powodu systemu rent wynikających z państwowego monopolu nadawania stopni naukowych, którego dywidendy przejmują uniwersytety publiczne. Jest to sytuacja jawnie nieuczciwej konkurencji, sprzyjająca dalszemu utowarowieniu wiedzy — tym silniejszemu, że idącemu w poprzek uspokajającej narracji o rzekomej darmowości wiedzy, jaką miałaby gwarantować AI. Tak rozumiana negatywność rzeczywistości zdaje się odbierać uniwersytetowi wszelką możliwość instytucjonalnej wolności, spychając go ku nierozwiązywalnemu problemowi, ku kakofonii sprzecznych nakazów. I co z tego?
Przekazywać uniwersalność wiedzy
Nie negując pewnej trafności hasła „nie studiujcie więcej, uczcie się inaczej w epoce AI”, doktor Newman definiuje i potwierdza trwałość misji edukacyjnej i uniwersyteckiej poprzez swoistą kontrapozycję: przekazywać poprzez nauczanie uniwersalność wiedzy. Ostatecznie to ona stanowi jedyny właściwy przedmiot badań i nauczania, wobec którego AI oferuje jedynie bladą kopię — a nawet karykaturę — będąc statystyczno-probabilistyczną konkatenacją aktualnego stanu wiedzy. Krótko mówiąc: jeśli AI zachowuje realną użyteczność, strzeżmy się przed uczynieniem z niej jedynej tutorki przekazywania wiedzy i jej organicznej jedności — i to z oczywistych powodów.
W samym akcie przekazywania rozstrzygają się bowiem: kształtowanie inteligencji w jej niepowtarzalności, zdolność myślenia, umiejętność skupienia uwagi, poszukiwanie spójności, dialog wiedzy. W ten sposób podmiot uczący się przekształca przyswajane informacje w wiedzę — czyli w formę uporządkowaną, mniej lub bardziej powiązaną z innymi obszarami poznania i nieuchronnie inspirowaną aktualnymi przekonaniami. To właśnie w ten sposób student, niejako po omacku, zbliża się do uniwersalności wiedzy, jej organiczności i fundamentalnej jedności.
Prawda religijna jako warunek
Newman zakłada i wyznaje tajemnicę jedności wiedzy w Słowie Bożym — per quem omnia facta sunt (przez które wszystko się stało) — nie wahając się uznać prawdy religijnej za warunek konieczny zarówno istnienia wiedzy, jak i wynikającego z niej działania. Teza ta dla większości współczesnych brzmi nie do przyjęcia, a nawet nie do zniesienia. A jednak Newman doświadczył jej w pewien sposób we własnym ciele, wchodząc w jedność katolicką poprzez śmierć dla samego siebie (por. P. Philippe Vallin, „L’idée d’université (1852): pertinence et impertinence du projet newmanien”).
Uniwersalność wiedzy, czyli jej wzajemne powiązanie, nie jest ideologicznym postulatem narzucanym z góry. Przeciwnie — to poprzez ukazywanie kruchości i konsekwencji wiedzy rozczłonkowanej życie uniwersyteckie podąża swoją drogą: drogą ewangelicznego syna marnotrawnego (Łk 15, 11–32). Droga ta symbolizuje rozum rozrzutny, który świadomie opuszcza ojcowski dom Mądrości, by podjąć przygodę wprawdzie ryzykowną, lecz ostatecznie zbawienną. Często właśnie za taką cenę kształtują się młode umysły — w tej egzystencjalnej wzajemności wolności i prawdy.
Tekst pierwotnie ukazał się we francuskiej edycji Aletei.










