separateurCreated with Sketch.

Totemizacja Jezusa, czyli adoracje w pierwsze niedziele miesiąca

Najświętszy Sakrament
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Dariusz Dudek - publikacja 04.02.26
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
W wielu polskich kościołach istnieje tradycja krótkich adoracji Najświętszego Sakramentu w pierwsze niedziele miesiąca. Inicjatywa piękna, ale wykonanie…

Odkąd pamiętam, w pierwsze niedziele miesiąca zamiast homilii po Eucharystii była adoracja. Jako dziecko cieszyłem się z tego, bo wydawało mi się, że Msza jest wtedy krótsza no i nie musiałem się skupiać na trudnych kazaniach. Po latach już się z tego nie cieszę, a pierwszoniedzielne adoracje przyprawiają mnie o szybsze bicie serca. 

Adoracje w pierwsze niedziele to stosunkowo młoda praktyka duszpasterska. Jako pierwsza oficjalnie zapoczątkowała ją archidiecezja wrocławska w 1977 r., a jej śladem poszło wiele innych diecezji. Adoracje miały na celu pogłębienie duchowości eucharystycznej. Uważam, że to także doskonałą sposobnością naukę osobistej modlitwy w praktyce i przestrzeń na spotkanie z Jezusem twarzą w twarz. Coś poszło jednak nie tak.

Totem i czytanki

Rodzi się we mnie wewnętrzny opór, gdy rozpoczyna się taka pierwszoniedzielna adoracja. Po pierwsze księża rezygnują wtedy z homilii, co jest wyraźnie zakazane (biskup tarnowski niedawno przypomniał, że w niedziele adoracyjne księża mają wygłosić krótszą homilię, ale nie mogą z niej rezygnować), po drugie Jezus jest traktowany jak jakiś totem i symbol, który ma jakoś wzmocnić modlitwę. Dlaczego?

Ksiądz wystawia Najświętszy Sakrament w monstrancji, po czym zaczyny czytać Jezusowi wcześniej przygotowany przez kogoś tekst: Jezus dowiaduje się kim jest, potem co powiedział w Ewangelii (w praktyce to taka mini homilia), a następnie jest zasypywany pieśniami oraz modlitwami, w których wszyscy powtarzają: przepraszamy, dziękujemy, prosimy. A czasie takiej adoracji dowiadujemy się, że jest to w końcu przestrzeń na osobiste spotkanie z Chrystusem twarzą w twarz (jakby nie była tym Eucharystia, na której przed chwilą przyjęliśmy Go w Słowie i Ciele). Trwa to ok. 6 minut, po czym następuje błogosławieństwo i Jezus jest zamykany w tabernakulum. Czy to nie przedmiotowe, totemiczne, traktowanie żywego Boga?! A gdzie ta adoracja?

Adoracja powinna być… adoracją!

Po pierwsze adoracja powinna pozostać adoracją, czyli uwielbieniem Boga, który jest obecny wśród nas. Nie potrzeba do tego wielu słów, ale skupienia na Nim w ciszy. Tej jednak boimy się w naszych kościołach, a że nie jesteśmy nauczeni, co w jej trakcie robić. Wystarczyłoby jednak kilka słów wprowadzenia, by dobrze ją wykorzystać.

Po drugie, zastanawiam się, czy adoracja po Eucharystii ma sens, zwłaszcza dla tych, którzy przyjęli Komunię: przecież sami są żywymi monstrancjami i nie ma potrzeby kierować ich uwagi na zewnątrz, ale właśnie do środka, do serca, gdzie przyjęli Boga.

No i po trzecie, nie ma co robić z adoracji krypto homilii, na której opowiadamy Jezusowi, co powiedział w Ewangelii – On to wie, ale to my potrzebujemy przestrzeni na jej rozważanie.

Jak wyobrażam sobie pierwszoniedzielną adorację

To, co piszę poniżej to moja wizja niedzielnej adoracji.


Ksiądz nie rezygnuje z homilii. Wybiera z Ewangelii jeden fragment, który najbardziej dotyka serca, po czym zapowiada, że po Mszy będzie czas, żeby go samemu rozważyć. 

Po Mszy rozpoczyna się adoracja, którą prowadzi ksiądz.

Do Jezusa: Uwielbiamy Cię, Jezu, obecny pośród nas, dzięki Eucharystii.

Do ludzi: W chwili ciszy, własnymi słowami przywitajmy się z Jezusem. Wielu z nas przyjęło Go w Komunii, jest on nie tylko w monstrancji, ale w naszych sercach.

2 minuty ciszy.

Do ludzi: W Ewangelii usłyszeliśmy o (krótkie przypomnienie tematu z homilii). Zapytaj Jezusa, co chce ci przez to powiedzieć. Jakie emocje się w tobie budzą. Co chciałabyś, chciałbyś zrobić pod wpływem tego Słowa. 

4 minuty ciszy.

Do Jezusa: Dziękujemy, że jesteś wśród nas dzięki Eucharystii! Uwielbiamy Cię razem:

Jezu, Synu Boży – uwielbiamy Cię;
Jezu, Zbawicielu – uwielbiamy Cię;
Jezu, Synu Maryi – uwielbiamy Cię:
Jezu, który nas kochasz – uwielbiamy Cię.

Prosimy o Twoje błogosławieństwo.


Układ nie zmienia się w dużym stopniu. Mamy jednak to, o co chodzi na adoracji: ciszę, przestrzeń na słuchanie Boga i wspólne, proste uwielbienie.

Spodobało się wam? Może zaproponujecie to w waszych parafiach?

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.