separateurCreated with Sketch.

Inspirująca droga brata Stane: „Bóg mnie ocalił, wyzwolił i uzdrowił”

br. Stane Bešter
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Urška Leskovšek - publikacja 10.02.26
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Brat kapucyn Stane Bešter – gdy kapłańskie powołanie i muzyka spotykają się w hymnie życia

Gdy brat kapucyn Stane Bešter wchodzi do pomieszczenia, razem z nim pojawiają się pogoda ducha, szeroki uśmiech i poczucie, że jest się przyjętym. Taki właśnie jest – prosty, swojski, otwarty, z duszą, która jednocześnie modli się i śpiewa.

Od ośmiu lat jest dyrektorem Domu Duchowości w Kančevci. Jego droga życia naznaczona jest dwiema wielkimi miłościami: wiernością kapłańskiemu powołaniu oraz głębokim przywiązaniem do muzyki, którą rozumie jako jedną z najpotężniejszych dróg do serca człowieka i do Boga.

Dzieciństwo pachnące domem

Dorastał w Dolinie Selca w rodzinie z sześciorgiem dzieci. „Mieliśmy bardzo proste dzieciństwo – a jednak wspaniałe” – mówi z iskrą w oczach. Wspomnienia domu są ciepłe, pełne wzajemnej bliskości i drobnych psot, które naznaczają życie wielodzietnej rodziny. Szczególne miejsce w jego sercu zajmuje także ciotka, u której zamieszkał już jako dziewięcioletni chłopiec. Zaprosiła go na wakacje – na tydzień, który przeciągnął się na lata.

Mówi, że być może właśnie dlatego do dziś zajmuje w swojej poszerzonej rodzinie szczególne miejsce: wszyscy go kochają, a on kocha wszystkich. Cieszy się, że wszyscy bracia i siostry założyli własne rodziny. Jest dumnym wujkiem siedemnaściorga siostrzeńców i bratanków.

br. Stane Bešter

Muzyka jako pierwszy język serca

Miłość do muzyki narodziła się w domu. „Mama śpiewała niebiańsko – i niemal wyłącznie pieśni kościelne”. Brat Stane szczególnie wspomina melodię drogi krzyżowej. Ojciec także lubił śpiewać, grał na harmonijce ustnej, a wujek miał akordeon i skrzypce. To właśnie te skrzypce stały się jego pierwszym instrumentem.

W szkole podstawowej nauczyciel muzyki, dostrzegłszy dobry słuch, zaproponował mu szkołę muzyczną. Ponieważ wujek miał skrzypce, wybór padł właśnie na nie. Muzyka całkowicie go pochłonęła.

Gdy później wstąpił do seminarium, zabrał skrzypce ze sobą do Lublany i przez kolejne dwa lata kształcił się pod kierunkiem bardzo zaangażowanego pedagoga. Niewiele brakowało, by całkowicie poświęcił się drodze muzycznej. „W seminarium ćwiczyłem dniem i nocą” – wspomina.

W głębi serca wiedział jednak, że jego pierwszym powołaniem jest kapłaństwo. Przełożeni pomogli mu rozeznać, że profesjonalna kariera skrzypka i kapłaństwo trudno idą w parze. Wtedy zdecydował się odłożyć skrzypce – lecz nie muzykę.

Zwrócił się ku gitarze, śpiewowi i tworzeniu. Muzyka nie zniknęła z jego życia, lecz otrzymała nowe posłanie.

Powołany już jako dziecko

Co ciekawe, brat Stane pamięta pierwszy wyraźny moment, gdy wypowiedział pragnienie zostania kapłanem – w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Nauczycielka, głęboko wierząca i bardzo mądra kobieta, pytała dzieci, kim chcą zostać, i głośno dzieliła się ich odpowiedziami z klasą. Gdy powiedział, że chce być kapłanem (a były to „żelazne” czasy), tylko się uśmiechnęła – a ten uśmiech pozostał w jego pamięci na całe życie.

Od tamtej pory nosił w sobie to radosne przekonanie. Jako ministrant w kościele filialnym Ducha Świętego oraz w kapucyńskim kościele w Škofji Loce doświadczał piękna służby. Właśnie tam poznawał kapucynów. Ich prostota, bliskość ludzi i braterski styl życia przyciągnęły go. „Gdybym ich nie spotkał, być może byłbym księdzem diecezjalnym” – mówi. „Ale kapucyni mnie zdobyli”.

br. stane bešter

Kryzys, który stał się źródłem

Gdy brat Stane opowiada o swojej drodze do kapłaństwa, brzmi to pogodnie i lekko. Gorycz pojawia się dopiero tuż przed święceniami – wtedy w jego głosie słychać, że było to doświadczenie poważne i głębokie.

„Krótko przed święceniami nosiłem w sobie straszliwy ciężar. Straszliwy ciężar. Sam byłem za niego odpowiedzialny” – mówi otwarcie. „Przed święceniami ogarnął mnie ogromny lęk. Dlatego szukałem pomocy u różnych osób. Nigdy nie będę im dość wdzięczny za to, że mi pomogli”.

Ten kryzys nie oddalił go od Boga, lecz stał się źródłem inspiracji na całe życie. Wyzwolenie nie przyszło przez rozważania, lecz przez życie sakramentalne: „Z wiary w Bożą miłość, którą otrzymywałem w spowiedzi i w Komunii Świętej, doświadczyłem niewiarygodnego wyzwolenia”.

To dla niego doświadczenie fundamentalne, które ukształtowało także jego kapłaństwo: doświadczenie Boga, który ratuje, przebacza i uzdrawia.

„Do dziś jestem Bogu wdzięczny, że mnie ocalił, wyzwolił, przebaczył mi i uzdrowił”. Owocem tego procesu jest coś bardzo konkretnego: „Po tym wszystkim przyjąłem samego siebie takim, jakim jestem”.

Z tej perspektywy potrafi dziś rozumieć innych kapłanów i ludzi przechodzących przez podobne wewnętrzne zmagania. „Myślę, że każdy kapłan musi doświadczyć kryzysu, w którym Bóg go wystawia na próbę albo oczyszcza”.

Być może dlatego z jego uśmiechu nie bije powierzchowna lekkość, lecz cicha głębia. Uśmiech kogoś, kto wie, że nie został zbawiony własną siłą – lecz Bożą łaską.

Braterstwo – Ewangelia w praktyce

„Nie jest dobrze człowiekowi być samemu” – powtarza chętnie. Wspólnotę postrzega jako przestrzeń, w której człowiek uczy się przyjmować innych w ich odmienności, a jednocześnie wzrasta w pokorze.

Bardzo ceni comiesięczne dni skupienia i dni studyjne, które kapucyni w Słowenii przeżywają wspólnie. To chwile zatrzymania, spotkania, rozmowy i wspólnej modlitwy. Z biegiem lat coraz bardziej uświadamia sobie, jak cenne jest poczucie, że za tobą stoją bracia.

Msza Święta – serce kapłańskiego życia

Gdyby miał wskazać najważniejsze i najbardziej poruszające serce kapłańskie zajęcie, wybrałby sprawowanie Mszy Świętej. Ofiara Mszy Świętej jest dla niego źródłem i szczytem. Stara się celebrować ją w sposób pokorny, świadomy, że staje przed Bogiem i ludźmi jako prosty sługa.

Wielkim szacunkiem darzy także sakrament spowiedzi. Jest przekonany, że „spowiednik nie może ludzi zawłaszczać”, lecz ma być narzędziem Bożego miłosierdzia. Dlatego, gdy jest wezwany do spowiadania, idzie – nawet jeśli jest to trudne.

Szczególne miejsce w jego sercu zajmują chorzy i osoby starsze, ponieważ ma poczucie, że w jego diecezji nie poświęca się im wystarczającej uwagi. Wie, że znajdują się w ostatnim rozdziale życia i potrzebują bliskości, sakramentów i ludzkiego ciepła.

Br. Stane Bešter

Muzyka jako ewangelizacja

Choć nie został zawodowym muzykiem, jak sam mówi, „wprowadził współczesną muzykę chrześcijańską w obieg”. Kapucyni wydawali śpiewniki, nagrali kilka kaset (pamiętacie jeszcze, co to było?), występowali w całej Słowenii. Muzyka – także dzięki niemu – stała się mostem między Kościołem a młodymi, między poszukującymi a tymi, którzy są już „u siebie” w wierze.

Dziś szczególnie poruszają go pieśni Saša Mugerlija i Robija Roliha, na przykład „Domov” czy „Jezus, oprosti mi”. „To naprawdę pieśni, które wstrząsają mną do głębi serca i są mi bardzo drogie”.

Życie brata Stane jest hymnem – czasem zaśpiewanym, czasem wypowiedzianym, często po prostu przeżywanym. Gdy się go spotyka, czuje się, że jest szczęśliwy w tym, kim jest. A to największe świadectwo: żyć dla Pana z otwartym sercem, uśmiechem na twarzy i pieśnią w duszy.

Artykuł pochodzi ze słoweńskiej Aletei.

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.