Napis na ścianie
Na ścianie w jego pokoju, tuż obok krucyfiksu, pojawiło się zdanie zapisane markerem. Nikt nie zwrócił na nie uwagi od razu. Dopiero po jego śmierci rodzina odczyta pytanie z Ewangelii:
Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych?
Marco Gallo miał siedemnaście lat. Rankiem 5 listopada 2011 roku wsiadł na motor i ruszył do szkoły. Zginął potrącony przez samochód. Jego życie się skończyło, ale jego historia ciągle trwa. Kościół rozpoczyna przygotowanie do beatyfikacji.

Chłopak, który pisał wszędzie
Marco był zwyczajnym chłopakiem. Kochał sport, góry, ruch. Częste przeprowadzki nauczyły go otwartości na ludzi. Od dziecka pisał – wszędzie i na wszystkim. Zeszyty, luźne kartki, notatki powciskane między książki szkolne... Po jego śmierci rodzina odnalazła te zapiski – legendę do mapy jego serca.
Biskup Pawii, abp Corrado Sanguineti, pisząc przedmowę do książki poświęconej Marco, zauważył:
Każde życie, każda osoba ma w sobie coś jedynego i niepowtarzalnego i do tajemnicy obecnej w historii każdego człowieka powinniśmy zbliżać się z poczuciem czci, boso, jak Mojżesz przed płonącym krzewem.
I dodaje, że nie chodzi o analizę, lecz o spotkanie, „bo warto spotkać Marco”.

Od „sobotnich imprez” do wyboru Chrystusa
Jak wielu nastolatków, Marco przez pewien czas próbował odnaleźć szczęście tam, gdzie podpowiadał świat: w relacjach, w sobotnich imprezach, w byciu „jak inni”. Sam pisał, że jego równanie szczęścia było proste: przyjaciele, imprezy, dobra zabawa. Ale szybko zorientował się, że to za mało. Że pragnie czegoś większego, bardziej radykalnego.
Przełom przyszedł w ostatnim roku jego życia. 19 marca 2011 roku zapisał słowa, które nie pozostawiały miejsca na kompromis:
Odrzucając fałszywą lub drogę pośrednią: albo Chrystusa się odrzuca, albo staje się On punktem centralnym.
Chwilę później dodał:
Moim ideałem jest Chrystus: Jego prawdziwość wciąż mi się objawia.
„Teraz mogę cię kochać”
Ta decyzja zaczęła zmieniać wszystko – także jego relacje. Jednego wieczoru Marco nalegał, by cała rodzina obejrzała film o św. Franciszku. Patrzył na siostrę Franceskę – jak wspomina – tak, „jakby ofiarowywał jej cały świat”. Gdy film się skończył, usiadł bardzo blisko niej, wyraźnie zdenerwowany, i w końcu powiedział:
Fra, ja się zmieniłem, jestem inny, teraz mogę cię kochać. Ty jesteś moją siostrą.
Wiara Marco nie była zbiorem praktyk. Była doświadczeniem, które przenikało codzienność, rozmowy, przyjaźnie. Pod koniec życia mówił o Jezusie każdemu, z prostotą i swego rodzaju wewnętrznym przymusem. Nie potrafił milczeć o Tym, kogo odkrył jako odpowiedź na najgłębsze pragnienia.
Gotowość na spotkanie z Panem
Gdy po jego śmierci matka weszła do pokoju, zobaczyła napis na ścianie. Wiedziała, że to charakter pisma Marco. Te słowa stały się dla rodziny i przyjaciół drogowskazem. Pokazywały, gdzie patrzeć – i Kogo szukać.
Podczas pogrzebu ks. Pino Privitera powiedział:
Celem życia jest poznanie Chrystusa. W życiu Marco to się dokonało. (…) W jednej chwili zrealizował wszystko. Był gotowy.
Dla Kościoła, który rozeznaje świętość danej osoby, nagła śmierć utrudnia zbadanie heroiczności cnót. A jednak w historii Marco wielu widzi nie przerwanie drogi, lecz jej wypełnienie. Jak napisze abp Sanguineti, jego śmierć jawi się „nie jako epilog życia, ale jako dopełnienie drogi – prawdziwy dies natalis (dzień narodzin)”.
Historia nadal trwa
Każdego roku setki młodych ludzi pielgrzymują do sanktuarium na górze Montallegro, by modlić się i wspominać Marco. Nie przyciąga ich legenda. Przyciąga prawda o chłopaku, który nie zgodził się na połowiczne życie. Który uwierzył, że prawdziwe życie nie kryje się w „grobowcach” obietnic świata, ale w Kimś, kto żyje.
Źródło: eldebate.com, nieaktywna włoska edycja Aletei.











