Butelka – charakterystyczna, po preparacie Ceregumil – została ostrożnie wydobyta i przewieziona do Pałacu Arcybiskupiego w Alcalá de Henares. Tam archeolog dokonał jej otwarcia. W środku znajdował się papier datowany na 1947 rok: akt ekshumacji księdza Valentína Rodrígueza Cañasa. Suchy z pozoru dokument okazał się poruszającym świadectwem przeszłości.
Kapłan, który nie uciekł
Valentín Rodríguez Cañas był ekonomem parafii w Campo Real. Gdy w lipcu 1936 roku wybuchła wojna domowa, mógł – jak wielu – próbować się ukryć. Nie zrobił tego. 29 lipca został zastrzelony przez bojówkę określaną w dokumencie jako „horda marksistowska”. Brutalność morderstwa zapadła w pamięć mieszkańców tak głęboko, że nawet dzieci, które były jego świadkami, po latach potrafiły odtworzyć szczegóły wydarzeń.
Dziś Kościół uznaje go za Sługę Bożego, a jego sprawa jest częścią procesu beatyfikacyjnego męczenników prześladowań religijnych w Hiszpanii. Ale droga do tego uznania wiodła przez lata zapomnienia.
Dokument, który miał przetrwać
Akt ekshumacji z 18 czerwca 1947 roku opisuje przeniesienie szczątków kapłana z cmentarza do kościoła parafialnego. Sporządzony na papierze firmowym z pieczęcią parafii, podpisany został zarówno przez duchownych, jak i przedstawicieli władz świeckich. Wśród nich byli m.in. proboszcz Campo Real Félix Aguado Calvo, arcyprezbiter Ramón García y García, sędzia Alfonso León Sánchez-Tena oraz farmaceuta Vidal García.
Dokument nie pomija trudnych szczegółów. Wspomina o wcześniejszym naruszeniu grobu i o tym, co udało się odnaleźć: fragmenty czaszki, żebra, kości kończyn, elementy odzieży – w tym ubranie pożyczone niegdyś od sąsiada, Pablo Rubio Leóna – a także naboje i śrut z broni palnej. To właśnie ten zapis, zamknięty w butelce i ukryty przy grobie, miał być cichym strażnikiem prawdy na czasy, gdy nie wolno było mówić głośno.
Pamięć silniejsza niż czas
Ekshumacji towarzyszyła procesja z prochami kapłana oraz uroczysta Msza święta. Dla lokalnej wspólnoty był to akt sprawiedliwości i hołd oddany człowiekowi, który pozostał wierny aż do końca. Dziś Campo Real planuje kolejne kroki związane z jego beatyfikacją, a jedna z ulic nosi już imię zamordowanego księdza.










